lipca 30, 2017

Miejsce warte odwiedzenia : Loopy's World Gdańsk.

Miejsce warte odwiedzenia : Loopy's World Gdańsk.

"Loopy’s World to największy w Polsce plac zabaw, czynny cały rok.
Tutaj nikt się nie nudzi! Zapewnimy Twojemu dziecku i całej rodzinie najlepszą rozrywkę, mnóstwo atrakcji, miłą atmosferę, profesjonalną obsługę oraz zadbamy o Waszą aktywność fizyczną.
Na terenie Centrum działa Restauracja Loopy’s serwująca pyszne przekąski, pełnowartościowe rodzinne obiady, napoje i desery. Nasza specjalnością jest pizza prosto z pieca i przepyszne makarony!"




To właśnie to miejsce, w którym ogromną trudność sprawi Wam zrobienie ostrego, nierozmazanego zdjęcia Waszemu maluchowi. 

Ilość konstrukcji, która została oddana do użytku, tunele, zjeżdżalnie, trampoliny, drabinki zapierają dech w piersiach nie tylko z powodu zmęczenia. Średnio w trakcie zabawy dzieci pokonują w Loopy’s dystans 5 km! {To już wiem dlaczego miałam wczoraj zakwasy! Przebiegłam 5 km!} 




Myślę, że idealne hasło reklamowe dla tego Centrum rozrywki brzmi "Chcesz zmęczyć swoje dziecko? Przyjdź do Loopy's World" :) 

Zajechaliśmy z rana, kiedy dzieci było jeszcze stosunkowo niewiele, chłopaki zrobili rozeznanie terenu, a my matki zaprzyjaźniłyśmy się z rozmieniaczem pieniędzy. Przygotujcie sobie dużo 2 złotówek. W cenie biletu macie dostęp do sali, a cała reszta w postaci automatów, gokartów, elektrycznej kolejki, automatów z grami zręcznościowymi są płatne dodatkowo. 



Loopy's World to największy plac zabaw w Polsce. Znajdziecie go nie tylko w Gdańsku, ale i we Wrocławiu. Jeśli macie chęć możecie zorganizować tam urodziny swojego dziecka. Sala przygotowała kilka pakietów animacyjnych połączonych ze swobodną zabawą na placu zabaw. 

Jak się biega te 5 km to na bank potem jest się głodnym i spragnionym. W placowej restauracji napełnicie do syta i smacznie duże i małe brzuszki. Skosztujecie pysznych deserów, lemoniad i zjecie oczywiście lody. 

Sala jest czysta, toalety również jedyne do czego mogę się przyczepić to mało miejsc siedzących dla rodziców poza restauracją. Przydałoby się więcej puf, kanap dla nich.

Polecamy zabawę w Loopy's World.  


lipca 28, 2017

Projekt Podróże Dużych i Małych : Kozi Gród. Hotel idealny dla rodzin z dziećmi.

Projekt Podróże Dużych i Małych : Kozi Gród. Hotel idealny dla rodzin z dziećmi.
Po czym poznać, że restauracja, w której chcecie zjeść obiad podaje smaczne dania, które nie przysporzą Wam problemów żołądkowych? 

Po dużej liczbie gości. Jasne, że tak. 

Po czym poznać, że hotel, do którego przyjechaliście jest pozytywnie nastawiony do pobytu waszych dzieci, że będą się tak świetnie bawiły? 

Po tym, że jak schodzicie na posiłek do hotelowej restauracji przy każdym stoliku siedzi co najmniej jedno dziecko i nikogo nie dziwi oraz nie przeszkadzają głośniejsze, radosne rozmowy. 

W ramach autorskiego projektu wybraliśmy się do Koziego Grodu, który wzięliśmy pod naszą czujną lupę tak, aby przedstawić wam najbardziej przydatne informacje i odpowiedzieć na pytania :
"Czy to Hotel, w którym warto spędzić rodzinne wakacje?",  "Czy posiada odpowiednie udogodnienia dla najmłodszych gości?" 

Przekonajcie się sami!



Zaledwie 25 km od Gdańska, wśród Kaszubskich jezior i lasów, na podbudowie rodzinnej pasji, powstał Hotel Kozi Gród, który hołduje wielu cennym wartościom. Przyjaźnie nastawiony do gości, zwierząt, środowiska naturalnego. 
Jedno jest pewne: nie da się tam nudzić.


Pokój z dużym, małżeńskim łóżkiem oraz dostawką. Łazienka na miejscu oczywiście. Podstawowe wyposażenie: czajnik, telewizor, wygodne fotele. Pościel czysta, zaciemniające rolety (dzięki czemu nie martwiliśmy się o to, że o 21:00 jest jeszcze widno, a Młody już ma spać). Za naszymi balkonowymi drzwiami rozpościerał się spory taras ze stolikiem na którym gdyby tylko nie padało, chętnie wypiłabym kawę. Pokoje czyste, przestronne, ręczniki wymieniane codziennie. Na recepcji możecie poprosić także o podstawkę do umywalki i dziecięcą deskę sedesową.  





Co do nudy i pogody.. 
Niestety trafiliśmy na okropnie deszczowe dwa dni i  nie mogliśmy w pełni wykorzystać potencjału, który oferuje nam zewnętrzny teren zielony z atrakcjami dla rodziców i dzieci. Ale nie oznacza to, że siedzieliśmy w pokoju i słuchaliśmy jęków znudzonego Bartka. Co to, to nie!


W Kozim Grodzie znajduje się Centrum Rekreacji. Basen, jacuzzi, sauna, siłownia. Możecie korzystać z dobrodziejstwa tych cudownych miejsc bez obaw. Nie było tłumów, więc spędzaliśmy czas kameralnie, bardzo rodzinnie i radośnie. Nikomu nie przeszkadzał radosny śmiech naszego małego pływaka, który najchętniej moczyłby się cały dzień. Na basenie znajdziecie spory kosz z zabawkami, kółkami, pływakami, deskami, makaronami do pływania. Dla zmęczonych po pływaniu są też bardzo wygodne leżaki. 





Na terenie hotelu znajduje się przedsionek z zabawkami (przy torze do gry w kręgle), odbywają się animacje, a w ogrodzie znajduje się piękny plac zabaw i drewniany domek. 
Atrakcją jest także mini zoo z koziołkiem, kozą i konikiem. Ze względu na wspomnianą pogodę odwiedziliśmy zwierzaczki krótko. 




Jeśli chodzi o nas - rodziców. Animacji nie mieliśmy ;) , ale podczas gdy nasze dziecię korzystało ze swoich, poszliśmy pograć w pin - ponga i bilarda. Są także dwa tory do gry w kręgle. 





Okolica i otoczenie zachęcają do spędzania wolnego czasu właśnie na świeżym powietrzu. Jest mnóstwo miejsca i kryjówek do zabaw w chowanego :) Między drzewami wiszą leżaki, są ławki, boiska do uprawiania sportów. 
Na środku jest także zarybiony staw z rowerkiem wodnym. Uważajcie na komary, wyszliśmy z Bartkiem na 15 minut i moja noga została pożarta w sześciu miejscach. Koniecznie zabierzcie spray na te złośliwe owady. 





Jedzenie przepyszne. Szwedzki stół uginał się pod różnorodnymi daniami. Sery, twarożki, dżemy, mięsa, zupy, placuszki, makarony, ciasta, owoce. Zapewniam Was, że każdy niejadek znajdzie coś dla siebie. Nasz Bartek wychodził najedzony, a tata przejedzony, bo tyle było dobroci, że chciał spróbować chociaż po troszku wszystkiego ;) 
Mega atrakcją była możliwość przyrządzenia sobie gofrów. Genialny sposób na deser. 



W restauracji prócz pyszności znajdziecie także udogodnienia dla najmłodszych: sztućce, talerzyki, foteliki do karmienia. 

1. Centrum rekreacji : basen i jacuzzi. Czysto, kameralnie i bez tłumów. 
2. Zielony teren z placem zabaw i trampolinami. Jest wszystko czego do pełni szczęścia potrzeba dzieciakom :) 
3. Obsługa na recepcji. Panie i panowie bardzo pomocni, uśmiechnięci. 
4. Jedzenie : każdy znajdzie dla siebie coś dobrego. 


1. W międzyczasie oczekiwania na animację spędziliśmy chwilę w przedsionku zabaw. Jest w nim kilka atrakcyjnych zabawek, ale naszym zdaniem warto byłoby stworzyć i powiesić regulamin korzystania z tego pomieszczenia. Głównym punktem, który mógłby się tam znaleźć,  powinno być uświadomienie rodziców, że nie tylko ich dziecko bawiło się tymi zabawkami i należy zwrócić uwagę, aby dzieci nie niszczyły zabawek. Inni także będą chcieli z nich skorzystać. 
Podobnie z pożyczaniem. Skoro jest miejsce do zabawy, nie wyobrażam sobie, aby moje dziecko zabierało z niego zabawki.  

2. Brakowało mi trochę animacji ruchowych. Podczas naszego pobytu dzieci miały zajęcia z animatorką. Rozmawiali o ekologii, budowali karmnik, poszli na kręgle. Dla mnie takie animacje to tańce, gra w piłkę, gumę, klasy, podchody. 



Poza tymi dwiema sprawami nie mamy się do czego przyczepić. Zmęczeni, przepracowani rodzice, wybierając się na rodzinny wypoczynek z dziećmi, na pewno się zrelaksują , złapią oddech i trochę się rozerwą. 

Zdecydowanie polecamy wam Hotel Kozi Gród jako HOTEL IDEALNY na wakacyjny (i nie tylko) odpoczynek dla całej rodziny. 


Dziękujemy za możliwość odwiedzenia i złapania oddechu w tak pięknym miejscu. 


lipca 25, 2017

Blogerzy, blogerzy.. wszędzie blogerzy. Czyli o tym jak było na See Bloggers V.

Blogerzy, blogerzy.. wszędzie blogerzy. Czyli o tym jak było na See Bloggers V.
22-23 lipca. 

Czekałam na te dwa dni odkąd dowiedziałam się, że będę miała możliwość po raz drugi zostać uczestniczką tego genialnego event'u. Poprzednia edycja była świetna, mnóstwo przydatnej wiedzy, którą przekazywali prelegenci. 
Niestety tym razem nie udało mi się zapisać na większość warsztatów, na których chciałam być i chociaż sobota była dość uboga w wiedzę, w niedzielę nadrobiłam!

Siedząc na widowni podczas panelu z Magikiem Y (a właściwie dwóch panelach) miałam wrażenie, że chłopak ma straszne parcie na szkło. Przerywał innym, popisywał się, odniosłam wrażenie, że pomylił miejsce aktualnego pobytu z podstawówką. 

Najbardziej podobał mi się panel z Renatą Kaczoruk, którą bardzo lubię i szanuję. (pomijając wygłupy Y-ka). Temat hejterów jest mi bliski, chyba jak większości blogerom. Ucieszyło mnie niejako, że moje podejście do ich zachowania pokrywa się z tym co mówili paneliści. Pokrzepiające! 



Warsztaty z Oillan i Pharmaceris nt. dbania o włosy i piersi to jedyne na które udało mi się dostać, średnio uderzały w okrąg mojego zainteresowania. Jednak wykład Pana Doktora Daniela Maliszewskiego, okazał się bardzo przystępnie przedstawiony i choć średnio wierzę w zapewnienia dot. tego, że jak kobieta nie ma kasy na operację plastyczną, która ma upiększyć jej piersi to pan doktor i tak ją może wykonać - wyszłam zadowolona ;) 

W niedzielę udało mi się wbić na Warsztat z Nieperfekcyjną Mamą. Co by nie mówić, zaraz po Tomku Tomczyku - najlepiej przedstawione treści, które na serio mi przydadzą. Żadne pitu - pitu! Sam konkret. Ania (Nieperfekcyjna Mama) genialna kobietka! Uśmiechnięta, wygadana. Muszę koniecznie dorwać jej książkę, bo liczę, że jest tak samo pozytywna jak ona sama. 

Wisienką na torcie był panel Tomka Tomczyka, jak dla mnie zdecydowanie za krótki. Kiedyś nie rozumiałam Jego fenomenu. Musiałam chyba dojrzeć do tego. Przeczytałam na razie jedną Jego książkę i próbuję wdrażać Jego porady w życie. Na razie idzie to bardzo opornie, ale nie zrażam się! 

See Bloggers to nie tylko panele i warsztaty. To także ludzie, możliwość spotkań z takimi, których zna się np. tylko ze szklanego ekranu. Mi udało się "złapać" Anię Kawę Kułyk. Bardzo sympatyczna i uśmiechnięta osóbka! 



Na temat aftera nie będę się tym razem wypowiadać. Tak czy siak, jestem bardzo zadowolona, naładowana pozytywną energią na kolejny rok. Odgrzałam swoją motywację i chęci do rozwoju. Mam nadzieję, że w kolejnym roku będzie równie świetnie i że będę miała ponownie możliwość tam być! Dzięki!


lipca 24, 2017

Na co nam właściwie szkoła rodzenia? Na co warto zwrócić uwagę?

Na co nam właściwie szkoła rodzenia? Na co warto zwrócić uwagę?
Przed narodzinami Bartka czytałam dużo fachowej literatury i miałam wcześniejszą styczność z niemowlętami, więc nie obawiałam się tego, że nie poradzę sobie z czynnościami pielęgnacyjnymi przy takim Szkrabie.
Bardziej interesowało mnie samo przygotowywanie do porodu. Ćwiczenia oddechowe, poród, połóg, laktacja. Teoria - teorią, wiadomo a życie plotło się swoją ścieżką. 

Poszliśmy do polecanej przez znajomych szkoły rodzenia. Zależało nam abyśmy mogli brać udział wspólnie w zajęciach. Mąż chciał mieć aktywny udział w porodzie oraz w bezpośredniej pielęgnacji dziecka. Dla Niego to była potężna dawka solidnej wiedzy, bo On w literaturę się nie zagłębiał. 



Co nam się podobało? 
Podobały nam się ćwiczenia oddechowe, masaż rozluźniający, możliwość zadania pytań specjaliście.
Dodatkową korzyścią było to, że dała nam ona możliwość spotkania z innymi przyszłymi rodzicami. W grupie było nam dosłownie raźniej. Obserwowaliśmy swoje rosnące z tygodnia na tydzień brzuszki, dzieliliśmy się spostrzeżeniami. Często martwiły nas podobne rzeczy, padały pytania, które rozwiewały nasze wspólne wątpliwości. Miło było wiedzieć, że nie jesteśmy jedynymi, którzy martwią się konkretną sprawą.  

Czy mogę powiedzieć, że dzięki szkole rodzenia przestałam bać się porodu?
Szczerze mówiąc nie wiem. Bałam się go tylko na początku. Słyszałam o kosmicznym bólu, o nacinaniu krocza, o pęknięciach. Nie bałam się bólu, bo byłam na niego psychicznie nastawiona. Zależało mi na tym, aby nasze dziecko pojawiło się bezpiecznie i szybko po drugiej stronie, we właściwym czasie. Ból miał tu drugorzędne znaczenie. 
Szkoła rodzenia była dla nas niejako wsparciem, usystematyzowaniem wiedzy teoretycznej. Owszem, dowiedziałam się sporo nowych rzeczy, ale tak jak pisałam wyżej.. w kwestii nauki oddychania podczas porodu rzeczywistość nieco się rozjechała. 

Zaczęłam rodzić po przebiciu pęcherza płodowego i podaniu oksytocyny.
Od godziny 10 do 16:00 próbowałam wydać na świat syna drogą naturalną. W momencie najsilniejszych (po oksytocynowych) skurczy, mój oddech szalał i za Chiny Ludowe nie chciał ze mną współpracować. Dlatego nie nastawiajcie się, że kurs w szkole rodzenia odwali za Was tą robotę. Nie odwali. Możecie się zawieść, tak jak ja. Wasz poród może skończyć się cesarskim cięciem - jak mój. A wtedy praktyczne ćwiczenia ze szkoły rodzenia okazują się w połowie zbędne. 

Właśnie co ważne, na naszych zajęciach było bardzo mało o tematyce cesarskiego cięcia. Tak jak wiedziałam, że poród boli, że trzeba po nim dojść do pełni sił (każda kobieta w swoim tempie), tak nie liczyłam się z tym co działo się w okresie połogu po cesarce. Bardzo źle wspominam ten okres i zdecydowanie wolałabym być nieco bardziej uświadomiona w tym temacie. Dlatego jeśli wybieracie się na kurs do szkoły rodzenia, nawet jeśli jesteście nastawione w 100% na poród siłami natury (też byłam..) to liczcie się z tym, że coś może nie pójść po Waszej myśli i będziecie miały cięcie. Proście swoich wykładowców o nie pomijanie tej tematyki. Serio, to bardzo istotne. 




Na co jeszcze zwracać uwagę, poszukując szkoły rodzenia?
  • Wielkość grup
  • Dobrze, aby grupa nie była liczniejsza niż 10–15 ciężarnych. W takiej grupie jest lepsza atmosfera, można bardziej swobodnie zadawać pytania. A wykładowca może spokojnie poświęcić uwagę każdej uczestniczce.
  • Finanse. 
  • Rozważając wasze możliwości finansowe, pamiętaj, że dobra szkoła nie zawsze musi być droga. Jest wiele dobrych szkół rodzenia, które uczestniczą w programach bezpłatnych.
  • Opinia byłych kursantów. 
  • To jedno z najważniejszych kryteriów. Warto podpytać, czy są zadowoleni oraz jakie mają uwagi na temat zajęć i osób prowadzących.
  • Wykładowcy. 
  • Dowiedz się, czy wykładowcy są fachowcami, jakie mają wykształcenie i doświadczenie. Zasięgnij opinii, poczytaj o nich w internecie.
  • Czas trwania kursu.
  • Można przyjąć, że cykl wykładowy w szkole rodzenia to średnio 18–20 godzin wykładowych (w tym ćwiczenia).
  • Warunki.
  • Średni czas trwania jednych zajęć to 1,5 godziny. Dlatego w sali wykładowej powinny być przynajmniej wygodne krzesła konferencyjne.
    • Program
    • Sprawdź, czy program szkoły rodzenia obejmuje pełną tematykę, a także, czy są prowadzone zajęcia praktyczne (np. przewijanie, kąpiel ćwiczona na lalce).
    • Terminy. 
    • Sprawdź, czy terminy zajęć są dostosowane do waszych potrzeb. My chodziliśmy późnymi popołudniami i wracaliśmy późnym wieczorem. 
    • Lokalizacja.
    • Wybierz szkołę w okolicy albo ze stosunkowo łatwym dojazdem środkami komunikacji miejskiej, tak aby nie było problemu z dojazdem z powiększającym się brzuszkiem. 
    • Możliwość odrobienia opuszczonych zajęć.
    • To ważne, bo może się zdarzyć, że złe samopoczucie uniemożliwi ci przyjście na zajęcia. U nas raz czy dwa zdarzyło się, że pojechał sam małżonek.
    • Pakiet materiałów dodatkowych. 
    • Warto dowiedzieć się, czy otrzymacie taki pakiet z listą rzeczy potrzebnych do szpitala, listą rzeczy do wyprawki dla dziecka itp. oraz czy po zakończeniu zajęć jest możliwość kontaktowania się z wykładowcami, gdybyście mieli dodatkowe pytania.

    A Wy korzystaliście z usług szkoły rodzenia? 
    Co Wam się podobało, a co nie? Czego brakowało? 




    lipca 19, 2017

    Nic nie robić, leżeć w trawie.. Czyli o dobrych skutkach lenistwa.

    Nic nie robić, leżeć w trawie.. Czyli o dobrych skutkach lenistwa.
    Nic nie robić.. Leżeć w trawie.. Dobrą wodę z cieniu pić ;)



    Zdarza się, że nasze dzieci po przedszkolu lecą na rytmikę, angielski, grę na instrumencie. Dzień wypełniony po brzeg, niemal jak dorośli. 
    Współczesna psychologia podkreśla jednak, że dzieciom potrzebny jest czas wolny. Po co? Ano po to, aby nic nie robić, lub robić coś co nie było zaplanowane wczoraj. 

    Czas na nic nierobienie jest bardzo cenny i potrzebny. To jeden z czynników, które pozwalają dziecku rozwijać pomysłowość, kreatywność i wyobraźnię. 
    Wydaje się nam, że zapełniając dziecięcy kalendarz po brzeg pchamy Go na drabinie sukcesów. 

    Nic bardziej mylnego. Pozwalając dziecku ponudzić się, pozwalamy Mu pobujać w obłokach, pofantazjować, wyjść poza utarte schematy, doznawać olśnień. 

    Kiedy dziecięcy mózg otwiera się na ogromną, wolną przestrzeń rozwija się jego wyobraźnia.

    Czasem dziecko marudząc i narzekając na nudę, niekoniecznie domaga się dodatkowego zajęcia. Być może pragnie tylko Waszego towarzystwa, waszej obecności. 


    Czas wolny jest dobry. 
    Buduje niezależność, bo podczas niego dziecko samo decyduje o tym, co chce robić. Jeśli to my zawsze sprawujemy kontrolę nad jego czasem, maluch może poczuć się zagubiony, gdy przyjdzie czas na samodzielne podejmowanie decyzji. Czas wolny uczy dziecko samodzielności. 

    Czas wolny rozwija intelektualnie, pozwala przetrawić nowe umiejętności, to chwila na zadumę, refleksję. Pomaga radzić sobie ze stresem, odpędza zmartwienia i odreagowuje napięcie. 


    Jak więc rozwijać kreatywność naszego dziecka poprzez swobodną zabawę?

    • Pozwólcie eksperymentować. Puste pudełka, kałuża błota. To morze inspiracji.
    • Pozwalajcie uczestniczyć w pracach domowych. Niech dziecko pomaga po swojemu. Nie pouczaj, pozwól Mu rozlewać, mieszać, dosypywać. 
    • Spędzajcie jak najwięcej wspólnego czasu poza domem. Nic tak nie inspiruje jak przyroda. Spacer po lesie czy łące to świetna okazja do długich, kreatywnych rozmów. Stwórzcie wspólnie mapę - trasę Waszego spaceru. Możecie fantazjować, wymyślając że spotkaliście po drodze smoki itd.
    • Akceptujcie swobodę. Pozwalajcie dziecko rysować, co chce i jak chce. Niech bawi się wedle własnych scenariuszy.
    • Podtrzymujcie zainteresowania. Podążajcie za swoim dzieckiem i Jego pasjami. 
    • Doceniajcie narysowaną wieżę i skałę. Lepcie, wyklejajcie kolaże, twórzcie rzeczy niemożliwe.
    • Dawajcie upust wyobraźni. Wymyślcie nowe przeznaczenie dla doskonale znanych przedmiotów. Kreujcie swoje własne przestrzenie użytkowe. Dostosujcie je do swoich potrzeb.
    • Czytajcie codziennie i ograniczajcie telewizje. Codziennie przeczytana opowieść rozwija wyobraźnię, a długie posiadówki przed szarym ekranem totalnie ją ograniczają. 

    lipca 18, 2017

    Kosmetyki specjalistyczne NOVA Clear atopis do skóry suchej, wrażliwej i atopowej.

    Kosmetyki specjalistyczne NOVA Clear atopis do skóry suchej, wrażliwej i atopowej.
    Jakiś czas temu otrzymałam do testowania nowoczesne kosmetyki do skóry suchej, wrażliwej i atopowej Novaclear ATOPIS. 



    Moja skóra jest sucha, wrażliwa. Nie mogę używać kosmetyków kolorowych, bo zaraz dostaje wysypki (szczególnie po użyciu kolorowych żeli pod prysznic). Mam także zaczerwienione policzki i rano odczuwam bolesne odczucie "ściagania" jakbym maseczkę miała :)

    Małżonek mój ma poważniejsze problemy skórne. Sucha, podrażniona, pękająca skóra na łokciach, pod kolanami daje mu się we znaki. 

    Na testy otrzymałam : 

    Płyn do mycia twarzy i ciała. 

    Z opakowania możemy wyczytać : 

    • Delikatna formuła
    • Do codziennego stosowania
    • Nie zawiera drażniących substancji chemicznych. 

    Właściwości :
    Płyn delikatnie oczyszcza skórę bez naruszania jej naturalnej bariery. 
    Unikalna formuła preparatu, oparta na innowacyjnym połączeniu organicznego oleju konopnego z ekstraktem z korzenia lukrecji, wykazuje wysoką skuteczność w pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej. 
    Organiczny olej konopny odbudowuje warstwę hydrolipidową naskórka zapewniając jednocześnie skuteczne i długotrwałe nawilżenie (Omega 3-6-9). 
    Ekstrakt z korzenia lukrecji łagodzi podrażnienia i eliminuje świąd. 
    Gliceryna działa nawilżająco oraz ułatwia przenikanie składników aktywnych w głąb skóry.
    Pantenol przyspiesza procesy regeneracji naskórka. 
    Witamina E chroni skórę przed niszczącym działaniem wolnych rodników. 
    Płyn przywraca skórze komfort i ukojenie. 
    Preparat przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej.


    Używałam pod prysznic. Płyn delikatnie się pieni, jest gęsty, nie ma drażniącego zapachu. Jest bezbarwny. Skóra pozostaje po kąpieli gładka, delikatna.
    Przy myciu twarzy nie czułam się komfortowo, bo miałam problem z dokładnym zmyciem płynu. Dodatkowo uważam, że skóra na twarzy i skóra na ciele ma inne potrzeby, a że moja twarz jest jednym z delikatniejszych i wrażliwszych miejsc nie zmieniam kosmetyków i pozostaje wierna tym, które dobrze na nią wpływają. 

    Drugim kosmetykiem, którzy otrzymałam był Krem natłuszczający do twarzy i ciała. 


    Właściwości
    • przywraca skórze naturalną fizjologiczną równowagę oraz optymalne natłuszczenie i miękkość
    • natłuszcza i odbudowuje płaszcz hydrolipidowy naskórka przywracając skórze prawidłowe funkcjonowanie
    • chroni przed nawracającymi objawami nasilonej suchości i szorstkości skóry
    • przywraca uczucie komfortu, wyciszając dolegliwości towarzyszące zmianom skórnym
    • eliminuje swędzenie
    Krem intensywnie natłuszcza suchą i wrażliwą skórę twarzy i ciała. Polecany do codziennej pielęgnacji i ochrony skóry suchej, wrażliwej, bardzo suchej i atopowej z tendencją do nawrotów przesuszania się i występowania szorstkości. Wazelina działa silnie okluzyjnie, zapobiegając odparowywaniu wody z naskórka. Organiczny olej konopny odbudowuje warstwę hydrolipidową naskórka przywracając prawidłowe funkcjonowanie skóry (Omega 3-6-9).Ekstrakt z korzenia lukrecji łagodzi podrażnienia i eliminuje świąd, wykazuje działanie przeciwzapalne. Unikalna formuła kremu, oparta na innowacyjnym połączeniu organicznego oleju konopnego z ekstraktem z korzenia lukrecji przywraca skórze naturalną fizjologiczną równowagę, optymalne nawilżenie i miękkość.


    Krem jest bardzo tłusty i ciężki. Skóra pozostaje na długi czas nawilżona co jest niezaprzeczalnym plusem, ale miałam problem z dokładnym rozsmarowaniem jego. 
    Zdecydowanie wole kremy o lżejszej konsystencji. Mężowi bardzo przypadł do gustu i stosuje na swoją skórę. Nie przeszkadza Mu konsystencja, gdyż używał już wielu tego typu kosmetyków. 


    lipca 13, 2017

    Miejsce warte odwiedzenia : Plaża na Oksywiu.

    Miejsce warte odwiedzenia : Plaża na Oksywiu.


    Są takie miejsca w Gdyni, które swoim pięknem zachwycają i zapierają dech w piersiach. 
    Dziś wybraliśmy się do jednego z nich. Na oksywską plażę. Nie byłam tam wieki i chyba dopiero dziś, będąc sama z Bartkiem i Luną doceniłam to miejsce. Dopiero dziś pozwoliłam sobie odetchnąć i odpocząć, tak jak od dawna tego nie zrobiłam. 



    Plaża. Pomyślicie, że banał, ale uwierzcie, że tak nie jest. Porównując ją z tą z centrum, jeśli ktoś kiedykolwiek mnie zapyta zdecydowanie polecę oksywską. Czemu?


    1. Piasek czyściutki, miękki.
    2. Mało śmietników, ale plaża czysta, widać, że przebywający dbają o nią. 
    3. Woda czyściutka
    4. Mnóstwo kamyków i patyków do zabawy
    5. Można iść z psem, bo jest wydzielona część "Plaża dla psów" - My siedzieliśmy tuż przed
    6. Nie ma tłoku. Owszem, byli ludzie ale zdecydowanie nie leżymy "jeden na drugim"
    Zabłądziliśmy. Wcześniej jeździłam tam z mamą autem, a teraz dojechaliśmy komunikacją miejską i niestety wpadliśmy na leśną ścieżkę z błotem.. Na którym mój skacząco - biegający syn, nie umiejący chodzić poślizgnął się i wylądował bokiem brudząc spodnie, buty, kurtkę i rękę. 



    Nie zniechęciło mnie to. Wiatr także, bo wiał niemiłosiernie i w sumie prawie zrezygnowaliśmy z tej wyprawy. Ale wyjechaliśmy o 11 i byliśmy w domu przed 16. W ostatecznym rozrachunku stwierdzam, że warto. I zamierzam powtórzyć ten wypad, bo cała nasza trójka bawiła się genialnie. 


    Jak tylko zaszliśmy nad brzeg Bartek wrzucał Lunie kamyczki, a ta z radochą i szczekaniem wskakiwała w fale szukając ich. Wierzcie mi, śmiech Bartka niósł się chyba do Centrum Gdyni. Dawno nie słyszałam Go tak roześmianego. Jego oczyska błyszczały czystą, dziecięcą radością. I właśnie dlatego wiem, że było świetnie. 




    Jeśli będziecie wracać od strony deptaka, który został niedawno oddany do użytku i skierujecie się na pierwsze wyjście, tuż po nim. Traficie na długie, kręcone schody. A tuż za nimi jest kilka budek z frytkami, burgerami. Pachniało ładnie, więc na dłuższym pobycie można wsunąć obiad na szybko ;) 




    Zostawiam Wam też dokładną mapkę, bo teraz już wiemy jak dojść, aby nie wpaść więcej w błoto ;) 




    lipca 12, 2017

    Jak wybrać odpowiedni fotelik rowerowy dla dziecka?

    Jak wybrać odpowiedni fotelik rowerowy dla dziecka?
    Nie przypuszczałam, że nasze nad-aktywnie ruchliwe dziecko pokocha jazdę w rowerowym foteliku. Od zawsze byłam przekonana, że Bartek nie usiedzi, że będzie wolał biegać niż zwiedzać świat przypięty pasami, za moimi plecami. 

    Biję się w pierś. Tak bardzo się myliłam, że żałuję, że nie spróbowaliśmy szybciej. Teraz, Barti waży 19 kg, więc prawdopodobnie na przyszły sezon będzie już za ciężki na fotelik. Ten który mamy jest dla dzieci do maksymalnie 22 kg wagi. 



    Mam dla Was garstkę najważniejszych informacji, którymi ja kierowałam się kiedy szukałam fotelika (a który udało mi się znaleźć za sprawą koleżanki). 

    W kwestii montażu możemy fotelik umieścić z przodu lub z tyłu naszego roweru. Foteliki montowane między kierownicą, a siodełkiem, przeznaczone dla dzieci do 15 kg. Można je założyć zarówno na damkę jak i rower męski z ramą. Montuje się je na belce, którą przykręca się do rurek pod kierownicą i siodełkiem, bądź też na rurce pod kierownicą. Foteliki na tył mogą być przeznaczone dla dzieci do 15kg lub 22 kg. 

    Warto przyjrzeć się pasom bezpieczeństwa (najlepiej, aby były 5-punktowe) oraz sposobowi montażu - dobrze, jeśli fotelik montowany jest do ramy a nie do samego bagażnika (nasz jest montowany do ramy, pod tyłkiem kładziemy małą podusię, bo paniczowi było twardo :P) . Istotnym elementem jest także podnóżek - dobrą cechą jest jego regulacja oraz możliwość zapięcia stopy dziecka, aby uniknąć włożenia nóżki w szprychy czy zahaczenia o przydrożne krzaki. Wiem, że są także foteliki z regulacją pochylności oparcia. U nas ta regulacja nie jest potrzebna, bo Bartek nie usypia, ale wiem, że są dzieci, które podczas jazdy potrafią usnąć, i to bardzo fajna opcja, bo można Dzieciątko ułożyć w nieco wygodniejszej pozycji.

    Pamiętajcie, że dziecko na rowerze ma być obowiązkowo ubrane w kask, a fotelik powinien być wyposażony w elementy zwiększające naszą widoczność na drodze (odblaski!)

    Poniższych wersji DIY Wam nie polecam, bo pamiętajcie, że chodzi tu o bezpieczeństwo Waszych dzieci i Wasze. 










    lipca 11, 2017

    Widzisz i nie grzmisz.. czyli o tym co gdyński ksiądz robił na wakacjach.

    Widzisz i nie grzmisz.. czyli o tym co gdyński ksiądz robił na wakacjach.
    Jako dziecko chodziłam do kościoła i był okres, że robiłam to chętnie. Podkochiwałam się w księdzu (jak zapewne większość moich rówieśniczek). W okresie liceum wybrałam się na kilka pielgrzymek, a kiedy łapał mnie dół chętnie zwierzałam się mojemu katechecie, który znał dialogi z filmu Shrek na pamięć z dokładnością co do sekundy. 

    Wierzyłam w Boga, wierzyłam w Kościół, który był dla mnie taką budką telefoniczną, pozwalającą na łączność z Nim. 
    Po pewnym okresie rozstaliśmy się. Ja i Kościół. Zaczęłam się odsuwać od tej instytucji, która przeobrażała się w skarbonkę. Księża niczym tyrani stawali na ambonie i wypowiadali się (a właściwie wykrzykiwali) w tematach o których mieli blade pojęcie. Takich jak rozwody, antykoncepcja, aborcja. 



    Kilka dni temu trafiłam w Internecie na informacje z nagłówkiem, który mną dogłębnie wstrząsnął. 

    Ksiądz harcmistrz z Gdyni od pół roku GWAŁCIŁ PODOPIECZNYCH!


    W Gdyni. W kościele, do którego uczęszczałam na rekolekcje (bo moje gimnazjum przynależało do tej parafii). W kościele, z którego ksiądz uczył mnie religii w gimnazjum. Harcerz. Ksiądz. 
    To jest nie wyobrażalne. Mogło dotyczyć mnie, mojego dziecka - każdego z nas. 

    " Ksiądz należał do Rady Duszpasterstwa Harcerzy Archidiecezji Gdańskiej. Dokonał największego nadużycia wobec swoich podopiecznych, gdy zabrał ich pod koniec czerwca na obóz w Bieszczady. Tam doszło do gwałtów na dwóch z nich, jeden miał już 18 lat, a drugi nie skończył jeszcze 15, co kwalifikuje czyn jako pedofilski.

    Tym razem kluczowa okazała się postawa rodziców, którzy zareagowali na tragiczne doniesienia składając zawiadomienie do prokuratury, a nie rozwiązując sprawę "polubownie". Teraz gwałcicielowi grozi nie przeniesienie do innej parafii na czas wyciszenia sprawy, ale do 15 lat więzienia."
    Na profilu społecznościowym Księdza zaczynają pojawiać się niepochlebne komentarze, zawiedzeni rodzice, zdenerwowani parafianie rzucający mięsem. Nie dziwię się im, pewnie moja reakcja byłaby podobna. Pojawił się też komentarz "ratujący", że w dzisiejszych czasach już pogłaskanie po głowie może być wzięty za akt molestowania. Tonący brzytwy się chwyta.. 

    Jestem zniesmaczona, kiedy patrzę na zdjęcia chłopców stojących w harcerskich mundurach tuż przy księdzu oskarżonym o gwałt. Zawsze marzyło mi się, aby Bartek brał udział w takich przedsięwzięciach. Teraz wielokrotnie się zastanowię, nim wyślę Go gdziekolwiek, skoro nawet księdzu - wysłannikowi słowa Bożego nie można ufać. 




    Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger