sierpnia 31, 2017

Zakończenie wyzwania wakacyjnego.

Zakończenie wyzwania wakacyjnego.
Kochane. 
Bardzo serdecznie Wam dziękuję. Za Wasze kreatywne pomysły, przez które uśmiechałam się od ucha do ucha. 
Za wytrwałość i chęci. Zwłaszcza tym Wam, które działały aktywnie w każdym tygodniu. I właśnie te z Was zostają nagrodzone. 
Wybór zdjęć był bardzo trudny, bo było ich mnóstwo. I tak naprawdę mogłabym do każdej z Was przypisać większą ilość tych zdjęć "naj". Ale liczy się fakt..

Zatem co następuje : 

Tydzień I - Agata Wierzgacz
zgłoś się proszę do : Dzikiej Fastrygi po swoją nagrodę :) 



Tydzień II : Anna Treiber Drożdż
zgłoś się proszę do : Balbinkowo po swoją nagrodę.



Tydzień III : Anita Balicka
zgłoś się proszę do : Hani Anders po swoją nagrodę :) 



Tydzień IV : Magdalena Wąsik 
Zgłoś się proszę po nagrodę do : Creative Hand



Tydzień V : Marta Bielak
zgłoś się proszę po nagrodę do nas :) 



Tydzień VI : Magdalena Zalewska
zgłoś się proszę do : Hand IVKA Made po nagrodę. 


Tydzień VII : Monika Gawrońska
Zgłoś się proszę do : KartOlki po swoją nagrodę. 




Tydzień VIII : Renata Snoch
Zgłoś się proszę do : Jakuba Lipke po swoją nagrodę 




Gratulacje! :) 

sierpnia 29, 2017

Masz dość ciągłych pytań swojego dziecka? Przeczytaj TO, a zmienisz zdanie!

Masz dość ciągłych pytań swojego dziecka? Przeczytaj TO, a zmienisz zdanie!
Taka oto scena z wczorajszego dnia. 

Siedzę na placu zabaw i obserwuje jak chłopaki się bawią. Obok mnie rodzice jednego z chłopców. Do mamy podchodzi  chłopczyk na oko lat 4. Siedzę obok i chcąc nie chcąc jestem świadkiem sytuacji. Malec pyta: „Mamusiu, a dlaczego tamten Pan jeździ na wózku. Przecież jest duży i ma nóżki”. 
Mama odpowiada: „To nie nasza sprawa” i kontynuuje rozmowę z koleżanką przez telefon. Za 10 minut ten sam chłopczyk postanawia zapytać o to samo Tatusia: „Tato, zobacz ten Pan jeździ na wózku. Czemu, czemu?”. W odpowiedzi słyszy: „Idź się pobaw. Zaraz zbieramy się do domu”. Chłopczyk odchodzi zrezygnowany. 

Czy nasze dzieci naprawdę zasługują na to, by je zbywać, kiedy zadają czasem trudne pytania?
Przeczytałam kiedyś, że nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.

Jeśli ktoś jeździ na wózku inwalidzkim, to nie nasze życie i nie musimy w nie wtrącać. Jednak kiedy nasze dziecko jest ciekawe świata to fajnie by było, gdyby ta ciekawość została zaspokojona z pewnego źródła. To nie jest wścibstwo. To dostrzeganie przez nasze dzieci, tego co je otacza. Dzieci są doskonałymi obserwatorami. I to od nas rodziców zależy, jak mu ten świat pokażemy …

Wiem, że to naprawdę trudne, kiedy dziecko pyta Cię o coś co chwila, a jeszcze gorzej, gdy wciąż zadaje te same pytania. Masz wrażenie, że już na nie odpowiadałaś, a tu znów pada to samo. Cofnij się do swojego dzieciństwa. Tobie też ktoś poświecił czas na wytłumaczenie tego i owego, na odpowiadanie na tysiąc pytań. Nie zbywajmy więc naszych dzieci!
Podarujmy im tyle czasu, ile potrzebują. 
Jeśli nie zrobimy tego my, za 5 lat zrobi to wujek google. A ten bywa bardzo okrutny. Nie nazywa rzeczy po imieniu. Taki Pan na wózku w internecie to często „kaleka na własne życzenie”. Czy naprawdę chcesz by Twoje dzieci tak patrzały na ludzi? …


Mądrze odpowiadając dziecku na te wszystkie trudne pytania, budujemy jego wrażliwość na świat. Dajemy mu wiedzę, której nie nauczy się w szkole. Ofiarujemy Mu świadomość, że może ze wszystkim się do nas zwrócić i zawsze otrzyma wyczerpującą odpowiedź. 


Nie myśl, że skoro jest małe, to nie musi wiedzieć. Wręcz przeciwnie. Niech pyta i dowiaduje się jak najwięcej. Niech dzięki tym odpowiedziom wyrośnie na mądrego, właściwie doinformowanego człowieka. Niech przynosi Ci dumę.


Podaruj Mu chwilę na wytłumaczenie Jego wątpliwości. Nie zbywaj głupimi odpowiedziami w stylu "Czemu?" - "Bo temu". 
One nie są wystarczające. 

sierpnia 28, 2017

O tym jak nauczyć dziecko szacunku do zwierzątek. "Misia i Jej mali pacjenci" Wydawnictwo Zielona Sowa. + rozdanie

O tym jak nauczyć dziecko szacunku do zwierzątek. "Misia i Jej mali pacjenci" Wydawnictwo Zielona Sowa.  + rozdanie
Lubię ten moment, kiedy po wieczornej kąpieli zasiadamy do wspólnego, rytualnego czytania. Przez nasze ręce wędruje ostatnio wiele ciekawych pozycji. Bartek zasłuchuje się już w coraz to dłuższych i poważniejszych treściach. Jego zasłuchanie i zainteresowanie bardzo cieszą. 



W ostatnich dniach zaprzyjaźniliśmy się z Misią. Właściwie to Panią doktor Misią. Przesympatyczną dziewczynką, która zafascynowana pracą swojego dziadka - weterynarza wędruje jego śladami i otwiera własną klinikę. 
Misia choć ma dopiero siedem lat jest bardzo mądrą dziewczynką, która podczas swoich przygód uczy małego czytelnika jak należy zachowywać się względem zwierząt. Zwraca uwagę na to, aby nie pozostawać obojętnym na ich krzywdę. 



Pani doktor Misia to bardzo ciepłe i pouczające opowiastki. Dzieci w każdej z nich poznają nowe zwierzątko, które potrzebuje pomocy weterynaryjnej. Michalina ma swojego pomocnika - pieska Popika, z którym rozumie się niemal bez słów, podobnie jak (ponoć) z napotkanymi podczas spacerów czy zabaw - zwierzakami. 



Mogłoby się wydawać, że to książka dla dziewczynek. Ale naszym zdaniem zdecydowanie odnajdzie też swoich fanów wśród chłopców. Według nas to pozycja idealna dla dzieci, które lubią zwierzęta. 



To co zachwyca prócz samej treści to przepiękne ilustracje, które zostały stworzone z ogromną dbałością o szczegóły. Przyciągają i cieszą oko zarówno młodych jak i starszych czytelników. 







"Misia i jej mali pacjenci" to genialna propozycja na jesienne wieczory (i nie tylko)  :)
Polecamy!





sierpnia 27, 2017

Kiedy bocian nie przylatuje.. Czyli o tym jak ciężko jest się starać o drugiego potomka...

Kiedy bocian nie przylatuje.. Czyli o tym jak ciężko jest się starać o drugiego potomka...

Niektórym przychodzi to z łatwością. Wystarczy, że pstrykną palcami i już. Cieszą się pozytywnym wynikiem. 
Innym niestety nie. 
My należymy niestety do tej drugiej grupy. Życie doświadcza nas drugi raz. 

Długo nie mogliśmy się zdecydować. Znaczy w sumie Pan Tata, długo nie mógł podjąć tej decyzji, mimo, że chciał. Tymczasem w grudniu minie nam już rok. Rok starań o brata lub siostrę dla Bartka. Najpierw chcieliśmy zostawić to dla siebie, ale los tak plącze nam drogę do zwieńczenia jej sukcesem, że postanowiłam podzielić się z Wami tym jak to aktualnie u nas wygląda. 

Z Bartkiem było podobnie. Staraliśmy się rok. Ale nie były to takie starania na luzie, tylko częste wizyty u ginekologa, tona leków, a w szczęśliwym miesiącu (sierpniu) zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka. I pojawił się nasz Groszek. 

Przyczynił się do tego pewien Pan doktor, do którego i tym razem postanowiłam że postawie swoje pierwsze kroki. Nie chciałam kombinować, bo skoro udało mu się strzelić z diagnozą przy pierwszym potomku - liczę / liczyłam, że przy drugim też się uda. 

Przed pierwsza ciążą mogłam liczyć na opiekę ginekologiczną (mam tu na myśli monitoringi cyklu) w Lux Medzie, w którym mamy pakiet opieki zdrowotnej. W tym niestety już kilkakrotnie usłyszałam, że a) Lux med nie zajmuje się leczeniem niepłodności, b) Lux med nie leczy pacjentek, które mają problem z zajściem w ciąże, czyt. nie wykonują monitoringów. Przez prawie 5 lat Lux Med nie poszedł więc na przód, cofnął się i pogorszył. Taka prorodzinna propaganda. 

Co jeszcze różni te starania? Nie mam już 25/26 lat. Mam prawie 31. Przy mojej niedoczynności tarczycy moje jajniki pracują beznadziejnie. Łykam leki (te same co przy Bartku - clostilbegyt) i wyczekuje środkowych dni cyklu. Wykonuje paskowe testy owulacyjne i wpatruje się w nadzieją ujrzenia drugiej kreski. Prawda jest taka, że w okresie od lutego (bo wtedy zaczęłam kontrolować czy pojawia się owulacja). Pojawiła się raz. W maju. Zachowałam ten paseczek na szczęście. 
Schowałam do teczki pełnej badań. Która niedługo pęknie w szwach. 

Za każdym razem kiedy wychodzę od ginekologa ze złymi wiadomościami (nie ma owulacji, pęcherzyk nie urósł, nic nie widzę... ) mam ochotę usiąść, załamać ręce i zrezygnować. Potem przychodzi spóźniony jak zawsze okres i zapala się nowa nadzieja. 

Pewnie nasuwa się Wam myśl, że to okropne tak pod kalendarzykiem, pod dyktando.. Ano okropne, uwierzcie mi, że ja także chciałabym aby droga od zamysłu do wykonania była krótsza. Jest to bardzo męczące i przykre kiedy każdy miesiąc, mimo uczucia ciągnięcia jajników, kończy się tak samo. 

Każdy wieczór w środkowych dniach analizuje jak mocno ciągną mnie te pieruny. Wyobrażam sobie rosnące pęcherzyki, denerwuje się przed kolejnymi wizytami u lekarza. 

Z zazdrością patrze na krągłe, ciążowe brzuszki, ze łzami w oczach oglądam zdjęcia noworodków, które pojawiają się u koleżanek. Schodząc do piwnicy patrzę na stosik pozostawionych ubranek i akcesoriów i wmawiam sobie, że jeszcze się przydadzą. 
To taka kompletna mieszanina uczuć. 
Strach, nadzieja, ból, zwątpienie, oczekiwanie. I tak miesiąc w miesiąc. 

Jasne, że po wizytach mam ochotę przestać. Bo nie są one dla zwykłych Polaków. Takie leczenie to ogromny koszt. Ale kiedy pomyślę sobie, o tym jak cudownym starszym bratem będzie Bartek... W głębi duszy nigdy nie przestanę wierzyć i chcieć. 
Przecież mamy już Misia, więc i drugie szczęście prędzej czy później zamieszka pod moim sercem. 


Prawda? 

sierpnia 25, 2017

Zabawa matematyką. Przedszkolak i cyferki. Szablony do wydruku.

Zabawa matematyką. Przedszkolak i cyferki. Szablony do wydruku.
Zaczęło się jakieś pół roku temu, kiedy Bartek zafascynowany podróżnik zaczął przy każdej podróży autobusem zadawać pytania w stylu : 
" A jaki ten ma numerek?" , "A dokąd jedzie? " , "A skąd wraca?" 

Na początku denerwowało nas to, potem przeszło w żart, aż w końcu odkryliśmy drugie dno całego tego ambarasu. 
Numery na wyświetlaczach pojazdów autobusowych okazały się genialnym wstępem do nauki cyfr. Bartek zapamiętywał jak wygląda dana cyfra. 
Dziś potrafi przeczytać każdą pojedynczą cyfrę, policzyć coś i znaleźć jej odpowiednik, sam odczytuje numery autobusów. Zaczyna odczytywać cyfry z zegarka z wyświetlaczem elektronicznym. Robi to identycznie tak jak ja robiłam, gdy byłam dzieckiem. Pojedynczo. 7:30 to dla niego : siedem, trzy, zero. 

Postanowiłam. 
Kujemy żelazo póki gorące. Skoro moje dziecko pokochało matematyczne łamigówki (swoją drogą, ja nie cierpiałam w szkole matmy) bierzemy się za zabawy, które pomogą i utrwalą nam poznane cyferki. 

I takim sposobem mam dla Was propozycje kilku zabaw, które u nas były strzałem w 10-kę. I zapewniam Was, że to nie koniec. Misio łyknął bakcyla, idzie jesień więc na pewno nasze zabawy znów będą pojawiać się częściej. 


1. Potworzaste karty.



Najpierw liczymy na głos ile jest potworków, a potem przypinamy klamerkę na danej cyferce. Opcjonalnie możecie kłaść na danej cyferce jakiś kamyk. 

2. Kropeczki.



Za pomocą korków od wina lub własnych paluszków dorysowujemy tyle kropek ile widzimy w okienku, lub ile części brzuszka musi mieć gąsienica. Zabawa świetna!

3. Auto dostawcze.


Osobne karteczki z cyferkami, kilkanaście klocków i jedziemy.
Tyle ile wskazuje cyfra, tyle ładunków ma przewieźć auto. Idealna zabawa dla pasjonatów samochodów. 

Szablony do zabaw, które przedstawiłam znalazłam w Internecie. Jest tego mnóstwo.
Nasze znajdziecie :


Dobrej zabawy! 


sierpnia 23, 2017

TOP 10 : Jak nie ześwirować z dzieckiem?

TOP 10 : Jak nie ześwirować z dzieckiem?
1.
Znajdź czas na spokojna kąpiel. Niech mąż posiedzi wieczorem z dzieckiem, a Ty otocz się świecami zapachowymi i odpłyń do krainy relaksu. Odprężone mięśnie po całym dniu naskakiwania potomstwu będą Ci wdzięczne. Wejdź w strefę swojego komfortu i oddaj się czytaniu ulubionej książki czy wypiciu ciepłej, owocowej herbaty. 

2. 

Nie obawiaj się prosić o pomoc. Wiadomo, że my - matki robimy wszystko najlepiej i nikt nas nie zastąpi. Ale zmęczona matka to zła matka. Nie wyspana matka to nie efektywna matka. Ja osobiście jak się nie wyśpię nie mam humoru, weny i jestem rozdrażniona. Kiedy Bartek był mały, rzadko prosiłam o pomoc, bo w sumie radziłam sobie. Ale np. tuż po porodzie (cc) potrzebowałam pomocy i nie bałam się o nia poprosić. 



3. 

Znajdź mamy (sąsiadki, dziewczyny z lokalnego forum) w podobnym położeniu co ty. Rozmowa z kimś co przeżywa macierzyństwo na równi z Tobą będzie sporą rozrywką i wsparciem. Wymieńcie się doświadczeniami, może uda Ci się znaleźć sposób na coś, z czym masz problem. Internet jest w tej kwestii nie zastąpiony. Na każdym mamowym forum znajdziesz lokalne działy i często organizowane są spotkania. 

4. 

Nie zaniedbaj pasji. Zapisz sie na kurs tańca, zumbę, siłownie. Zostaw dziecko z tatą, babcią lub ciocią i nie obawiaj się że zrobisz mu tym krzywdę. Wyskacz negatywną energie i wróć naładowana endorfinami.



5.

Drzemkuj z dzieckiem. Wykorzystuj każdą chwile na przymknięcie oka (albo dwóch). Krótka regeneracja dobrze Ci zrobi. 

6.

Nie trzymaj dziecka pod kloszem. Zabieraj je do Urzędu Pocztowego, na zakupy. Żyj normalnie i ucz dziecka normalności. Niech styka się z zarazkami, niech poznaje nowe, ciekawe zakątki. Nie tłumacz się dzieckiem. Prawda jest taka, że możesz z nim załatwić wszystko i wszędzie. Ja miałam problem z komunikacją miejską na początku, ze względu na brak samochodu. Ale kiedy zostały wprowadzone niskopodłogowe autobusy życie stało się dużo łatwiejsze. 



7. 

Prowadź planner. Zapisuj w nim sprawy do załatwienia, zakupy, propozycje dań obiadowych na cały tydzień. Takie notatki są bardzo przydatne, pozwalają zapanować nad ewentualnym chaosem. Kiedy masz wszystko zapisane nic Ci nie umknie, nie bedzie niepotrzebnego stresu. 

8. 

Postaraj się wprowadzić dziecku stały rytm dnia. Jeśli drzemie niech robi to zawsze w miarę o stałej porze. Dzieciom potrzebna jest taka stabilizacja. U nas bardzo dobrze ona się sprawdza. 



9. 

Korzystaj z udogodnień XXI wieku. 
Po nieprzespanej nocy nakarm dziecko gotowym obiadkiem ze słoiczka. Uśpij dziecko w huśtawce. Zamiast śpiewać kołysankę puść szum w misiu szumisiu. Nie komplikuj sobie życia. 


10. 

Zaprzyjaźnij się ze swoim dzieckiem.
Takie proste, a to jedyna droga do szczęśliwego macierzyństwa. Wystarczy, że odnajdziesz w nim obszary, które dostarczają ci frajdy i czynią lepszą. Lubisz kreatywne i brudzące zabawy, daj się ponieść emocjom i nie płacz nad pomazanym farbami dywanem. Uwielbiasz spotykać się z ludźmi, wychodź z dzieckiem na spacery w tłoczne miejsca, które mogą być źródłem nowych matczynych przyjaźni. Rób to co lubisz, tyle że razem z dzieckiem. To najlepsza metoda na sukces. Macierzyński sukces.



sierpnia 21, 2017

12 rzeczy, które możesz zrobić karmiąc swoje dziecko!

12 rzeczy, które możesz zrobić karmiąc swoje dziecko!
Te 18 mlecznych miesięcy wydaje mi się dziś tak długim okresem czasu. Pięknym okresem czasu. Pamiętam, że Barti potrafił wisieć na moim cycku bardzo długo. Uwielbiał czuć bliskość mamy. Na początku zdawało mi się, że czas wtedy się zatrzymuje, ale potem dostrzegłam, że jednak nie. Kiedy już napatrzyłam się na mojego małego ssaka, a On nie zamierzał się ode mnie odkleić postanowiłam wykorzystywać ten czas nieco efektywniej.
Na przykład o tak : 


Żart ;) 
 


1. Drzemałam. Każde 30 minutowe drzemki były dla mnie chwilą relaksu. Wiadomo, że niemowlę budzi się często, więc ktoś musi zarywać te nocki. 


2. Czytałam książki / gazety. W okresie ciąży i wczesnego macierzyństwa kolekcja w mojej biblioteczce bardzo zeszczuplała :) 


3. Oglądałam tv. W prawdzie nie jestem jakąś maniaczką serialową. Mam kilka ulubionych, ale bez szaleństwa. Zależy co kto lubi. Jeśli lubisz - nadrabiaj! 


4. Robiłam zakupy. Odpalenie na telefonie allegro to teraz mega łatwizna. Uwielbiam tam robić zakupy. A maluszek tak szybko wyrasta z ubranek, że niemal co chwile możesz tam buszować ;) 


5. Opłać rachunki. Dostęp do konta przez internet dużo ułatwia. Nie będziesz musiała stać na poczcie. 


6. Zagraj w grę na telefonie. Ja uwielbiam strzelanie w kulki, mahjong, pasjansa :)


7. Zaplanuj zakupy i obiady na cały tydzień. Poszukaj w telefonie smacznych przepisów na nowe potrawy. 


8. Przejrzyj pocztę i odpowiedz na e-maile. 


9. Zajrzyj na Fejsa i sprawdź co słychać u znajomych. 


10. Poczytaj ulubione blogi :)


11. Wypij na spokojnie kawę lub herbatę / zjedz drugie śniadanie (tylko niech nie będzie to gorący posiłek!)


12. Spędź trochę czasu ze starszym dzieckiem. Poczytajcie wspólnie książkę, zagrajcie w grę planszową. 


Te rzeczy naprawdę można zrobić karmiąc. Przetestowane! 

Oczywiście jeśli chcesz, możesz wpatrywać się w swojego małego ssaka przez cały ten czas. Jeśli masz dość czasu na te wszystkie inne rzeczy - śmiało!


sierpnia 20, 2017

Chrupiące placuszki z cukinią.

Chrupiące placuszki z cukinią.
Uwielbiam placki. Na słodko (ze śmietaną i cukrem) i na słono. 
Te z cukinią darzę szczególnym uwielbieniem za ich chrupkość i delikatny smak. 

Składniki na 12 placków. 

- jedna cukinia
- 2 ziemniaki
- 2 marchewki
- 1 pietruszka
- pół cebuli 
- 1 jajko
- szklanka mąki
- koperek
- pieprz
- sól
- przyprawa do ziemniaków 

Sos : łyżka śmietany / jogurtu , łyżka majonezu i odrobina ketchupu.

Ziemniaki i cukinie ścieramy na dużych oczkach do jednej miski, osalamy i zostawiamy aż puszczą wodę. 
Pietrucha, marchewka i cebula do drugiej miski. 
Jak już odsączymy wodę z pierwszej miski to mieszkamy obie miski ze składnikami z jajem, mąką i przyprawami. 
Koperku nie wrzucam, tylko posypuje jak już będą na patelni. 
Smażymy na brązowo - złocisty kolor. 


Znikają w mgnieniu oka.
Polecam! Smacznego :) 




sierpnia 17, 2017

Jak powinno wyglądać idealne przedszkole?

Jak powinno wyglądać idealne przedszkole?
Za moment rozpoczną się dni adaptacyjne w Waszych przedszkolach. Każdy rodzic pragnie aby Jego dziecko chodziło do idealnego przedszkola. Tylko, że dla każdego z nas słowo "idealne" oznacza zazwyczaj co innego.




Czy odpowiednia miara wobec idealnego przedszkola to ilość kolorów na ścianie, czy liczba godzin zajęć dodatkowych?

Powinno być przytulnie, placówka powinna stwarzać dziecku poczucie bezpieczeństwa. Grupy nie powinny być duże, żeby nauczyciel miał możliwość zwrócić uwagę na rozwój każdego dziecka i poświęcić każdemu odpowiednią ilość czasu. Wychowawcy powinni być zaangażowani w to co robią, oraz muszą lubić swoją pracę.

W grupie nie powinno być ulubieńców. Jest to oczywiście trudne, jednak zwłaszcza najmłodsze dzieci potrzebują przytulenia, ciepłego słowa. Przedszkolaki powinny spędzać aktywnie czas, nie tylko na zabawach przy stoliku. Zajęcia rytmiki czy tańca przy dźwiękach ulubionych piosenek to świetna zabawa i odskocznia od myślenia o tym "Kiedy wróci moja mama?". Nasza pociecha nie może być też przytłoczona nadmiarem zajęć, bo szybko się zniechęci, zmęczy i straci zainteresowanie. Okres przedszkola to przede wszystkim okres zabawy. Na naukę przyjdzie jeszcze czas.



W naszym przedszkolu, nie zależnie od pogody dzieci wychodziły na dwór. Oczywiście jak padało to nie, ale nie przeszkadzał im wiatr czy śnieg.


Zwróćcie uwagę, aby w Waszym przedszkolu była możliwość wglądu w menu tygodniowe. Mi bardzo nie podoba się fakt, że dzieci raz w tygodniu jedzą serek Danio. Jest dużo lepszych składniowo serków. W naszym domu tego serka nie uświadczysz :) Co najwyżej nowe - ulepszone Danonki, które składem bardzo się polepszyły :)


Ważnym aspektem naszego idealnego przedszkola będzie jego położenie. To czy znajduje się ono w pobliżu domu lub miejsca pracy jednego z rodziców. Ułatwi Wam to codziennie wstawanie i odbiór po pracy.

Opłaty - Warto zebrać informacje o wszystkich płatnościach, które będziemy musieli pokryć w przyszłości, aby uniknąć przykrych niespodzianek. Do tych opłat nie należy tylko czesne, ale również: koszty wyżywienia, ubezpieczenie, komitet rodzicielski czy opłaty za zajęcia dodatkowe. Pod tym względem przedszkola są silnie zróżnicowane, więc warto poświęcić trochę czasu, aby wybrać najkorzystniejszą ofertę.


Idealne przedszkole to jakie według Was? 

Życzę Wam, aby to do którego będzie chodziła Wasza pociecha - było idealne :) 

sierpnia 15, 2017

Miejsce warte odwiedzenia : Gdańskie Zoo. Ogród Zoologiczny. Nasza opinia.

Miejsce warte odwiedzenia : Gdańskie Zoo. Ogród Zoologiczny. Nasza opinia.
Gdańskie zoo jest jednym z największych ogrodów zoologicznych w Polsce, atrakcyjnym miejscem rekreacji i edukacji, odwiedzanym corocznie przez setki tysięcy turystów i mieszkańców.
My także należymy do grona powracających tam corocznie mieszkańców Trójmiasta. Każdego roku odwiedzamy i zwiedzamy nasze Zoo z ogromną chęcią i zainteresowaniem. 



Tym razem wzięliśmy pod uwagę jego dostosowanie do odbycia całodniowej wycieczki z dzieckiem. 




Przykre, ale prócz cudownych mieszkańców w postaci wielu gatunków zwierząt i wózków, które za opłatą 10 zł na cały dzień (i kaucji 10 zł) nie znalazłam zbyt wielu plusów. W kwestii wózków (jeśli wybieracie się rano, liczcie się z tym, że może ich nie być, bo ludzie biorą rano, a oddają popołudniu a ilościowo nie ma ich za wiele).


Na całe Zoo widziałam aż jeden przewijak, więc wybierając się z niemowlęciem koniecznie weźcie ze sobą coś na czym będziecie mogli położyć swojego maluszka przy zmianie pieluszki. Do ewentualnego postoju na karmienie piersią nie ma wyznaczonych żadnych osłoniętych miejsc, karmicie w ciągu pieszych na ławkach. 

Apropo karmienia!
Byliśmy dziś świadkiem jak mądry tatuś zrywał swojej całej rodzinie (a było ich chyba z 10-ciu) gałęzie z sosny czy innego iglastego drzewa by z uśmiechem na twarzy mogli pokarmić wielbłądy...
Ludzie Drodzy. Zwierzęta są karmione, mają wyznaczone godziny (sami widzieliśmy jak dziś hipopotam spożywał obiad) i swoje menu. Nie jestem pewna czy igły z drzewa są odpowiednim posiłkiem dla takiego zwierzęcia. Uczcie swoje dzieci tego, aby stosować się do zakazów, a nie nagminnie je łamiecie pokazując, że należy mieć je w głębokim poważaniu. Zwierzęta mogą się pochorować od takich rzeczy!

W toaletach (które w końcu są bezpłatne!) nie ma wyznaczonych tych dla najmłodszych gości, kolejki są mega długie, więc zaplanujcie koniecznie odwiedziny wcześniej niż Wasza pociecha wyrazi chęć (wiadomo, że będzie to na ostatnią chwilę). 

Na terenie Zoo, prócz standardowego spaceru wokół wybiegów zwierząt możecie odwiedzić mini zoo, w którym znajdziecie kózki, owieczki, króliki. Wejście kosztuje 2 zeta, dostajecie gałązkę z liśćmi dla kózek. Zwierzęta chodzą na wolnosci wiec to fajna atrakcja dla najmłodszych :)



Po Ogrodzie prócz na własnych nogach i w wózkach możemy też poruszać się ciuchcią. Cena podobna do wypożyczenia na cały dzień wózka, a przejazd nią w dłuższej wersji trwa tylko 60 minut. Co prawda jedzie z nami pan kierowca który opowiada o zwierzątkach, ale mam wobec niej mieszane uczucia. Zdjęcia nie zrobisz, nie postoisz 10 minut przy surykatkach (które uwielbiam!), no i my mamy taką tradycję że jak już jedziemy do Zoo, to od rana i wracamy na kolację. 



Jak zgłodniejecie czekają na Was trzy punkty gastronomiczne, jednak nie polecamy nuggetsów dla dzieci, bo w zeszłym roku Bartek miał sensacje żołądkowe. W tym zdecydowaliśmy się na kotlet z piersi kurczaka z frytkami i surówkami i było bardzo smacznie i porcja na naszą dwójkę wystarczająca :) 



Podsumowując
Jedni lubią odwiedzać Zoo, inni mają do niego negatywny stosunek tak jak do cyrków. Powiem Wam, że nie jestem za cierpieniem zwierząt, wiadomo!
Uważam, że w Gdańskim Zoo zwierzątka mają dobrze, są odpowiednio karmione, wybiegi nie są malutkie - wręcz przeciwnie. 
Oczywiście, że lepiej byłoby im na wolności, ale pokazanie dziecku lwa, tygrysa czy żubra nie byłoby wtedy możliwe. Dlatego polecamy Wam odwiedzenie Gdańskiego Ogrodu Zoologicznego. Nie na godzinę, ale na cały dzień. Bo to świetna alternatywa na rodzinny spacer w słoneczny dzień. 









sierpnia 14, 2017

Potrafię z tego zrezygnować, a Ty?

Potrafię z tego zrezygnować, a Ty?

Od prawie 5 lat jestem mamą. Przez ten czas niejednokrotnie stawałam na rozstaju dróg, mając przed sobą dwie drogi. Pierwsza bardziej kręta, dłuższa, wyboista ale z widokami zapierającymi dech w moich piersiach. Druga - krótsza, prosta przez rzadki las.. Zwykle wybierałam tą, która drugą. Nie z lenistwa. Dlatego, że tuż obok mnie, trzymając mnie za rękę szedł mój syn. I to dla Niego wybierałam mniej wyboistą drogę, żeby lepiej Mu się szło. By szybciej być u celu. By małe nóżki się nie zmęczyły. Rezygnowałam z czegoś dla siebie, dla Niego. Taka już jestem. Matka. 

Potrafię także zrezygnować ... 


- Z długiego snu - 

Bycie mamą przyzwyczaiło mnie do braku tego luksusu. Jeśli śpię od 22/23 do 7/8 potrafię funkcjonować normalnie. Nie pamiętam w sumie kiedy spałam ostatni raz do 10:00. Chyba było to w czasach licealnych. 

- Z makijażu - 

Nie jestem z tych, które bez kompletnej tapety na twarzy nie ruszają się z domu na krok. Wychodzę na plac zabaw i nie potrzebuje make up'u do budowania autostrady z piasku.

- Z krzyku - 

Nie lubię krzyczeć. Zazwyczaj denerwuje się po cichu. Na Misia podnoszę głos po 3-cim upomnieniu w jakiejkolwiek sprawie. Najlepszą moją rekomendacją bycia cichą jest właśnie mój syn. Nie jest przyzwyczajony do hałasu, podnoszenia głosu. Jeśli na placu ktoś głośniej zwróci Mu uwagę potrafi mocno się zasmucić, a nawet rozpłakać. 

- Czytania książki, na rzecz ... - 

budowania podziemnego garażu. Lubię to. Jedyne co mnie cholernie irytuje to krótkotrwała fascynacja syna. Moje produkcje (tory czy budowle) są przemyślane i poświęcam im prócz serca przepełnionego szczerymi chęciami, czas. Zwykle koło 15-20 minut minimum. Młody podziwia z radością i ... bawi się krócej niż ja budowałam. 

- Oglądania głupich programów w tv -

Nie kręci mnie to. Mój mąż śmieje się, że to ja jestem nienormalna. Ponoć w 8/10 rodzinach pudło gra całe dnie i nikogo to nie dziwi. Sorry, ja nie kumam tego. Wolę włączyć radio niż zerkać na głupoty w stylu "Chirurgów", "Szkoła" czy innego badziewia. 

- Z własnych pragnień na rzecz uszczęśliwienia Bartka - 

Czy to już poświęcenie? 
Jestem uzależniona od Jego śmiechu i błyszczących iskierek w oczkach. Bycie mamą daje mi siłę, by pokonywać codzienne przeciwności losu. Kiedy wydaje mi się, że z bólu brzucha (50 dc) umrę odnajduje w jednym słowie, geście paliwo do podniesienia się. Ból fizyczny traci znaczenie. Zdarza mi się narzekać, mieć dość tej małej, nakręconej katarynki. Ale nie zamieniłabym tego czasu na nic innego. Od zawsze marzyłam żeby być mamą i spełniam się w tej roli w 99%. 

A Ty? Z czego rezygnujesz dla swojego dziecka? 


sierpnia 12, 2017

Zrobiłam to. Pozwoliłam na to swojemu niespełna 5 latkowi!

Zrobiłam to. Pozwoliłam na to swojemu niespełna 5 latkowi!
Pozwoliłam dziecku spać poza domem :D 


Babcia
Długo nie mogłam się przemóc, aby pozwolić Bartkowi spać poza domem. 25.09 nasz syn będzie miał 4,5 roku, a całkiem nie dawno pierwszy raz w życiu nocował u babci.
Dlaczego było to takie trudne? 
Bartek jest dzieckiem z harmonogramem i wpojonymi zasadami. Zasady te obejmują sposób żywienia (ograniczamy słodycze do minimum, nie jemy nie zdrowych rzeczy) oraz rytuał zasypiania. Obawiałam się tego jak rozpieszczająca babcia (wiadomo, każda babcia taka jest) ogarnie te tematy i czy nie skończy się to rozstrojem żołądka i telefonem z płaczem, bo dzieciątko nie może usnąć bez mamusi. Dobra, dobra wiem - przesadzam ;) Prawda jest taka, że to ja po 1,5 dniu już tęskniłam za tym małym gadułą. To On zadecydował, że chce jechać na nocowanie do babci więc nie pozostało mi nic innego jak zgodzić się, no bo niby czemu miałabym powiedzieć nie? :) 


Wyszło nam to w sumie na dobre. Odetchnęłam odrobinę, chociaż miałam możliwość zabrać się za tysiąc rzeczy, które przy Misiu ciężko (albo wcale) mi idą. Leniłam się na maksa, bo ponoć powinnam czasem, a ja nie potrafię. Zapomniałam jak to jest leżeć na spokojnie i oglądać telewizję. Ciężko mi przychodzi odpoczywać. 

Bartek spędził z babcią trzy dni. Mogę rzec, że zmusił ją do ciągłej aktywności, wszak to żywe srebro jest. Najpierw plac zabaw, potem spacer, mecz piłki nożnej na boisku i jeszcze zabawy w ogródku. Babcia na pewno się nie nudziła ;) No i miała wesoło, bo buzia naszej gadule się nie zamyka od rana, do momentu aż nie uśnie. 

Babcia poświęca Mu więcej uwagi, bo wiadomo, że ze względu na odległość nie widzą się codziennie. Pragną nadrobić swój czas i nacieszyć się sobą. 

Więzi z dziadkami stanowią niesamowicie ważny element w życiu każdego malucha. Dziadkowie to źródło mądrości (w oczach wnuków znają odpowiedź na każde pytanie ), zaufania (dziadkom można powiedzieć wszystko, a nawet poskarżyć się na rodziców - wiadomo! )


Kuzyni.
Podczas naszych krótkich wakacji nad jeziorem w składzie : Ja, moja siostra, moi siostrzeńcy oraz Bartek miałam zamiar pomóc zbudować chłopcom bliższą relację. Zawsze kiedy patrzyłam na to jakie więzi łączą dzieci znajomych z kuzynostwem - szczerze im zazdrościłam. Nasze dzieci dzieli 5,5 roku różnicy. Wychowywani innymi metodami, ale znaleźli wspólny temat : piłka nożna. Mój chrześniak i Bartek mogliby całymi dniami kopać piłę. To ich zdecydowanie zbliżyło. Zarówno zabawy w jeziorze jak i w przydomowym ogródku wywoływały salwy śmiechu. Bartek z podziwem patrzył i wspominał wyczyny kuzyna. Cztery dni to zdecydowanie za krótko, i Bartek często pyta kiedy znów spotka się z chłopakami. Ale są w życiu takie rzeczy, których się nie przeskoczy i niestety nie potrafię Mu odpowiedzieć na to pytanie z dokładnością. 

Wiem natomiast, że ten czas był dla nich cenny. Misio z uwagą obserwował i wzorował się na zachowaniu starszych kuzynów. Śmieszyły Go ich wygłupy i bardzo cieszył się, kiedy wspólnie spędzali czas. 
Mam nadzieję, że kiedyś jak już będą dorośli wyjdą wspólnie na imprezę i dogadają się jak wtedy, kiedy byli Szkrabami. {ot takie moje marzenie dla Nich :) } 


Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger