września 28, 2017

Jak stał się cud... ?

Pamiętacie jak jeszcze nie dawno pełna bólu rozpływającego się po moim sercu zdradziłam Wam na Facebooku jak bezskutecznie trwają nasze starania o rodzeństwo o Bartusia? Nigdy nie przypuszczałabym, że ten post tak szybko straci na ważności. Jeszcze jak o tym wszystkim myślę to się trzęsę mimo, że minął już tydzień. 



Byliśmy przekonani, że kolejny cykl starań odszedł w zapomnienie z nieszczęśliwym zakończeniem. Jakże bardzo się myliliśmy! 

Myślałam, że się nie udało, bo test zrobiony 2 tygodnie po owulacji (wiedziałam dokładnie kiedy, bo wszystko było monitorowane) wyszedł negatywny, a tuż po nim dostałam plamienia, które ciężko było mi nazwać okresem. Dziś już wiem, że było to plamienie implantacyjne. W pierwszej ciąży tego nie miałam, więc tym bardziej mnie to zdziwiło i utwierdziło w myśleniu, że się nie udało.

Bolały mnie jajniki. Bałam się trochę czy to nie wina leków stymulujących, naczytałam się że można po nich przestymulować się, dostać polipów. I to był właściwie pierwszy objaw... 

Pogodziłam się z tym. Kolejny miesiąc - kolejna szansa. Wiadomo! 5 dni przed kolejną owulacją w której mieliśmy próbować bez stymulacji lekami pomyślalam "Zrobię sobie test owulacyjny" - tak kontrolnie. 
Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu na teście owulacyjnym zobaczyłam dwie kreski. "Ale jak kto? Za wcześnie!" nie pasowało mi coś. Tchnęło mnie i poleciałam po testy ciążowe do apteki. Dwa! Różnych firm. 

Kupiłam i poszłam z Bartim na spacer. Niosłam w kieszeni i ściskałam je mocno z nerwów. 
Po powrocie poprosiłam Małego, żeby się rozbierał, a ja szybko poleciałam do łazienki. Kiedy wypuściłam magiczne kropelki Bartek zawołał mnie po coś. Wyszłam z łazienki na kilka minut, a kiedy wróciłam i zerknęłam na nie rozpłakałam się. 

 Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do męża połykając łzy. 
"Jarek, ja chyba jestem w ciąży".. - powiedziałam.
"Ale czemu Ty płaczesz i skąd wiesz?" ... 

wytłumaczyłam Mu wszystko. 
A dwie h później siedziałam już na pobraniu krwi do badania beta hcg. Musieliśmy to potwierdzić. Wieczorem, koło 21:00 pojawił się wynik. 1086 świadczący o tym, że mamy 5 tydzien. 

Wczoraj byłam u lekarza. Wszystko się potwierdziło. Nie słyszałam jeszcze serduszka, ale za dwa tygodnie powinnam już usłyszeć. Maleństwo jest wielkości ziarenka ryżu. 
Powiedzieliśmy wczoraj Bartusiowi, że będzie starszym braciszkiem. Najpierw w jego oczach pojawiło się zdziwienie, a potem czysta, żywa radość, której nigdy nie zapomnę. Od wczoraj głaszcze mnie po brzuchu i wypytuje o różne rzeczy. Chciałby już wiedzieć czy to brat czy siostra. 

Zaczynamy nowy etap życia, w który wciąż ciężko mi jest uwierzyć. 

Dziękujemy wszystkim za gratulacje i trzymanie kciuków. Obyśmy szczęśliwie dotrwali do końca :)

5 komentarzy:

Kasia7212 pisze...

jeszcze raz serdecznie gratuluję :*

Ewa Popielarz pisze...

No i się poryczałam :) Gratuluję Wam kolejnego małego szczęścia i trzymam kciuki za spokojne miesiące!

Monika Flok pisze...

Aż i mi łzy poleciały z Waszego szczęścia😀💓3mam mocno kciuki za to maleńkie ziarenko ryżu.

Agnieszka Żywańska pisze...

Super...bardzo się cieszę...👏 pamiętam jak my staraliśmy się o pierwsze to było prawie 3lata i w końcu niespodziewanie się udało...👍 Teraz nasze Maleństwo ma 3msc i 11dni i kocham najbardziej na świecie...❤❤❤

Zapytaj dietetyka pisze...

Na problemy z płodnością niestety bardzo wpływa dieta i styl życia zarówno u kobiet jak i u mężczyzn.

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger