października 30, 2017

"Niebezpieczna podróż" i historia o Mimbli, Muminku i Małej Mi.

"Niebezpieczna podróż" i historia o Mimbli, Muminku i Małej Mi.
Kto z nas nie pamięta bohaterów mieszkających w Dolinie Muminków? Tatuś Muminka, Mama Muminka, Migotka, Muminek, Mała Mi, Włóczykij i reszta kompanii. Na samo wspomnienie ich przygód przed oczami maluje mi się obraz sprzed 20 paru lat. Siedzę w swoim miniaturowym foteliku i zajadając się piątkową, rytualną zupą mleczną, oglądam na dobranockę Muminki. To jedno z moich piękniejszych wspomnień, o którym chyba nigdy nie zapomnę.

Ale Wam chcę pokazać coś innego. Na Spotkajmy się w Gdyni otrzymałam od Wydawnictwa EneDueRabe (a właściwie nie ja, tylko mój synek, który pokochał również te małe stworki) dwie książki właśnie z ich historyjkami. I nie było by w nich nic nadzwyczajnego gdyby nie kilka istotnych różnic, którymi wyróżniają się na tle innych Muminkowych opowiastek.



"Niebezpieczna podróż" to właśnie bardzo nie typowa "Muminkowa" historia, bo są oni tak naprawdę bohaterami drugoplanowymi. To opowiadanie o przygodach Zuzanny, znudzonej codziennością dziewczynki, która marzy o wprowadzeniu zmian w swoje monotonne życie. W przypływie skrajnych emocji dziewczynka wyrzuca swoje okulary, co daje początek szeregowi niezwykłych wydarzeń. Zuzanna spotyka dziwy natury, Pana Paszczaka, oraz biwakuje w skalnej grocie z Wółczykijem. Dziewczynka odbywa lot balonem z Too-tiki i poznaje Topika i Topcię. 



Wyprawa jest bardzo niebezpieczna, ale bywają i momenty w których na twarzy czytelnika pojawia się uśmiech. Przez większość czasu nurtują nas pytania : Dokąd zaprowadzi Zuzannę ta podróż? Czy spotka się z Muminkami? Czy to tylko sen? A może jawa? 



Szczerze? Trochę się bałam, bo mając doświadczenie z rymowanym tekstem w książkach Bartka - szybko się zniechęcał, nie chciał słuchać. Tu - ogromne zdziwienie i to pozytywne. Podróż z Zuzanną to nasz aktualny numer jeden na równi z drugą, o której opowiem Wam za chwilę. 



Ilustracje w "Niebezpiecznej podróży" są bardzo mroczne, wymagają przyjrzenia się, by dostrzec większą ilość szczegółów. Ale sama historia trzyma w napięciu do samego końca i na szczęście ten koniec jest słoneczny i radosny :) 


Druga pozycja to również rymowana historia o Mimbli, Muminku i Małej Mi. 



Wszystko zaczyna się od tego, że nasz kochany Muminek przed zmrokiem pragnie dotrzeć do domu, aby przekazać mamie bańkę z mlekiem. A w lesie, kiedy się ściemniło - nie wiadomo czy to wyobraźnia plata nam figle, czy zza drzew faktycznie ktoś na nas patrzy. A na dodatek jeszcze Mimbla zgubiła Małą Mi. I tak wraz z Mimblą i Muminkiem ocieramy się o przygody, poszukiwania, rozwiązujemy zagadki i uciekamy przed niebezpieczeństwami, takimi jak np. wielki odkurzacz Pana Paszczaka.  Na szczęście wszystko kończy się bułeczkami z rodzynkami, sokiem porzeczkowym i radosnym przywitaniem przez Mamę Muminka.



Kończy się też…  tak małą dziurką, że Mi już nie może kontynuować swojej wędrówki (jak tu się przecisnąć?) i wszyscy pozostają w książce. Chociaż... gdyby dziurka była większa – uczestniczylibyśmy niewątpliwie, ku własnej uciesze, w dalszych przygodach przyjaciół ze świata Muminków...



Apropo dziurek.. to cała książka jest powycinana. Wygląda to tak, że czytając lub oglądając każdą stronę, poprzez otwór (w różnych kształtach i rozmiarach, w różnych miejscach) dostrzegamy fragment czegoś, co pasuje do treści, służy wzbudzeniu ciekawości, ma stanowić odpowiedź na zadawane w tekście co stronę, pytanie „Co było potem?” (udaje się odnaleźć odpowiedź na kolejnej stronie). Otworki działają też w tył – można przez nie zobaczyć coś, co pasuje do całości ilustracji, a pochodzi z poprzedniej strony... Tu widać jakieś oczy, tam kawałek charakterystycznej fryzury Mimbli (a może to kawałek dachu z kominem?), wreszcie różyczkę na uszach Mamy Muminka... Znakomity sposób na wzbudzenie i utrzymanie zainteresowania, rozbudzenie detektywistycznych zapędów w małych czytelnikach. Zaglądanie przez okienka, dziurki, otwory to tak jakby zaglądanie w oczy jakiejś tajemnicy. 




Polecamy Wam te świetne pozycje od Wydawnictwa EneDueRabe




października 25, 2017

Będziesz starszym braciszkiem. Czyli o tym jak przygotować jedynaka na rodzeństwo?

Będziesz starszym braciszkiem. Czyli o tym jak przygotować jedynaka na rodzeństwo?
Los lubi nam płatać figle, dlatego mimo, że w mojej głowie piętrzą się wyobrażenia naszego idealnego życia już po porodzie - we czwórkę, nie ukrywam, że kiełkuje też ziarenko strachu, niepewności, obawy. 

Między mną, a moją siostrą jest 7 lat różnicy. Patrząc na nasze dzieciństwo stwierdzam, że dzielił nas Kanion. Kiedy ona była już uczennicą ja byłam przedszkolakiem. Zaglądałam jej w każdą "dziurę" i pragnęłam chodzić z nią wszędzie. Nie dawałam jej żyć. 

Kiedy ja rozpoczynałam szkołę, Ona miała 14 lat i swoje towarzystwo. Nie na rękę jej była młodsza siostra u nogi. Dlatego cieszę się, że zdążyliśmy. 5 lat, to taki "ostatni gwizdek" moim zdaniem na to, aby dzieci złapały między sobą kontakt. Nie chciałabym, aby Bartek kiedykolwiek poczuł się odrzucony, gorszy, niepotrzebny. Myślę, że nasze pozytywne nastawienie do zbliżających się zmian udzieliło mu się i zdecydowanie pomaga Mu przyzwyczaić się do roli starszego brata. 


Często siedzimy i opowiadamy sobie jak będzie kiedy "DZIECKO" (tak Je nazywa Bartek) będzie już na świecie. Podchodzi do tego nad wyraz dojrzale. Zadaje pytania, wymyśla własne scenariusze. Np. dziś stwierdził, że jak dziecko będzie już na świecie zabierze je też na trampoliny do Jump City i będzie mocno trzymał za rączki i pilnował, żeby nic sie nie stało Mu złego. Taka w nim drzemie już odpowiedzialność. 

Po każdej wizycie u lekarza oglądamy wspólnie zdjęcia USG. Barti wypytuje gdzie są rączki i co teraz DZIECKO robi. Nie mogę się doczekać, kiedy będzie mógł poczuć kopniaki, które będą takim dowodem namacalnym na to, że w maminym brzuchu rośnie młodszy braciszek/siostrzyczka. 

Mamy za sobą także momenty rozmów, w których poinformowaliśmy Misia, że Maleństwo jak się urodzi będzie głównie jeść, spać, siusiać i płakać :) Bartek deklaruje się z pomocą i tu właśnie moja wyobraźnia podsyła mi tak słodkie wizje jak pchanie wózka, smarowanie kremikiem, czy przynoszenie/wynoszenie pieluszek. 

Za priorytet postawiłam sobie również podział czasu. Jako, że Maleństwo pojawi się w maju będę mieć 2 miesiące na to, aby zaklimatyzować je po tej stronie brzucha. Bartek będzie uczęszczać jak dotąd do przedszkola, a po nim będziemy wybierać sie na wspólne, długie spacery. Będą też wyjścia z mamą czy tatą bez Młodszego rodzeństwa, tak aby Barti czuł, że jest równie ważnym członkiem naszej rodziny. 

Kiedy nadejdzie czas przygotowania wyprawki, planujemy wybrać się na wspólne zakupy. Chciałabym włączyć w nie Młodego. Niech wybiera kolor prześcieradełek czy pieluszek tetrowych. Niech czuje się istotnym decydentem w tych przygotowaniach. Nie mogę się doczekać kiedy przyniesiemy kartony z ciuszkami z piwnicy i utoniemy w nich. Będzie to ogrom wspomnień i na bank zakręci mi się w oczach łezka. Ale będzie to łezka ogromnej radości, że w końcu te wszystkie ubranka się doczekały ;) 


Przygotowanie jedynaka nie jest proste, zwłaszcza jeśli stawiamy sobie wysoko poprzeczkę. Ja mam dokładny plan na to i zamierzam się go trzymać. Obiecałam sobie, że Bartek nigdy nie poczuje się źle, z powodu tego, że w domu pojawiło się Maleństwo. Rok staraliśmy się o Niego i na zawsze będzie naszym kochanym Króliczkiem. To, że teraz spadnie na Niego nowa rola nie oznacza, że to ma się zmienić. Nie pozwolę na to. 


Trzymajcie kciuki za moje postanowienia :)

października 23, 2017

Drugi raz jest ponoć łatwiej?

Drugi raz jest ponoć łatwiej?
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży z Bartkiem dopadł mnie cały kalejdoskop uczuć. Strach, radość, niepewność = szaleństwo totalne. Każdy, kolejny tydzień zaczynałam od zrobienia zdjęć brzuszka i sprawdzeniu jak szybko rośniemy. Przeglądałam tysiące forumowych stron, a allegro stało się moim drugim domem. 

Teraz jest inaczej. 
Kiedy ujrzałam dwie kreseczki po raz drugi pojawiło się zaskoczenie i strach. Jakoś wcześniej miałam styczność z wieloma poronieniami i trochę się przez to nakręciłam.. właściwie, mimo tego, że zaraz 12 tydzień ciągle tli się w moim serduchu ziarenko strachu. Nie siedzę na allegro, nie robię zdjęć brzucha. Na forum udzielam się jednym i bardzo, bardzo sporadycznie. Straciłam chęć na cokolwiek przez niezbyt dobre samopoczucie. Jedyne co mnie trzymało w pionie to fakt, że muszę przecież zająć się moim 4,5 latkiem. Muszę wstać rano i mimo mdłości wyprawić go do przedszkola, a potem Go z niego odebrać. Muszę przygotować posiłki dla siebie, męża i Bartka. Choć ograniczyłam bardzo ilość prasowanych ubrań do minimum, sterta jednak rośnie i część rzeczy nie może uniknąć spotkania ze żelazkiem. No i Misio. Nie może poczuć się już odrzucony! Ba! nie wyobrażam sobie, żeby choć przez moment czuł się tak po porodzie, chociaż wiem, że będzie to bardzo trudne. Na razie wciąż przepełnia Go euforia. Często zadaje pytania na temat "dziecka" (tak je nazywa). Odlicza czas do wiosny ("Przecież to jeszcze tak strasznie długo!"). Za jakiś czas usiądziemy razem i będziemy wspólnie buszować po sklepach. Zarówno tych on-line jak i stacjonarnych, tak aby czuł się ważnym decydentem. Problem polega na tym, aczkolwiek może to nie problem, tylko powinnam się cieszyć ;) że tym razem nasze zakupy będą bardzo "skromne" :) bo cokolwiek w brzuszku nie urosło (boy or girl) większość rzeczy mamy. Ale o wyprawce opowiem Wam za jakiś czas. Wiadomo, że nie ominie nas małe szaleństwo, bo każda mama nie zależnie czy zostanie nią pierwszy czy kolejny raz, chce poczuć ten dreszczyk i radość wciskania "KUP TERAZ" choćby to miały być tylko pieluchy tetrowe ;) Prawda? 

Z pewnych względów wciąż nie zrobiliśmy remontu pokoju dla dzieci. Nie ukrywam, że sprawa ta spędza mi sen z powiek, bo wolałabym mieć juz ten duchowy spokój, że będę miała gdzie schować śpioszki i inne pierdołki niemowlęce. Na aktualną chwilę nie mam go i nie wiem kiedy będę miała. 
Były wielkie plany, ale los znów zadecydował za nas i sprawił nam psikusa. Komoda, regał i wielkie przemeblowanie wciąż czeka na "swój" dzień. 

A! jedyny i pierwszym zakup, którym mogę się pochwalić. Mam ciążową kurtkę zimowa :) Kupiłam za bezcen i właściwie mogę rzec, że jestem gotowa na zimę. Ha! :) Brzuchol może sobie rosnąć, a zimno nie będzie mi straszne. 

Czy drugi raz jest łatwiej? Moja druga ciąża rozpoczęła się przebojami. Czułam się fatalnie i w porównaniu z poprzednią - gorzej. Ale wierzę, że teraz będzie już z górki. Bo będzie, prawda? :) 


października 07, 2017

Ten czas.

Ten czas.
Ten post miał być w założeniu o tym, jak bardzo zaskakuje mnie zachowanie Bartka. Jak potwierdzają się moje myśli na temat tego, jak świetnym starszym bratem będzie. Jednak dziś doszły jeszcze pewne sprawy, więc nie będzie tylko słodko. Niestety. 

Każdego dnia o poranku, kiedy ten nasz Mały Urwis wstaje, kiedy dobudzi już swój zaspany rozumek przytula się do brzucha i pyta 'A dziecko jeszcze jest w brzuszku'? Pani w przedszkolu potwierdziła ostatnio, że Bartek bardzo przeżywa - na razie na sposób pozytywny, bo nie zmieniło to Jego zachowania na negatywne - to, że będzie w domu dziecko. 



Już wielokrotnie słyszałam pytania w stylu : "A będę mógł wozić Go w wózku?", "A gdzie będzie spało?" , "A dużo będzie płakało?". Krążą plotki, że każde dziecko jest inne. Więc jeśli nasz drugi potomek ma być inniejszy od Bartosza spodziewamy się małego, spokojnego śpioszka, który będzie uwielbiał długie spacery (w przeciwieństwie właśnie do brata, który ich nienawidził i w dzień spał dwa razy po 30 minut). 

Dziś Młody przeszedł już samego siebie. Wielokrotnie ostrzegamy Go, aby uważał przy łóżkowych wariactwach i nie kopnął, ani nie skoczył mi na brzuch. Barti chętnie się kładzie i przytula do mnie, tak jakby chciał być blisko brzucholowego. I tak dziś właśnie, położył główkę na nim i zapytał "A mogę się przytulić do dziecka i opowiedzieć Mu bajkę?". Myślałam, że się rozpłaczę. Serio. 




Takich momentów jest wiele i mam nadzieję, że ta miłość Mu zostanie, że nie zasmuci się, jak będzie miał siostrzyczkę a nie braciszka, bo bardzo nastawia się na to, że będzie miał z kim kopać piłkę :) 

Żeby nie było tak słodko, to powiem Wam, że niby ta ciąża powinna być dla mnie spokojniejsza, bardziej świadoma. Wcale tak nie jest. Przez ostatni okres czasu miałam do czynienia z wieloma poronieniami u bliższych lub dalszych znajomych. Nasłuchałam się tego i przeżyłam na swój sposób. I jakoś wszelkie dolegliwości bólowe, które towarzyszą mi bardzo często, plus biegunki, rozwolnienia wywołują u mnie strach. Boję się wyobrażać sobie naszą czwórkę już po. Nie potrafię zobrazować sobie twarzy naszego drugiego Maleństwa i odsuwam od siebie myśli na temat możliwości kupowania czegokolwiek z brakujących nam rzeczy wyprawkowych. Jestem zalękniona i pewnie dopóki nie minie jakieś 25-30 tygodni obawiam się, czy zdołam się wyzbyć tego lęku. Nie mówię o nim głośno. Nie chcę słuchać, że przesadzam, że na pewno wszystko będzie dobrze. Jasne, być może będzie. Nie zmienia to faktu, że bardzo chciałabym aby te przykre dolegliwości poszły już w cholerę, bym mogła cieszyć się powiększającym brzucholcem. 

Ze złych wieści jest jeszcze to, że mam podwyższoną o 3 jednostki glukozę na czczo. Prosiłam, błagałam i zaklinałam Opatrzność, abym w tej ciąży uniknęła mierzenia cukrów i zmagań z cukrzycą ciążową. Co prawda do badania glukozy z obciążeniem jest jeszcze trochę czasu, ale obawiam się, że te wykonane badanie już zwiastuje spadającą na mnie tą okropną dolegliwość. 

Także nie jest łatwo. Jedyne na co mam ostatnio chęć i siły to książka pod kocykiem, krótki spacer z psem i odebranie Bartka z przedszkola. Nieustające mdłości na które nic nie działa, to jeden z kolejnych dowodów na to, że każda ciąża jest inna :) Ciekawe czy to tyczy się także porodu? Będzie szybko i lekko? Nie 6h parcia zakończonego cc? :) Oby!


października 01, 2017

Dolegliwości I trymestru.

Dolegliwości I trymestru.
Dziś wybiło nam 8 tygodni. 

Śmiało mogę stwierdzić, że już początek tej ciąży znacznie różni się od początków tej z Bartusiem. 
5 lat temu nie zmagałam sie z całodziennym odczuwaniem mdłości. Zdarzały się tylko rano, dopóki nie zjadłam śniadania. Teraz nie ważne która godzina. Potrafią mnie dopaść o każdej porze. Prowokujące bywają zapachy, różnorodne smrodki (głównie żury autobusowe). Aktualnie ratuje się lokomotivem poleconym przez panią aptekarkę. Imbirowe pastylki do ssania pomagają mi przetrwać dzień. Przez mdłości odrzuciło mnie od kawy, słodkości i nie mam za bardzo ochoty jeść czegokolwiek. Właściwie się zmuszam. 

Spać, spać, spać. Mogłabym leżeć i kimać całe dnie z przerwami na siku i jakąś herbatkę z miodem i cytrynką. Totalna senność, która rozwala mi cały dzień. Bo jak się nie skimam boli mnie głowa. 

Biegunki i rozwolnienia. Z tą przypadłością również wcześniej nie miałam do czynienia. Ratuje się sokiem z jagód, ale działa bardzo jednorazowo. Czekam do wizyty najbliższej i zamierzam zwrócić na to uwagę lekarzowi. 

Częste wizyty w toalecie. Kiedyś nocą szłam na siusiu raz, maksymalnie dwa. Teraz zdarza mi się pięć a nawet sześć. Co to będzie później ;) śmieje się, że zrobię sobie łóżko na sedesie :)) 

Z plusów - odpuściła mi zgaga. Zdarza się bardzo sporadycznie i nie jest bardzo dokuczliwa. Piersi swędzą, nie są bardzo tkliwe. 
Zdarzają się natomiast bóle głowy, spowodowane prawdopodobnie skokami ciśnienia. 

Zmiany skórne. Śmiejemy się, że przy Bartku moja cera była gładka, lśniąca.. a w tej rozpoczynam z pryszczami i krostkami na twarzy ;) Tata się cieszy, bo marzy Mu się córa ;) 
Oby II trymestr był lepszy i łagodniejszy w dolegliwości ;) 


Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger