października 07, 2017

Ten czas.

Ten post miał być w założeniu o tym, jak bardzo zaskakuje mnie zachowanie Bartka. Jak potwierdzają się moje myśli na temat tego, jak świetnym starszym bratem będzie. Jednak dziś doszły jeszcze pewne sprawy, więc nie będzie tylko słodko. Niestety. 

Każdego dnia o poranku, kiedy ten nasz Mały Urwis wstaje, kiedy dobudzi już swój zaspany rozumek przytula się do brzucha i pyta 'A dziecko jeszcze jest w brzuszku'? Pani w przedszkolu potwierdziła ostatnio, że Bartek bardzo przeżywa - na razie na sposób pozytywny, bo nie zmieniło to Jego zachowania na negatywne - to, że będzie w domu dziecko. 



Już wielokrotnie słyszałam pytania w stylu : "A będę mógł wozić Go w wózku?", "A gdzie będzie spało?" , "A dużo będzie płakało?". Krążą plotki, że każde dziecko jest inne. Więc jeśli nasz drugi potomek ma być inniejszy od Bartosza spodziewamy się małego, spokojnego śpioszka, który będzie uwielbiał długie spacery (w przeciwieństwie właśnie do brata, który ich nienawidził i w dzień spał dwa razy po 30 minut). 

Dziś Młody przeszedł już samego siebie. Wielokrotnie ostrzegamy Go, aby uważał przy łóżkowych wariactwach i nie kopnął, ani nie skoczył mi na brzuch. Barti chętnie się kładzie i przytula do mnie, tak jakby chciał być blisko brzucholowego. I tak dziś właśnie, położył główkę na nim i zapytał "A mogę się przytulić do dziecka i opowiedzieć Mu bajkę?". Myślałam, że się rozpłaczę. Serio. 




Takich momentów jest wiele i mam nadzieję, że ta miłość Mu zostanie, że nie zasmuci się, jak będzie miał siostrzyczkę a nie braciszka, bo bardzo nastawia się na to, że będzie miał z kim kopać piłkę :) 

Żeby nie było tak słodko, to powiem Wam, że niby ta ciąża powinna być dla mnie spokojniejsza, bardziej świadoma. Wcale tak nie jest. Przez ostatni okres czasu miałam do czynienia z wieloma poronieniami u bliższych lub dalszych znajomych. Nasłuchałam się tego i przeżyłam na swój sposób. I jakoś wszelkie dolegliwości bólowe, które towarzyszą mi bardzo często, plus biegunki, rozwolnienia wywołują u mnie strach. Boję się wyobrażać sobie naszą czwórkę już po. Nie potrafię zobrazować sobie twarzy naszego drugiego Maleństwa i odsuwam od siebie myśli na temat możliwości kupowania czegokolwiek z brakujących nam rzeczy wyprawkowych. Jestem zalękniona i pewnie dopóki nie minie jakieś 25-30 tygodni obawiam się, czy zdołam się wyzbyć tego lęku. Nie mówię o nim głośno. Nie chcę słuchać, że przesadzam, że na pewno wszystko będzie dobrze. Jasne, być może będzie. Nie zmienia to faktu, że bardzo chciałabym aby te przykre dolegliwości poszły już w cholerę, bym mogła cieszyć się powiększającym brzucholcem. 

Ze złych wieści jest jeszcze to, że mam podwyższoną o 3 jednostki glukozę na czczo. Prosiłam, błagałam i zaklinałam Opatrzność, abym w tej ciąży uniknęła mierzenia cukrów i zmagań z cukrzycą ciążową. Co prawda do badania glukozy z obciążeniem jest jeszcze trochę czasu, ale obawiam się, że te wykonane badanie już zwiastuje spadającą na mnie tą okropną dolegliwość. 

Także nie jest łatwo. Jedyne na co mam ostatnio chęć i siły to książka pod kocykiem, krótki spacer z psem i odebranie Bartka z przedszkola. Nieustające mdłości na które nic nie działa, to jeden z kolejnych dowodów na to, że każda ciąża jest inna :) Ciekawe czy to tyczy się także porodu? Będzie szybko i lekko? Nie 6h parcia zakończonego cc? :) Oby!


1 komentarz:

Nieidealna Anna pisze...

Na mdłości u mnie pomagał imbir z wodą nadczo oraz migdały. Trzymam kciuki, aby cukrzyca ciążowa była złym snem. Nie martw się, celebruj czas który macie, będzie dobrze :)

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger