listopada 29, 2017

Poczuj magię tych Świąt. Wycieczka do Fabryki Elfów.

Poczuj magię tych Świąt. Wycieczka do Fabryki Elfów.
Fabryka otworzyła swoje drzwi w Gdańsku już po raz szósty. W zeszłym roku w TYM WPISIE opisywałam Wam nasze wrażenia. W tym roku ze względu na daleką podróż i moje samopoczucie wybrali się tylko moi mężczyźni. 

Dzieciaki wzięły udział w świątecznych przygotowaniach i pomogły Elfom upiec pierniczki. Odwiedziły 10 punktów z atrakcjami podczas których czekały na nie aktywności ruchowe, zręcznościowe i zagadki logiczne. 





W klimatycznie przygotowanym pokoju, przy stoliku mogły napisać (a potem także wysłać) list do Świętego Mikołaja. 


Tata zachwycał się właśnie klimatem, który panował w niemal każdym pomieszczeniu.
Widać, że każdy pokój został zaprojektowany z wysmakowanym przemyśleniem. Można pomyśleć, że naprawdę przenieśliśmy się do magicznego miejsca.



Bartek jak to Bartek. Na początku nieco zawstydzony, nieco przestraszony ilością dzieci. Jednak z każdą minutą rozkręcał się, uśmiechał i chętnie brał udział w zadaniach. Bardzo pomocne okazały się same Elfy. Ponoć jeden był bardzo (pozytywnie) nadpobudliwy :) 

Uwieńczeniem całej podróży po eksploracji fabryki było spotkanie ze Świętym Mikołajem. Na to chyba czekał każdy uczestnik. U nas Bartek nie wiedział, że w tym dniu jedzie do Fabryki z tatą, więc było to dla Niego dużą niespodzianką. W przedszkolu wszystkim kolegom i Paniom pochwalił się, że pierwszy zgłosił się żeby porozmawiać z Mikołajem :) Więc sami widzicie jak stopniowo wzbierała w nim odwaga i radocha z przebywania w tym miejscu. 


Fabryka Elfów stacjonuje w Gdańsku, Warszawie i Katowicach. Na stronie możecie zorientować się w jakich terminach. Każda lokalizacja ma inną tematykę. Z własnego doświadczenia polecamy zabrać wygodne kapcie lub tenisówki (czeka Was prawie 3h spacer, więc w kozakach może nóżka sie zgrzać), oraz nie ubierajcie sie za ciepło, a przynajmniej załóżcie pod spód krótki rękaw, aby móc się rozebrać. Bo rozgrzeje Was nie tylko klimatyzowane pomieszczenie, ale i atrakcje, atmosfera i buzujące emocje. My zdecydowanie kolejny raz polecamy! 


listopada 27, 2017

Nasz Kalendarz adwentowy 2017

Nasz Kalendarz adwentowy 2017
Najpierw miałam problem z tym jak ma wyglądać w tym roku nasz kalendarz. Przez zmieniające się jak w kalejdoskopie samopoczucie, nie chciałam porywać się na nie wiadomo jaki, by nie zostać potem bez niczego. Z pomocą przyszedł mi niespodziewanie kij, który stał na przedpokoju od lata i był zdobyczą/laską/różdżką naszego syna. Postanowiłam go wykorzystać. 





Wystarczyło zawiesić go równo na ładnej wstążce. Ewentualnie jak dojdę do piwnicy dołożę jeszcze kolorowe światełka by dodać mu blasku. 

Po wypełnieniu misji "Z czego?" przyszła pora na misję "Co do paczuszek?" 
Nie chciałam aby Bartek codziennie jadł słodycze. Nie robi tego w innych miesiącach, więc i teraz nie ma odstępstwa. Zatem na całe 24 dni pojawiają się dwa kinder jajka i jeden baton zbożowy. A co z resztą? 
Jest śnieżna kula ze Świętym Mikołajem, któremu pada na głowę biały puch. Jest bielizna - skarpety z reniferkami i majtasy z Minionkami. Jest kalejdoskop tworzący choinki i gwiazdki, jest wykrajaczka do pierników w kształcie renifera, są bilety do kina na 6.12, jest książka o zwyczajach i tradycjach Bożego Narodzenia i jest lampeczka na baterie w kształcie króliczka, która po włączeniu zmienia delikatnie kolory. Podsumowując różności. 



Jeśli chodzi o zadania, w tym roku w opakowaniach po kinder niespodziankach znajdują się : 
1 grudnia piątek.
Obejrzyj film od Mikołaja!
3 grudnia niedziela
Pieczemy pierniczki i o 12 wyruszamy na spotkanie z Mikołajami na motocyklach!
5 grudnia wtorek
Wykonujemy wspólnie bombkę na choinkę z masy solnej.
7 grudnia czwartek
Wykonujemy kartki świąteczne dla Pań z przedszkola.
9 grudnia sobota
Dekorujemy świątecznie mieszkanie. Wieszamy światełka i inne dekoracje.
11 grudnia poniedziałek
Wypożyczamy książkę z biblioteki o świętach i czytamy ją.
13 grudnia środa
Kolorujemy świąteczny obrazek
15 grudnia piątek
Zdobimy nasze upieczone pierniczki
17 grudnia niedziela
Wybieramy się na kiermasz świąteczny na halę i ubieramy choinkę.
19 grudnia wtorek
Oglądamy bajkę o świętach.
21 grudnia czwartek
Opowiadamy o zwyczajach wigilijnych.
23 grudnia sobota
Szykujemy wspólnie pyszne potrawy na świąteczny stół.



Jest różnorodnie i smakowicie :) Najbardziej nie mogę doczekać się pieczenia pierników, bo uwielbiamy je! A Wy, zrobiliście w tym roku swój kalendarz adwentowy? Pochwalcie się koniecznie!



listopada 21, 2017

Słodka zmora ciężarnej. Sprawdzone przepisy (skonsultowane z dietetykiem) przy diecie dla cukrzycowych mam.

Słodka zmora ciężarnej. Sprawdzone przepisy (skonsultowane z dietetykiem) przy diecie dla cukrzycowych mam.
Jakiś czas temu potwierdził się mój scenariusz, którego właściwie się spodziewałam, choć nie umniejszało to obawom, które towarzyszyły mi w momencie w którym usłyszałam od ginekologa "Zrobimy test obciążenia glukozą". Na samą myśl drżałam. Obudziły sie wspomnienia pierwszej ciąży, kiedy musiałam pić to świństwo trzy razy, bo dwa razy nie zdążyłam dobiec do łazienki z wymiotami. Nie przerażał mnie sam fakt wykonywania tego badania, ale także jego wynik. Pierwszym argumentem było to, że pierwsza ciąża też była z cukrzycą, a drugim że cały okres kiedy w ciąży nie byłam poziom glukozy ze względu na moją nadwagę też nie był zachwycający. Ok, biję się w pierś. Ale wraz ze wczorajszą wizytą u pani dietetyk postanowiłam, że kiedy stracę już kilogramy po porodzie nie pozwolę sobie na to, aby waga znów wskazywała tyle ile jeszcze kilka miesięcy. Wiem, że potrafię, bo porodzie z Bartkiem ważyłam dumne 60 pare i to mnie cieszyło. 


Kiedy już potwierdził wynik laboratoryjny, że ta słodka paskuda nie odpuściła mi także w tej ciąży.. w pierwszym momencie się podłamałam. Znów dieta, znów kłucie, znów odmawianie sobie wielu produktów, a przede wszystkim słodyczy. Najgorsze jednak było to, że wertując internet nie jest wcale łatwo znaleźć jadłospisy, które spełniały by dość restrykcyjne warunki diety. Znalazłam grupę na Facebooku, przewertowałam ją od A do Z. Podobnie zrobiłam z książeczkami informacyjnymi, które dostałam od diabetologa. I odetchnęłam z ulgą. Sporządziłam sobie menu z przykładami na posiłki, tak aby były urozmaicone i odpowiednio zbilansowane. Co ważne są też smaczne. 

Na wczorajszej wizycie u dietetyka sprawdziłam czy faktycznie nie ma gdzieś ukrytych pomyłek i teraz, kiedy mam już pewność mogę się z Wami podzielić tymi przepisami. 


1. Dwie kromki chleba, jajko na twardo, 3 plasterki drobiowej wędliny,  sałata, kilka rzodkiewek, szklanka mleka 1,5 %
2. Dwie kromki chleba, łyżka masła, 3 plasterki pieczonej piersi z indyka, 3-4 plastry białego chudego twarogu, sałata, pomidor, świeży ogórek, niesłodzona herbata.
3. Dwie kromki chleba, omlet z warzywami (2 jaja, 2 łyżeczki pieczarek pokrojonych, 2 łyżeczki papryki czerwonej, 1 łyżka masła), 1 średnie jabłko, herbata bez cukru.
4. Jajecznica z pomidorkami koktajlowymi, dwie kromki chleba z serkiem kanapkowym i sałatą
5. Dwie kanapki z pastą tuńczyka (4 łyżki tuńczyka w oleju, 1/2 ogórka, 1 łyżka zielonego groszku, szczypiorek). Na posmarowany chleb położyć pomidora.
6. Dwie parówki cielęce z chrzanem, 2 łyżki serka wiejskiego z rzodkiewką i szczypiorkiem, dwie kromki chleba. 

(Chleb jaki można spożywać :  razowy, graham, orkiszowy, żytni, oliwski). 


1. Jajeczne muffinki. 
Cztery jajka, pół czerwonej papryki, 3 łyżeczki masła, pół cebuli, około 10 rożyczek brokuła, 4 plastry szynki. 
Wykonanie
Warzywa umyć i obrać. Brokuły, cebulę, papryka i szynkę pokroić w kostkę. Na roztopionym maśle zrumienić cebulę. W misce rozmieszać jajka, dodać pozostałe składniki. Doprawić solą, pieprzem. Silikonowe foremki lub blaszkę do muffinek wysmarowac masłem i masę przelać do 2/3 wysokości. Piec w temp. 180 stopni przez 20 minut. 

2. Szklanka jogurtu naturalnego, 3 łyżki płatków owsianych, jabłko. 
Ewentualnie 2 łyżki płatków zalać na noc ciepłą wodą, potem dodać szklanke mleka rano, jabłko, cynamon. 

3. Placuszki z cukini i marchewki. 
Jedna cukinia, 2 marchewki, 1 jajko, 2 łyżki mąki pełnoziarnistej, sól, pieprz, przyprawy do smaku. Po usmażeniu można polać jogurtem naturalnym, posypać koperkiem. 


1. Zupa krem jarzynowa, gołąbek z mięsem z indyka, 2 średnie ziemniaki, surówka z papryki, woda
2. Ryby i mięsa pieczone w folii, surówka z marchwi, jabłka / kapusta czerwona / kiszona

3. Zupa rybna z kluseczkami. 
Wykonanie : Pęczek włoszczyzny pokroić w kostkę i gotować do miękkości razem z rybą. Ryba nie może się rozpadać (trzeba usunąć ości). Jeśli ryba ugotuje się szybciej niż rosół należy ją wyciągnąć. Dla smaku dodać liść laurowy, ziele angielskie. Woda powinna przykrywać warzywa i rybę. 
Lane kluski : 1 jajko, 2 łyżki mąki. Jeśli ciasto nie leje się swobodnie dodać trochę wody. Zagotować osolony wrzątek, do gotującej sie wody wylewać pomału ciasto, aż powstaną kluski. Zagotować do wypłynięcia i gotowe. 

4. Zupa kalafiorowa. 
Wykonanie : Włoszczyznę paski (marchew, pół pietruszki, selera, pora) zagotować w pół litra wody. Dodać 2 łyżki oleju, 2 łyżki kaszy mannej i 450 gram kalafiora. Gotować do miękkości, zabielić łyżką mleka kokosowego i dodać koperek. 

5. Polędwiczki z indyka w sosie z kaszą. 
Wykonanie : Pokrojone piersi opruszyć solą, pieprzem, czosnkiem. Można rozbić tłuczkiem. Podsmażyć na maśle. Dodać 2 łyżki serka mascarpone i 2 łyżki jogurtu naturalnego oraz przyprawy curry i kurkumę. Poddusić kilka minut. Do tego kasza np. orkiszowa. 

6. Schab w sosie.
Wykonanie : Plastry schabu doprawić solą, pieprzem i słodką papryką. Kłaść na mocno rozgrzaną patelnię bez tłuszczu. Smażyć do mocnego zrumienienia, dorzucić pokrojoną w kostkę cebulę, liść laurowy, ziele angielskie. Zalać wodą i przykryć. Dusić pod przykryciem 60 minut na małym ogniu. Pod koniec łyżkę mąki rozrobić z łyżką śmietany i dodać do mięsa. 





1. Ciasto marchewkowe.

Wykonanie :

- 2/3 szklanki mąki gryczanej (ok. 100 g)
- 70 g ksylitolu
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1/4 łyżeczki soli
- 100 g oleju rzepakowego
- 2 jajka
- 150 g posiekanych orzechów włoskich
- 200 g startej marchewki

Polewa:
- 125 g serka Philadelhia
- 4 łyżeczki ksylitolu
- 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
- orzechy włoskie do dekoracji

Przygotowanie:
W jednym naczyniu wymieszaj wszystkie suche składniki: mąkę, sodę, proszek do pieczenia,cynamon. W drugim naczyniu rozmieszaj jajka z olejem. Połącz zawartość obu naczyń i wymieszaj. Dodaj posiekane orzechy włoskie i startą na grubych oczkach marchew. Wymieszaj. Tortownicę o średnicy ok. 20 cm wyłóż papierem do pieczenia i wylej ciasto. Wyrównaj powierzchnię. Wstaw ciasto do piekarnika nagrzanego do 175 st. C i piecz 45 min. Po tym czasie wyjmij i wystudź ciasto.

Polewa: serek zblenduj (lub utrzyj) z aromatem waniliowym i ksylitolem. Posmaruj wystudzone ciasto i udekoruj orzechami.



2. Żytnie tortille
Wykonanie: W środku posmarować serkiem białym, do środka sałatę, ogórki kiszone, ogórki świeże, trochę majonezu, musztardy i ketchupu (majonez można pominąc i ketchup, wedle uznania), sprawdzona wędlinę, mogą być z masłem orzechowym.

200g mąki żytniej typ 750
200ml mleka
450ml wody
2 jajka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru
1/3 łyżeczki soli
4 łyżki oleju rzepakowego (dodaję do ciasta i wtedy nie smażę na oleju, są mniej tłuste i lżejsze)

Do miski wsypać mąkę, wbić jajka, dodać olej i pozostałe suche składniki, zacząć miksować i stopniowo wlewać mleko, zmiksować na gładką masę, dolać całą wodę i całość jeszcze raz chwilę miksować. Odstawić ciasto na 10 minut, w tym czasie nagrzać bardzo mocno patelnię, delikatnie posmarować ją ręcznikiem papierowym nasączonym w oleju.




1. Makaron pełnoziarnisty z tuńczykiem, pomidorem, kilka oliwek, herbata bez cukru.
2. Makaron pełnoziarnisty z chudym serem twarogowym, łyżką jogurtu naturalnego, startym jabłkiem i cynamonem. 
3. Sałatka z jajkiem i kurczakiem. Pomidorki koktajlowe, papryka, szczypiorek. Łyżka oliwy lub sos czosnkowy na jogurcie. 
4. Sałatka z tuńczykiem. Sałata lodowa, pomidory koktajlowe, ogórek kiszony, cebula, szczypiorek, rzodkiewki i mała puszka tuńczyka. Doprawiamy solą, pieprzem i sokiem z cytryny. 
5. Leczo. Cukinia, cebula, papryka, pomidor, łyżka koncentratu, czerwona fasola + 2 kromki chleba z polędwicą.
6. Kanapki z wędzonym łososiem.

I coś ekstra. Na co możemy sobie pozwolić np. w Świeta Bożego Narodzenia. 

sernik z malinami
Składniki :
- 1kg mielonego twarogu (użyłam sernikowy z Piątnicy w wiaderku)
- 100g masła (pół kostki miękkiego)
- 200g ksylitolu (szklanka niepełna)
- Aromat pomarańczowy do ciasta
- 8 żółtek (i 5 białek na pianę)
- 1 łyżka mąki kartoflanej
- 150g truskawek + 125g malin lub 250g malin
- Łyżka żelatyny

Sernik: ksylitol ucieramy z masłem na gładką masę, dodajemy po 1 żółtku i ucieramy na wysokich obrotach na konsystencję majonezu (uważam żeby się nie zważyło). Dodajemy po łyżce twarogu aż połączymy go z masą jajeczną. Dodajemy mąkę i aromat i jeszcze chwilę miksujemy. W drugiej misce ubić białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Połączyć białka z masą serową delikatnie łyżką. Przełożyć do posmarowanej masłem średniej tortownicy i piec w 180 stopniach przez 50 minut. Nie otwierać i nie zamykać gwałtownie drzwi piekarnika, nie poruszać blaszką w trakcie pieczenia. Po 50 minutach delikatnie zrobić test patyczka jeśli ciasto wyrosło i jest rumiane na całej powierzchni. Jeśli nie odczekać 5-10 minut bez otwierania drzwi piekarnika. Przy suchym patyczku wyłączyć piekarnik i zostawić w nim ciasto do czasu wystudzenia piekarnika. I tak trochę opadnie, ale trykane i wietrzone może się "zapaść"

To przepisy i propozycje na które ja trafiłam. Jeśli macie jakieś sprawdzone strony lub inne przepisy - podzielcie się. Przede mną długa walka z cukrami. Mam problem z tymi na czczo i wisi nade mną widmo nocnej insuliny. Także trzymajcie kciuki.

Mam nadzieję, że trochę Wam pomogłam, posiłki wyglądają smacznie, więc powinno być dobrze, prawda? :)


listopada 13, 2017

Kołyska / dostawka czy łóżeczko?

Kołyska / dostawka czy łóżeczko?
Przez pierwszy rok (a może i dłużej) nasze drugie Maleństwo będzie spać z nami w dużym pokoju. Ze względu na to, że będziemy sie karmić naturalnie i dodatkowo dlatego, że nie wyobrażam sobie, aby Bartek był wybudzany ze snu kiedy o 7:00 wstaje do przedszkola. 

Wymarzyłam sobie kołyskę. Najlepiej z opuszczanym bokiem, aby w razie potrzeby móc pogłaskać maleństwo po główce nie wstając z łóżka. Na kółkach, co by w ciągu dnia móc nią jeździć np. do pokoju Bartka, którego w czasie pobytu w przedszkolu nie będzie używać. 

Minusem dla mnie takich kołysko - dostawek jest to, że można ich używać tylko do momentu w którym dziecko nie zacznie siadać, więc +/- 6 msc, a nie ukrywajmy, że ich ceny nie są niskie. Wydawać krocie na coś co będę używać pół roku? Deal życia by to nie był. 


W tego typu kołyskach co powyżej nie podobają mi się kompletnie te falbany, a większość z nich takie właśnie ma. 

Kompletną pomyłką dla mnie są tzw. kosze mojżesza. Pamiętam, że pracując w żłobku mieliśmy jeden i dziecko wybudzało się przy każdej zmianie pozycji, bo wiklina wydawała charakterystyczne, pękające dźwięki. 



Idealnym (ale wciąż drogim i krótko używanym) rozwiązaniem jest dla mnie cudo o Chicco, a właściwie dwa.


Next 2 me oraz 

LullaGo Zip


które można używać do 18 msc, bo po rozpięciu zamka łóżeczko staje się bezpiecznym miejscem także dla malucha samodzielnie wstającego.


Jedyny minus to jego cena. Jest dla mnie dość wysoka. A szkoda, bo brakuje mu tylko kółek i byłoby idealne ;) 

Etap zwykłego łóżeczka szczebelkowego chcielibyśmy pominąć, bo kiedy maluch skończy 18 msc chcemy go zintegrować na noc z Bartkiem i postanowione już zostało, że w pokoju stanie Ikeowska Kura. 





Pytanie do Was. Co używaliście? Kołyski / kosza? Może możecie polecić jakieś fajne, tanie rozwiązania? 



listopada 09, 2017

Misja : prezent dla dziecka.

Misja : prezent dla dziecka.
Nie spodziewałam się, że wczoraj rzucone "luźno" pytanie o tak przyjemną sprawę, wywoła we mnie tak kwaśne i przykre emocje. 

Co kupić 5 latkowi na Mikołaja i pod choinkę? 

Padło całkiem sporo odpowiedzi, ale większą część nie mogę brać nawet pod uwagę. Zasmucił mnie komentarz, który dawał dość jasno do zrozumienia. Jak nie masz worka kasy, to nie kupisz idealnego prezentu. Tym samym nie spełnisz marzeń swojego dziecka. Zabolało. Nie mam worka pieniędzy. Przed nami kompletowanie wyprawki, marzą mi się meble do pokoju dzieci. 

Serio jestem przez to gorszą matką? Dlatego, że moje dziecko nie dostanie jaja z pingwinem oraz wymarzonego zestawu z Playmobil za 300 zł? 



Te 5 lat nauczyło mnie wielu rzeczy, na wielu płaszczyznach macierzyństwa. Choćby tego, że często fascynacja jakąś zabawką, którą Bartek zobaczy w telewizji może trwać kilka dni, wtedy okazuje się, że te 300 zł poszło w błoto. Nie chcę spełniać marzeń, które dadzą Mu 72 godziny szczęścia. Wolałabym aby potrwało to dłużej. Dlatego coraz trudniej wybrać mi dla Niego prezent. Doświadczenie w tej materii wielokrotnie mnie boleśnie policzkowało. Kiedy patrzę na zbierający sie kurz na dachu latarni Strażaka Sama. Mówią, że każda miłość przemija. Ta dziecięca do zabawek chyba najszybciej. 

Kiedy zostajesz mamą/tatą wpadasz w szał. Pragniesz aby Twoje dziecko miało wszystkie zabawki Fischer Price'a, bo myślisz że je to uszczęśliwi, czy może da Ci w świetym spokoju wypić ciepłą kawę do śniadania? 
Podobnie z ubrankami. Najmodniejsze zimowe kombinezony i kozaki za 300 zł w których mała nóżka pochodzi jeden sezon. Naprawdę? Stać się? Super, kupuj. Dla mnie to wyrzucone pieniądze w błoto i nawet gdybym je miała nie kupiłabym i nigdy nie kupię czegoś co straci przydatność w tak krótkim odstępie czasowym. 

Nauczyłam się kalkulować. Nie wpadam w szał zakupowy, dlatego że chce żeby mój syn miał na karku metki znanych marek. Nie o to w tym chodzi. Przynajmniej dla mnie. 

Wolałabym te 300 zł odłożyć na wakacje w Hotelu z basenem o które tak często pyta, bo mile je wspomina. 
Nie spełnię marzeń swojego dziecka, bo nie dostanie góry prezentów na chwilę. Dostanie dwa-trzy, które chciałabym zagoszczą w jego życiu na dłużej. 

Jak już zadecyduje w końcu co to będzie, nie omieszkam Wam powiedzieć.



listopada 07, 2017

Spotkajmy się w Gdyni, czyli IV edycja spotkania dla blogerek.

Spotkajmy się w Gdyni, czyli IV edycja spotkania dla blogerek.
O tym, że przygotowanie takiego spotkania nie jest łatwe - przekonuje się niemal za każdym razem. Teraz jednak dodatkowo, krotko przed finiszem dopadła mnie totalna niemoc spowodowana pojawieniem się Okruszka pod moim sercem. Kiedy wraz z Martą zaczynałyśmy organizację byłam pełna zapału i energii. Na końcówce totalnie odpadłam, przez co dużo rzeczy dopinała Marta, dzięki której spotkanie doszło w ostateczności do celu. Obie możemy sobie przyznać ordery za wytrwałość, pomysłowość, upór. Jednak bezapelacyjnie ja osobiście przypinam Jej order najlepszego pomocnika, drugiej organizatorki. DZIĘKUJĘ Marta

Tyle tytułem wstępu. Przejdźmy dalej. 

Tym razem udało się znaleźć miejscówkę wykwitną, wysmakowaną, wręcz jak dla mnie luksusową. Hotel Faltom zachwycił mnie swoim wnętrzem. Miejsce naszego spotkania było idealnie oznakowane, tak, że nie było problemu z trafieniem. Sala perfekcyjnie dostosowana do naszych potrzeb, nie mam żadnych zastrzeżeń jako organizatorka. Bardzo miło mi się prowadziło rozmowy z panią Niną i jeśli szukacie miejsca na organizację wesela, komunii, chrzcin czy potrzebujecie wynając salę konferencyjną (których Hotel ma kilka) zdecydowanie polecam.




Spotkanie dla blogerek ma zwykle jakiś cel. Czasem są to warsztaty (np. kulinarne), czasem prelekcje. My tym razem postawiłyśmy na konkretną tematykę. "Organizacją" kwestii prelegentów zajmowała się Marta, której do wzięcia udziału w naszym evencie udało się namówić : 

Nie mogła być z nami ciałem, ale była wirtualnie. Jej prelekcja nt. tego jak znaleźć czas na bloga, jak ustanowić swoją drabinę hierarchii ... szczerze - nie dotarła do mnie. 
W swoim 30 letnim życiu i kilku latach blogowania nauczyłam się, że czasem dopadła człowieka niemoc, na którą nie można nic poradzić, nawet jeśli blog jest w mojej "pierwszej trójce". Choćby ta sytuacja krótko przed finiszem, kiedy to zwalają mnie z nóg mdłości i jedyne o czym marze to sen i szklanka wody (którą prawdopodobnie i tak zwymiotuję). Każdy z nas prowadzi inne życie, każdy z nas ma inne możliwości i zdolności. Jeśli potrafisz idealnie gospodarować czasem i masz nieustający power - zazdroszczę i gratuluję :) 



2. Asia z Made by Gigi.
Tematem drugiej prelekcji był Instagram. Asia odkrywała przed nami tajniki i dawała cenne rady nt. tego jak ulepszyć swój kanał na tym medium. Cóż mogę powiedzieć? Rady na pewno cenne, ale zapomnieliśmy o jednej rzeczy. Nie każdy chce (i ma możliwości) mieć Instagram jak z obrazka. Mój to codzienne kadry, forma pamiętnika w którym staram się złapać najfajniejsze chwile z naszego dnia. Czasem jest to uśmiech Młodego, czasem tęcza na niebie. Należę do ludzi, którzy od czasu do czasu lubią pooglądać sobie profile szyte na miarę. Dla mnie często nienaturalne, nieco sztuczne. U mnie tego nie ma. Nie ma skandynawskiego tła, ani szarego plecionego koca. Trudno, jakoś to przeżyję :) 



3. Elwira Piwowarska.
Ten wykład zapadł mi w pamięć najbardziej i chyba pozostanie tam na długo. Elwira - sekretarz Wirtualnej Polski. Energiczna, z ogromną wiedzą kobieta, która starała się nam uzmysłowić jak przyciągnąć do siebie jak najszersze grono czytelników. Wskazała ścieżki, którymi warto podążać. Jedyne czego żałuję, to tego, że Elwira nie pochyliła się chociaż na moment nad każdym blogiem (tylko nad kilkoma). Obiektywna krytyka, rada skierowana bezpośrednio pod mój "kawałek podłogi" byłaby dla mnie bardzo przydatna zwłaszcza od osoby kompetentnej. 



Ostatnia prelekcja to garść wiedzy, trików dot. Twittera. Osobiście nie ciągnie mnie do ćwirkania, wystarcza mi Facebook i Instagram, ale sam wykład był bardzo przyjemny. 



Celem naszego spotkania było nie tylko usystematyzowanie powyższej wiedzy przekazanej od prelegentek, ale także licytacja na szczytny cel. Po raz kolejny udało nam się hojnie wesprzeć Hospicjum Bursztynowa Przystań. I z tego cieszę się najbardziej, bo kwota którą zebrałyśmy (blisko 1500 zł) pomoże im na pewno!

Licytacja nie odbyłaby się gdyby nie sponsorzy naszego wydarzenia, którzy hojnie zapełnili nasz stół. 









Dzięki Pani Animatorce z radoCHA! uczestniczki nie musiały martwić się o swoje dzieci. Hotel Faltom użyczył nam dostępności do sali zabaw, na której dzieciaki razem z Panią Klaudią świetnie się bawiły!



Na naszym spotkaniu tradycyjnie nie zabrakło także odrobiny słodyczy, o którą zadbała Pani z Cake by Me. Nasz torcik był przepyszny! Bardzo dziękujemy!



Oprawą fotograficzną zajęła się tym razem Małgorzata Jończyk - dziękujemy za uwiecznienie pięknych chwil naszego eventu :) 

Warto też wspomnieć, iż uzyskaliśmy patronat medialny Radia Gdańsk oraz patronat honorowy prezydenta miasta Gdyni, Pana Wojciecha Szczurka. 



Dziękujemy Uczestniczkom, że zechciały z nami być :) 






listopada 03, 2017

Najfajniejsze gry planszowe i zręcznościowe na start! (3+, 4+)

Najfajniejsze gry planszowe i zręcznościowe na start! (3+, 4+)
Gry planszowe to bardzo fajna forma rozrywki. Wymuszają na dziecku logiczne myślenie, ale i zbliżają rodzinę. Kiedy zasiadamy do wspólnej partyjki i zaśmiewamy się ze swoich poczynań pogłębiamy nasze relacje. Wiadomo. 

Pytaliście mnie jakie gry wybrać na początek planszówkowej drogi? 
Nasz syn nie lubi przegrywać. Więc u nas postawiliśmy na gry, w których sobie poradzi, które nie będą go niepotrzebnie wkurzać, które sprawią Mu frajdę i do których będzie chciał wracać. 

Naszym hitem od ponad roku jest "Skacząca wiewióra" 



Kupiliśmy ją za jakieś grosze w hurtowni zabawkowej. Zasady są banalnie proste, otóż wybieramy kolor orzeszka i wkładamy na zmianę w dziury w naszym drzewku. Przy którymś orzeszku wiewiórka wyskakuje. Można bawić się na dwa sposoby. 1. Komu wyskoczy ten przegrywa. 2. Komu wyskoczy ten wygrywa. My praktykujemy drugą opcję. 

Drugą grą, za którą Bartek swojego czasu przepadał były memory. Zrobiliśmy sami z ulubionymi bohaterami z gazetek, teraz pewnie zakupimy na Mikołajkowe święta jakieś poważniejsze, bo naprawdę świetnie sobie radzi - ma doskonałą pamięć. Na allegro wersji jest mnóstwo. Zarówno dla dziewczynek jak i chłopców. 


Trzecią grą, która wzbudziła u Bartka pozytywne emocje były Trzy małe świnki. 
Mieliśmy przyjemność zagrać w nią na targach. Chodzi o układanie świnek, wilka i ich domku w konkretny sposób pokazany na obrazku w książeczce. Bardzo fajna gra!

Następna fajna planszówka, która u nas się sprawdza to Grzybobranie. My gramy ze swoimi zasadami, zbieramy po prostu grzybki i leśne owoce po czym podliczamy w odpowiedni (swój) sposób. 


Kolejnym hitem, który podoba się Bartkowi są spadające małpki i spadające krzesła. W małpiszony grał u kolegi, a w krzesła też na targach i nie mogliśmy wszyscy sie od nich oderwać. Bardzo fajna zabawa!



A teraz coś z nowości. Jak Barti widzi reklamy tych gier to pada magiczne zdanie "Kupisz mi?".
W Mokrego szczeniaka sama bym pograła, bo wygląda naprawdę zachęcająco! Chodzi o to, aby kulać kostkę i przemieszczać się dookoła planszy. Każdy postój to kilka kropel wody na naszego psiaka. Kiedy stwierdzi jednak, że ma dość kąpieli zapragnie być suchy a wtedy otrząśnie się z całej wody! 


Druga "psia" propozycja to Pycha Micha. 
Kolorowe ciasteczka wysypują się z miski i uciekają we wszystkich kierunkach. Gracze wcielają się w głodne psiaki i próbują połknąć jak najwięcej smakołyków. Muszą się śpieszyć! Wygra ten gracz, który zdobędzie najwięcej ciasteczek. Hau!



Mam nadzieję, że pomogłam Wam trochę w wyborze. Myślę, że aktualnie rynek gier jest tak urozmaicony, że każdy znajdzie coś dla siebie i każde dziecko będzie zadowolone. Powodzenia w poszukiwaniu Waszych hitów!




Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger