kwietnia 18, 2018

Zostań Młodym weterynarzem w towarzystwie Misi i jej przyjaciół z Lipowej Kliniki. Nowość wydawnicza Zielonej Sowy.

Zostań Młodym weterynarzem w towarzystwie Misi i jej przyjaciół z Lipowej Kliniki. Nowość wydawnicza Zielonej Sowy.
O Misi, małej pani weterynarz opowiadałam Wam już dwa razy : TUTAJ i TUTAJ .

Dziś chciałabym Wam przedstawić nie książkę, ale grę właśnie z udziałem bohaterów tej pięknej serii dla dzieci. 



Autorką gry jest Anna Sobich-Kamińska, a ilustratorką Agnieszka Filipowska.

Bohaterami gry są zwierzęta, które dotychczas pojawiły się we wszystkich książkach serii. Gra ma proste zasady gry. Gracze podczas gry ćwiczą pamięć, spryt i logiczne myślenie, a do tego zdrową rywalizację.

Gra przeznaczona jest dla 2 - 4 graczy, wiek 4+, czas rozgrywki ok. 10-15 minut.


W pudełku znajdziemy:
- 30 dużych kart ze zwierzętami
- 2 duże karty ze sprzętem weterynaryjnym
- 4 żetony startowe z kliniką na drzewie
- instrukcję

Mamy do wyboru dwa warianty gry. 


Pierwszy wariant: 
,,Klinika Młodego Weterynarza", to prosta gra do której wykorzystujemy wszystkie elementy z pudełka.


Celem jest wyleczenie zwierząt, które pojawiły się w klinikach.

Gracze wybierają swoje kliniki i kładą je przed sobą. Potasowane karty układają na stole - 16 kart (4 sztuki w 4 rzędach). Pozostałe karty układamy w stosik zakryty.
Grę rozpoczyna najmłodszy gracz. Odkrywa dowolną kartę z tych rozłożonych na stole i dokłada do swojej kliniki. Następne tury, to już zbieranie pasujących kart. Pasująca karta, to taka, która ma albo takie samo zwierzątko jak to na ostatniej położonej przy klinice karcie, albo ilość zwierząt ta sama.

Na miejsce ,,zabranej" karty na stół kładzie kartę z zakrytego stosika (bez podglądania).
Gdy karta odkryta nie ma tego samego zwierzaka lub tej samej ilości, to karta na stole zostaje na powrót zakryta i kolej na kolejnego gracza.
W grze są karty specjalne ,,sprzęt weterynaryjny", to stetoskop i plaster. Karta umożliwia dołożenie dowolnej karty do kliniki (nawet jeśli nie pasuje).

Zakończenie gry:
Gra kończy się, gdy jeden z graczy zdobędzie 10 punktów. 

Gra jest wciągająca, prosta i emocjonująca, ćwiczy liczenie, pamięć, cierpliwość. Mechanika zbliżona jest do znanych wszystkim memorów. 


Drugi wariant: Gracze próbują jak najszybciej pozbyć się swoich kart. Wygrywa gracz, który zrobi to jako pierwszy.

W tej grze wykorzystujemy tylko karty ze zwierzętami (karty ze sprzętem weterynaryjnym i żetony nie biorą udziału w grze).
Tasujemy karty. Każdy z graczy otrzymuje 8 kart. Pozostałe karty trafiają na stos zakryty.
Gracze rozkładają przed sobą karty w takiej kolejności w jakiej je otrzymali.
Jeden z graczy odsłania kartę ze stosu zakrytego. Gracze jednocześnie próbują pozbyć się swoich kart, czyli położyć je na stosie odkrytym. Jednak karty muszą pasować do wcześniej położonych. Musi być takie samo zwierzę albo liczba zwierząt.
Gra kończy się, gdy jeden z graczy pozbędzie się wszystkich kart. Ten gracz zostaje zwycięzcą.

Gra jest świetnym dopełnieniem książeczek. Bartek bardzo lubi słuchać przygód Misi, więc gra również bardzo przypadła Mu do gustu. Pudełko jest małe, więc zdecydowanie nadaje się na zabranie w podróż i grę w plenerze podczas wiosennego lub letniego pikniku. 

Polecamy wszystkim fanom sympatycznej, małej pani weterynarz tą pozycję od Wydawnictwa Zielona Sowa. 

kwietnia 17, 2018

Kiedy nadchodzi ten gorszy czas ... Kumulacja dolegliwości w 36 tygodniu.

Kiedy nadchodzi ten gorszy czas ... Kumulacja dolegliwości w 36 tygodniu.
Te 35 tygodni minęły mi naprawdę spokojnie. Prócz standardowych dolegliwości, zmęczenia, senności.. naprawdę nie miałam na co narzekać. Nawet kiedy pogodziłam się z cukrzycą, zaakceptowałam ograniczenia, jadłam zdrowo - wiedziałam, że robię to przede wszystkim dla Niej. Z tą myślą żyłam pół roku (od listopada). Z tą myślą wkuwałam sobie pen z insuliną każdego wieczora. Zaciskałam zęby i powtarzałam sobie, że już niedługo.. 

Wszystko zmieniło się w minioną środę. Złapały mnie okropne duszności i bóle pod lewą piersią. Żadna pozycja nie przynosiła ulgi. Na zegarku dochodziła 22, kiedy wsiadałam w taxówkę i zaczęłam swój objazd po szpitalach. Suma summarum wróciłam do domu koło 1:00, z informacją, że to prawdopodobnie dolegliwości gastryczne. Nie chcę pamiętać tej nocy, to w sumie jedyna taka, kiedy znów odczułam w jak beznadziejny sposób działają polskie szpitale, w jaki sposób traktuje się ciężarne. Niech to wspomnienie jak najszybciej uleci z mojej głowy. Ot, takie mam życzenie. 

Czwartek. 
Pojawiło się swędzenie dłoni, stóp, pleców, szyi, brzucha. Jestem w miarę na bieżąco z nowinkami bo lubię poczytać fachową literaturę z działu ciążowego. Domyśliłam się, że może to być cholestaza. 

"Cholestaza ciążowa (pełna nazwa: wewnątrzwątrobowa cholestaza ciężarnych, WCC) jest rzadką chorobą. W Polsce dotyka około 4 procent kobiet w ciąży. Istnieje rodzinna skłonność do jej występowania, ale bezpośrednia przyczyna choroby związana jest z działaniem hormonów płciowych: estrogenów i progesteronu. Ich stężenie jest największe w III trymestrze ciąży (około 30. tygodnia) – wtedy właśnie może okazać się, że wątroba jest zbyt słaba, by poradzić sobie z tak dużą dawką hormonów. Dochodzi wówczas do wewnątrzwątrobowego zastoju żółci."

Mając nadzieję, że to chwilowe i tylko mi się wydaje przeczekałam czwartek, piątek, ale w sobotę poleciałam z rana na badania wątrobowe. Niestety wyniki są podwyższone. Wczoraj miałam przyśpieszoną wizytę i dla stu procentowego potwierdzenia musiałam dziś jeszcze zrobić badanie kwasów żółciowych. 

Wczorajsza wizyta potwierdziła, że Misia jest już bardzo nisko, lekarz powiedział, że jak będę się tak dalej rozwijać, to mogę nawet nie dotrwać do stawiennictwa na 7.05, bo kumulacja cukrzycy i cholestazy może przyśpieszyć nasze rozwiązanie. 
Tak czy siak, termin z miesiączki, czyli 20.05 jest zupełnie nierealny. Szczerze - cieszę się. 

Nie narzekałam, nie miałam dość. I chociaż nadal uwielbiam ten stan i będę tęsknić za brzusiem i kopniaczkami. Ale mam nadzieję, że te 3 tygodnie (albo i mniej) zlecą nam równie szybko jak dotychczasowe 35 tygodni. 


PS. Na zdjęciu nasza 2860 gramowa panienka, która bardzo się sfochowała, że ktoś jej robi fotkę i przeszkadza :) 
Bardzo podobna do braciszka z tego zdjęcia i zapowiada się tatusiowy nosek. 





kwietnia 15, 2018

Ul i pszczóły - praca na konkurs do przedszkola.

Ul i pszczóły - praca na konkurs do przedszkola.
To chyba nasz ostatni konkurs przed rozwiązaniem, dlatego postanowiłam że pomogę Bartkowi, skoro miał ochotę wziąć w nim udział. Pomysł wpadł mi do głowy w sumie dość szybko.

Na ul wykorzystaliśmy : 
- nadmuchany balon (super się sprawdził z biedronki - był żółty, więc dopasował się kolorystycznie ;) ) 
- żółtą bibułę, którą ponacinałam. Przykleiliśmy trzy warstwy, żeby dokładnie pokryć cały balon

Na pszczółki : 
- opakowania po zabawkach z kinder niespodzianek
- drucik 
- filc, z których zrobiłam pszczółkę, paseczki, żądło
- ruchome oczka

Przyklejaliśmy magic klejem, zszywaczem i taśmą przezroczystą. 

Dodatkowo dokleiliśmy też kwiatki dookoła, które fajnie się wpasowały. 

Ja wycinałam, Misio wszystko przyklejał. Efekt nas zadowala :) 




Jak Wam się podoba? :) 



kwietnia 10, 2018

Jak szybko wygrać z uciążliwym katarkiem w małym nosku? Pomocnik numer 1 !

Jak szybko wygrać z uciążliwym katarkiem w małym nosku? Pomocnik numer 1 !
Jak Wam wspominałam, od listopada dużo chorowaliśmy. Bartek przeszedł przez anginę, kaszelki, katarek, który skończył się zapaleniem uszka. To była ciężka zima pod względem chorobowym. 

Po zapaleniu uszka Misio nabawił się urazu do wydmuchiwania noska. Robił to przez dłuższy czas bardzo delikatnie, z ogromnym przerażeniem w swoich niebieskich oczkach. 
Było mi Go strasznie żal, a jednocześnie jako świadoma i doświadczona już w bojach katarkowych, namawiałam Go do dokładnego oczyszczania, żeby nie spłynęło znów na gardełko. To takie błędne koło - wiadomo. 

Z pomocą przyszedł nam aspirator Haxe
I chociaż na internecie krążą o nim różne opinie, chociaż jest porównywany do katarka, którego podłącza się do odkurzacza, na mnie od początku zrobił bardzo dobre wrażenie.



Prawda jest taka, że dzięki jego rozmiarom, przy pomocą wody morskiej, która rozcieńczy nam wydzielinę możemy oczyścić nosek w ciągu kilku sekund. Aspirator robi to bezboleśnie i bardzo skutecznie, wystarczy postępować zgodnie z instrukcją. 

Bardzo dużym plusem jest to, że wszystkie elementy, które mają kontakt z katarkiem możemy dokładnie umyć. Część aspiratora, która zawiera baterie nie ma w żaden sposób kontaktu z wodą, bo po prostu rozłączamy zabrudzone elementy i bez strachu myjemy. 

W pudełku znajdziecie dwie końcówki. Jedną do katarku wodnistego, drugą do katarku gęstego. 
Producent pomyślał też o dzieciach, które mogą się bać tego typu sprzętu. Aspirator Haxe posiada guzik, którym możemy włączyć 12 melodyjek, które "umilą" naszemu maluszkowi czas podczas oczyszczania noska. Bajer dla najmłodszych! My na razie korzystaliśmy z Niego przy 5-cio latku, ale wydaje mi się, że przy Izuni także będziemy bez obaw go używać. Aspirator obowiązkowo trafił na listę "must have wyprawkowe". 

Polecamy Wam to przydatne urządzenie, zwłaszcza jeśli macie w domu chorowitka, albo alergika. My stawiamy duże plusy za : lekkość, poręczność, łatwe utrzymanie w czystości,  rozmiar, oraz stosunkowo cichą pracę, dzięki czemu bez obawy możemy oczyszczać nosek w nocy (kiedy katarka do odkurzacza już raczej nie podłączymy, bo postawimy cały dom na nogi). Dla mnie super rozwiązanie i jestem mega zadowolona!


HAXE aspirator do noska wesprze was w walce o powrót do zdrowia i szybko pozbędziecie się katarku! 


kwietnia 09, 2018

Motylki na ścianę. Piękna dekoracja dziecięcego kącika. (szablon)

Motylki na ścianę. Piękna dekoracja dziecięcego kącika. (szablon)
Odkąd dowiedziałam się konkretnego terminu przybycia na świat naszej Królewny, rozpoczęliśmy bardzo aktywne przygotowania do powitania Jej po tej stronie brzuszka. Na pierwszy ogień poszła kołyska. Obawiałam się jej składania, ale poszło łatwiej niż myślałam i to bez instrukcji ;) Okazało się, że brakuje kilku śrubek, ale nasze domowe zapasy załatwiły sprawę. Oczywiście miałam super pomocnika, któremu zapał i optymizm wypływa dosłownie uszkami :) 

Kilka dni temu w przypływie uśpionej weny twórczej zrobiłam motylki na ścianę. Jakoś tak smutno wyglądała, a jako że Królewna gościć przez najbliższy rok będzie w naszym pokoju, chciałam jej jakoś upiększyć ten kącik. Wyobrażam sobie jak leży w kołysce i spogląda na "fruwające" motylki. 

Ich wykonanie jest bardzo proste. Wystarczy odrysować wycięte szablony na zgiętych na pół papierach kolorowych. To ile potrzebujecie - jest indywidualną sprawą. Ułatwieniem jest właśnie odrysowywanie ich na zgiętych kartkach, bo macie wtedy idealnie odznaczony środek. 
Ja korzystałam z tych szablonów poniżej : 


























 

Efekt końcowy mnie satysfakcjonuje. 























a Wam jak się podoba? :)  




kwietnia 07, 2018

Ciasto na weekend. Truskawki w chmurkach na biszkoptach.

Ciasto na weekend. Truskawki w chmurkach na biszkoptach.
Truskawki kocham miłością niezmienną od lat, a te z Biedronki ostatnio tak mile mnie zaskoczyły swoim smakiem, że postanowiłam zrobić w nich ciasto. Miałam ochotę na coś lekkiego, bo świętach został mi jeden serek mascarpone, więc doczekał się w końcu swojego udziału :)




Składniki:

Spód:
1,5 opakowania biszkoptów
150 g masła

Nadzienie:
250 g mascarpone (np. z Piątnicy)
200 ml słodkiej śmietanki 30% tłuszczu (musi być bardzo zimna, min. całą noc w lodówce
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (albo wyskrobane ziarenka z laski wanilii/w ostateczności pół łyżeczki aromatu waniliowego) - można pominąć lub dodać inny. Ja dałam migdałowy - też super smakuje.

Wierzch:
500g truskawek 

Wykonanie:

Masło pokroić na kawałki, roztopić na małym ogniu. Zdjąć z ognia i nieco przestudzić. Ciastka bardzo drobno pokruszyć - najlepiej malakserem (ewentualnie w woreczku używając wałka), dodać masło - masa powinna mieć konsystencję mokrej bułki tartej.
Tortownicę (u mnie o szerokości 24cm) wyłożyć masą ciasteczkową, ugniatać, tworząc równy spód, wykładać też boki tortownicy - do wysokości 2-3 cm. Schładzać w lodówce (na czas przygotowania masy).
Mascarpone dokładnie zmiksować z cukrem i z ekstraktem z wanilii. W innym naczyniu bardzo zimną śmietankę 30% (albo 36%) ubić na sztywno (po odwróceniu naczynia, masa pozostaje nieruchoma), dodać ją do masy mascarpone i mieszać delikatnie łyżką, aż do dokładnego połączenia się składników.
Truskawki umyć, usunąć szypułki, pokroić.
Na ciasteczkowy spód wyłożyć masę z mascarpone i bitą śmietaną na to ułożyć truskawki. 
Wykonanie jest banalnie proste jak widzicie, a smak - obłędny i zapewniam Was, że na jednym kawałku "do kawki" się nie kończy ;) Cięzko się oderwać od blaszki.



Smacznego!

kwietnia 03, 2018

Jak świadomie wspomagać naturalny rozwój skóry przedszkolaka? Razem z Oillan Junior to proste!

Jak świadomie wspomagać naturalny rozwój skóry przedszkolaka? Razem z Oillan Junior to proste!
Bartek jest alergikiem. Nie ma raczej problemów ze skórą, chociaż bywa ona podrażniona, sucha i jak to u dziecka - jest wrażliwa. Dlatego mimo tego, że jest już przedszkolakiem staramy się aby otrzymywała ona jak najbardziej naturalne składniki do zrównoważonego rozwoju.  

Żel do mycia ciała i włosów
Codzienna pielęgnacja jest bardzo ważna. Sięgając po delikatny żel Oillan Junior delikatnie oczyszczamy jego skórę oraz włosy, nie zaburzając naturalnej bariery ochronnej.  W składzie znajdziemy hipoalergiczny bisabolol, który chroni skórę przed powstawaniem zaczerwienień, łagodzi podrażnienia i działa przeciwzapalnie.
Aktywny kompleks nawilżający pielęgnuje oraz skutecznie chroni skórę i włosy przed przesuszeniem. Łagodna formuła żelu nie podrażnia oczu i nie powoduje łzawienia. Preparat pozostawia na skórze delikatny film ochronny. 
Żel bardzo delikatnie się pieni i nie ma drażniącego zapachu. Wszystko zostało bardzo starannie wyważone, na tyle, że mam pełną świadomość tego, że to jeden z najlepszych kroków w dbałości o Jego skórę.
  • Produkt polecany dla dzieci powyżej 3. roku życia.
  • Nie zawiera oleju mineralnego, pochodnych ropy naftowej, silikonów, parabenów, syntetycznych konserwantów, alkoholu, glikolu propylenowego, PEG, barwników.
  • Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, białek pszenicy, olejków eterycznych.
  • Testowany dermatologicznie z udziałem osób z alergicznymi chorobami skóry.
  • pH neutralne dla skóry.

Krem do twarzy i ciała

Póki co skóra twarzy nie wymaga zbyt wielu zabiegów. Zdarzają się jakieś drobne podrażnienia i po chłodnym dniu wysuszenia od wiatru czy niskiej temperatury. Jednak ograniczamy stosowanie kosmetyków do minimum potrzebnego. Sięgając w potrzebie po krem pielęgnacyjny Oillan doskonale nawilżymy i wzmocnimy wysuszone partie skóry naszej pociechy. 

Skład kremu to niemal 100% natury. Możemy mieć pewność, że skóra naszego przedszkolaka nie będzie narażona na zbędne chemiczne maltretowanie.

Naturalne oleje z baobabu oraz z wiesiołka odbudowują barierę ochronną, łagodzą świąd oraz przywracają skórze optymalny poziom nawilżenia. Olej perilla działa przeciwzapalnie, a równocześnie łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Masło shea chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami środowiska. Skwalan z oliwek intensywnie regeneruje, zmniejszając nadreaktywność skóry.
  • Testowany dermatologicznie z udziałem osób z alergicznymi chorobami skóry
  • Preparat może być stosowany u dzieci powyżej 3. roku życia
  • Nie zawiera parafiny, silikonów, parabenów i barwników
  • Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, białek pszenicy, olejków eterycznych.

Emulsja do ciała

U nas przydaje się zwłaszcza po całodziennej zabawie na kolankach. Skóra jest wtedy dość mocno wysuszona, podrażniona. Aktywny kompleks nawilżający emulsji zapewnia prawidłowe nawodnienie skóry, zapobiegając jej przesuszeniu. Dzięki zawartości naturalnych olejów z awokadoze słodkich migdałów i z baobabu – intensywnie odżywia i uzupełnia braki lipidów w barierze ochronnej skóry. Masło shea zapewnia ukojenie i łagodzenie podrażnień oraz zaczerwienień. Preparat pozostawia delikatną warstwę ochronną na powierzchni skóry.
  • Produkt polecany dla dzieci powyżej 3. roku życia.
  • Nie zawiera oleju mineralnego, silikonów, parabenów, syntetycznych konserwantów, alkoholu, glikolu propylenowego, PEG, barwników.
  • Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, białek pszenicy, olejków eterycznych.
  • Testowany dermatologicznie z udziałem osób z alergicznymi chorobami skóry.
  • pH neutralne dla skóry.


Podsumowując. 
Seria Oillan Junior to świetna propozycja dla świadomych rodziców, którzy podchodzą z dbałością do pielęgnacji skóry swojej starszej pociechy. 100% naturalnych składników, które odnajdziemy w składzie wesprze nas w drodze o zdrową i odpowiednio nawilżoną skórę naszego przedszkolaka. Rozwiewając wszelkie wątpliwości potwierdzamy : WARTO sięgnąć po te kosmetyki.

marca 29, 2018

Wyczekując wiosny razem z Misią i jej małymi pacjentami {nowość wydawnicza Zielonej Sowy}

Wyczekując wiosny razem z Misią i jej małymi pacjentami {nowość wydawnicza Zielonej Sowy}



Końcówka ciąży (34 tydzień w poniedziałek) nie należy do łatwych. Ciężko mi siedzieć z dużym brzuszkiem na podłodze i bawić się z Bartkiem. Niestety, ten miesiąc musimy się jakoś przemęczyć, a syn na szczęście należy do wyrozumiałych. Póki co staramy się nadrabiać to czego nie możemy robić na podłodze - na kanapie. Więc nowości książkowe od naszych ulubionych wydawnictw pospadały nam dosłownie z nieba. Dodatkowym ułatwieniem jest to, że nasz synek jest małym molikiem książkowym. Często sam przynosi książki, z prośbą aby Mu poczytać. 




Kolejna część przygód młodej pani weterynarz Misi idealnie wpasowuje się w panującą na dworze aurę. 
Bohaterowie zmęczeni już wszelkimi opadami z szarego i zachmurzonego nieba, wypatrują wiosennych przebłysków słońca. 

W tej części "Misia i jej mali pacjenci" nasza ruda koleżanka ratuje z opresji leśne zwierzątka. Ale przez Jej niedyspozycję chorobową, ktoś będzie musiał jej pomóc. Na wysokości powierzonych zadań, z radością stanie osoba, którą mieliśmy już okazję poznać we wcześniejszych częściach serii. 

Nie zabraknie też pomocnego Popika, białego terriera, który niczym pielęgniarz wspiera we wszystkich poczynaniach Misię. 





W książkach Anielii Cholewińskiej - Szkolnik, za każdym razem naszą uwagę przyciągają niesamowite ilustracje, wykonane przez Agnieszkę Filipowską. Jeśli miałabym opisać je jednym słowem : CUDOWNE. 



Seria Misi jest bardzo przyjemna i my wracamy do niej bardzo często. To świetne opowiadania, nadające się nie tylko na wieczorną lekturę przed spaniem. Choć ich delikatność ma to do siebie, że pozwala dzieciom się wyciszyć i śnić o przeczytanych przygodach bohaterki. 

Jeśli jeszcze nie znacie Misi, polecamy Wam zapoznać się z naszym poprzednim wpisem recenzenckimi tej serii. Zapewniamy, że będziecie zachwyceni i polubicie się z Nią od pierwszej przeczytanej strony. -> TUTAJ KLIKNIJ 







marca 27, 2018

"Królik Franek" - mały przyjaciel Twojego przedszkolaka.

"Królik Franek" - mały przyjaciel Twojego przedszkolaka.
Odważnie i śmiele nazywam tego Puchatego Stworka przyjacielem Twojego przedszkolaka, bo wydaje mi się, że nie znajdzie się dziecko, które nie polubi Go. 





Królik Franek, to uroczy króliczek, który chodzi do przedszkola. Razem ze swoimi przyjaciółmi spędza czas na nauce, zabawie a wszystko pod czujnym okiem wychowawczyni - Pani Lei. Prócz codziennych obowiązków i przyjemności jak każdego spotykają go stresujące i smutne przeciwności losu, z którymi musi sobie poradzić. I tu właśnie objawia się życiowa wskazówka autorki Pani Marty Krzemińskiej, którą pozostawia dla Młodego czytelnika. 



„Króliku Franku i problemie krótkiego ogonka” Franek robi przykrość nowej koleżance, wyrażając głośno opinię na temat jej wyglądu. Nie rozumie dlaczego pani Lea zwraca mu uwagę, a mama jest niezadowolona z jego zachowania, bo przecież powiedział prawdę – Pusia naprawdę ma dziwny ogonek, zbyt krótki jak na kota. 
Okazuje się, że niechęć do odmiennego wyglądu nowej koleżanki była podyktowana strachem przed nieznanym. Franek obawiał się, że dolegliwość Pusi może być zaraźliwa. 
Dopiero dłuższa rozmowa z mamą uświadamia Frankowi jego błąd. 





Na następny dzień ma miejsce sytuacja, w której Franek skaleczył się na placu zabaw. Jego przyjaciele przerażeni widokiem krwi uciekają w panice. Jedyną pocieszycielką okazuje się wyśmiewana poprzedniego dnia Pusia. 
Jej zachowanie uświadamia Króliczkowi, że tak naprawdę nie jest ważny nasz wygląd, tylko to kim jesteśmy, jak zachowujemy się wobec innych. 





Drugą książeczką z serii Frankowych przygód, które chcemy Wam pokazać, to "Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy".
Nasz bohater przedstawiony zostaje w doskonale znanej nam sytuacji, w której często stają nasze pociechy (zwłaszcza przedszkolaki). 
Franek wielbiciel gry pamięciowej memo, cieszy się swoimi sukcesami zarówno w przedszkolu jak i w domu podczas wspólnej rozgrywki z całą rodziną. Jego radość i  przechwałki nie mają końca. Jednak kiedy popada w swoisty samozachwyt i rozkojarzenie, na podium staje mama i siostra Fela. 
Mały Króliczek wpada w gniew, oskarża ich o oszustwo, odchodzi od gry i idzie bawić się samotnie w pokoju. Czyli mówiąc wprost - strzela foszka. 



Podobna sytuacja ma miejsce na drugi dzień w przedszkolu, gdzie nasz bohater gra z kolegą. 
Dochodzi jednak sam do wniosku, że jego zachowanie wobec członków rodziny było niewłaściwe i powinien ich przeprosić. Franek zrozumiał, że grając z kimś nieraz się wygrywa, a czasem przegrywa. Jeśli spotyka nas to drugie, musimy przełknąć gorycz porażki i dzielnie stawić jej czoło. Strzelanie focha jest niewłaściwe i niegodne gracza, powoduje niechęć współuczestników przez co możemy nie być zapraszani do wspólnych rozgrywek. Bardzo dobrze, więc że Franek zrozumiał to tak szybko i potrafił przeprosić siostrę i kolegę. 




Autorka książeczek jest świetną obserwatorką dzieci. Uświadamia nam - czytelnikom i dużym i małym, że każdy ma prawo do popełnienia błędów, które zawsze mają swoje uzasadnienie. Ważne jest ukierunkowanie na problem, wyjaśnienie go naszym maluchom, oraz pomoc w zrozumieniu konsekwencji. Dzieci poprzez obserwację zachowania naszego bohatera - Króliczka Franka - uczą się jak należałoby postąpić, jak warto zrehabilitować się w przypadku popełnienia błędu lub wyrządzenia krzywdy drugiej osobie. 

Seria o Króliczku skierowana jest do przedszkolaków i wydaje mi się, że to właśnie oni znajdą w tych opowieściach wiele przyjemności i odnajdą zachowania, z którymi mają styczność na codzień. Bardzo przydatne są również pytania, na końcu każdej książeczki. Pomagają uporządkować naszemu dziecku wiedzę zdobytą podczas czytania, u nas Bartek zadawał ogrom dodatkowych pytań i super radził sobie z odpowiedziami na te z książki.



Warto też zwrócić uwagę na bardzo przyjemne dla oka ilustracje, które ukazują wiele szczegółów m.in mimikę postaci. 

Serdecznie polecamy Wam książki o Franku. Bardzo mądre, ciepłe historie, które pomogą uporać się z tym, co dotyka nas często niemal każdego dnia. Pomogą wykształcić właściwe postawy oraz nawyki dobrego zachowania. 


marca 22, 2018

Moje ulubione aplikacje ciążowe.

Moje ulubione aplikacje ciążowe.
Dostałam już kilka zapytań na ten temat od Was, dlatego dzisiaj chciałabym Wam pokazać moje ulubione aplikacje ciążowe. Korzystam z nich każdego dnia, niemal od początku ciąży, bo lubię być "na bieżąco" z tym co dzieje się u naszej Kruszynki. W każdej są inne informacje, niekiedy zdjęcia, można porównać wagę do warzywa / owocu, dzięki czemu lepiej obrazujemy sobie rozwój naszego Maluszka. 



Pierwsza i najprostsza, która nieubłaganie odlicza nam dni do naszego spotkania to : 
Nasza Ciąża 

TUTAJ możecie ją sobie pobrać na Androida. 


Apka wyświetla nam aktualny tydzień ciąży, prawdopodobną wagę i wzrost dziecka, oraz odlicza dni do końca ciąży. 

Drugą, którą mogę Wam polecić nieco bardziej rozbudowaną jest : 
HiMommy

TUTAJ możecie sobie pobrać. 

Od niej właściwie zaczynam dzień. To tak jakby sms od Waszego brzuszkowego lokatora. Informacje które przeczytacie dotyczą często jego rozwoju, samopoczucia, jakaś wskazówka dla Was dot. wykonania badań. Bardzo przyjemna aplikacja, która mile nastraja na cały dzień - codziennie przeczytacie coś nowego :) Mamy też zabawną, ruchomą ilustrację oraz porównanie rozmiaru do owocu. 




Trzecia apka warta uwagi to : 
Moja Ciąża

TUTAJ do pobrania. 

Jest znacznie bardziej rozbudowana i posiada kilka podstron (z których ja nie korzystam, bo wolę jednak wersje papierowe wszelkich list wyprawkowych np.) W aplikacji w każdym kolejnym tygodniu Waszej ciąży pojawiają się informacje dotyczące rozwoju Waszego Maluszka. Są też wskazówki, informacje dotyczące ewentualnych dolegliwości, które mogą pojawić się u Was. Co ciekawe, u mnie bardzo te wpisy się przekładają na moje aktualne samopoczucie. Więc okazuje się, że apka bywa pomocna w uspokojeniu, bo kiedy przeczytasz, że coś może Cię boleć w danym okresie ciąży - nie ukrywam - mnie cieszy, że "to normalne".
Jak wspominałam są też podstrony z możliwością odznaczania postępu w kompletowaniu wyprawki, czy też "przypominajki" o wizytach i badaniach kontrolnych. 





Czwarta i ostatnia aplikacja, którą mam na telefonie to :
Happy Baby 

TUTAJ można pobrać 

Apka podobna do poprzedniej, z tymże tutaj też mamy licznik, wskazówki zdrowotne, informacje o rozwoju naszego maluszka, porównanie wagowe i sporą dawkę wiedzy na temat tego co nas może dotknąć w danym tygodniu ciąży. 
Co fajne, w obu aplikacjach te wiadomości są inne, wzajemnie się uzupełniają, więc naprawdę można dużo dowiedzieć się o tym jak rozwija się nasze maleństwo. Przyjemne dla oka grafiki ze zmieniającą się w naszym łonie Kruszynką









Dla każdego coś dobrego, na pewno znajdziecie taką, która spełni Wasze oczekiwania, bo wybór jest naprawdę spory! 


Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger