stycznia 22, 2018

Wyprawka do szpitala dla mamy i noworodka.

Wyprawka do szpitala dla mamy i noworodka.
Szósty miesiąc to czas, kiedy już bez większych krępacji mogę zabrać się za wszystko co związane jest z przygotowaniem do powitania naszej Kruszynki. 
Temat wyprawki długo i mozolnie spędzał mi sen z powiek, ale muszę powiedzieć, że wczoraj ruszyło się - kupiliśmy wózek. A to już bardzo duży postęp. 

Dziś chcę poruszyć temat wyprawki do szpitala. Każdy szpital (a przynajmniej większość) ma swoją rozpiskę potrzebnych rzeczy na stronie internetowej. Ewentualnie można się przejechać, przy okazji obejrzeć gdzie czekają nas pierwsze chwile z maluchem po tej stronie brzucha i  poprosić o takową. 

Jako mama po - raz - drugi, swoją listę mam już zweryfikowaną. Wiem co przydało się bardziej, a co okazało zbędne. 


1. Karta ciąży ze wszystkimi ostatnimi badaniami, grupą krwi i wynikiem GBS
2. Dowód osobisty
3. Koszula do porodu
4. Koszula do przebrania po porodzie
5. Jednorazowe majtki 
6. Duże podpaski lub wkłady poporodowe
7. Klapki i ręcznik pod prysznic + żel do mycia
8. Woda niegazowana z dziubkiem
9. Drobne przekąski suche : baton, kanapka, herbatniki 
10. Ciepłe skarpetki
11. Szlafrok i kapcie
12. Pomadka ochronna do ust ewentualnie mały krem nivea 
13. Gumki do włosów. 

Tata lub partner powinni zaopatrzyć się w szpitalne kapcie i fartuch (w niektórych nie wymagają), drobne do automatu jakby zgłodniał, lub chciał się napić kawy. 


W torbie zabieranej na salę porodową powinny znaleźć się też drobiazgi dla naszego Maleństwa. Te ubranka, w które zostanie ubrane tuż po wyjściu na świat.

1. Dwie pieluszki tetrowe
2. Dwa pampersy
3. Jedna sztuka body z długim rękawkiem
4. Jeden pajacyk z długim rękawkiem
5. Skarpetki
6. Cienka czapeczka
7. Rękawiczki niedrapki
8. Kocyk lub rożek 


W tej torbie warto pochować w opisane woreczki sprężynowe poszczególne elementy garderoby. Np. body, pieluszki tetrowe dla Maleństwa.
Ułatwi to organizację w niej.

Mama : 
1. Duże, chłonne podpaski, lub wkłady poporodowe.
2. Wkładki laktacyjne
3. Płyn do higieny intymnej, żel pod prysznic, szampon, pasta i szczotka do zębów, dezodorant, krem do twarzy i rąk 
4. Dwa ręczniki : jeden kąpielowy i jeden mniejszy
5. Szczotka do włosów
6. Koszule do karmienia (2 sztuki)
7. Staniki do karmienia
8. Skarpetki
9. Kubek, sztućce jednorazowe
10. Chusteczki odświeżające / do demakijażu
11. Kosmetyki do makijażu (nie mówię tu o krwisto czerwonej pomadce), ale o podkładzie czy tuszu do rzęs. 
12. Ładowarka do telefonu
13. Laktator z jedną butelką. 

Dziecko : 
1. Paczka pieluszek
2. Chusteczki nawilżające
3. Pieluszki tetrowe
4. Czapeczka na zmianę
5. Skarpetki
6. Trzy pajacyki, body
7. Ręcznik kąpielowy z kapturkiem
8. Oliwka lub krem nawilżający
9. Krem do pupy (u mnie sprawdził się od pierwszych dni alantan)
10. Ewentualnie smoczek jeśli zamierzacie używać.
11. Octanisept do pępuszka
12. Waciki do przemywania oczek czy właśnie pępka


Tak wygląda moja lista wyprawkowa do szpitala, a może o czymś zapomniałam? 





stycznia 18, 2018

Przypadki ciężarnej, czyli o kulturze naszego społeczeństwa.

Przypadki ciężarnej, czyli o kulturze naszego społeczeństwa.
Już za kilka dni wkroczymy dumnie w 24 tydzień ciąży. Szósty miesiąc. Zleciało to tak prędko, że na prawdę jak widzę na aplikacjach liczbę pozostałych dni do porodu - uśmiecham się. 
Brzuszek jest już widoczny, mimo że waga dzięki moim staraniom związanymi z cukrzycą ciążową stoi niemalże w miejscu, a maleństwo ma 560 gram. Rośniemy, powolutku i dobrze, im później mi skoczy tym mniej będzie do zrzucania. Ale ja nie o tym chciałam. 

W ciągu tych 6 miesięcy miałam okazję spotkać się z trzema sytuacjami, które mną wstrząsnęły. Pierwsza miała miejsce jeszcze przed świętami, kiedy w Biedronce robiłam zakupy. Między skrzynkami były małe odległości a pchał się na mnie starszy mężczyzna z wózkiem. Pytam się więc, gdzie mam się przesunąć, bo chyba widzi że nie ma miejsca? 
Usłyszałam, że powinnam schudnąć zatem. Odparłam, że jestem w ciąży i poproszę o trochę kultury, bo pan grzeszył swoim brzuchem piwnym. Padło z jego stron sporo nie przyjemnych słów, a ja wyszłam ze sklepu i trzęsłam się z nerwów. 




Druga spotkała mnie w zeszły wtorek, kiedy to śnieg sparaliżował Gdynię, komunikacja miejska jeździła z ogromnymi opóźnieniami, autobusy i trajtki były przepełnione po brzegi. Stałam i grzecznie czekałam aż zwolni się jakieś miejsce. Dookoła siedzieli ludzie starsi, ale im młodzież i mężczyzni. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi, dopóki sama nie zapytałam się młodzieży czy mogę usiąść. I nie zrobiłam tego z byle powodu, autobus szarpał, ludzie obijali mi się o brzuch, bałam sie, że w końcu ktoś na mnie upadnie i mnie zgniecie - serio. 



Trzecia spotkała mnie dziś.
Ja generalnie nie jestem jakoś przewrażliwiona na tym punkcie, jeśli czuje się dobrze, nie wychylam się, odstoje swoje grzecznie. Byłam dziś umówiona na kontrolę do diabetologa na 11:10. W korytarzu czarno od ludzi, duszno, bo kaloryfery chyba na max puszczone. Pytam grzecznie kto ostatni i na jaką godzinę. Opóźnienie spore, jak zawsze u lekarza na NFZ. Usiadłam, czekam z zamiarem wejścia po ludziach umówionych na 11:00. Czuje jak robi mi się gorąco, zaczynam się wachlować książeczką kontrolną cukrów. Nikt nie zwraca uwagi. 
Godzina 12:10 pytam się Pani, która czatuje pod drzwiami, czy mogę wejść przed nią, bo ja dosłownie na 5 minut (serio tyle trwa moja wizyta u diabetologa). Ona, że nie, absolutnie, bo ma opłacony parking, a siedzi tu już bardzo długo. 
Wkurzyłam sie, weszłam równo z nią i zapytałam lekarki czy mogę wejść, bo czuje się słabo i będą mnie zaraz zbierać z podłogi. Zgodziła się oczywiście. 
Żadna starsza osoba, ani żaden ani starszy, ani młodszy (bo też byli tacy) nie zaproponowali, nie powiedzieli, że wpuszczą mnie przed sobą. Jakbym nie zawalczyła o swoje, to siedziałabym pewnie kolejną godzinę. Kiedy wyszłam, po tych 5 minutach (dosłownych!) usłyszałam od pana w średnim wieku, że ciąża to nie choroba i że on też doklei sobie brzuch i będzie wchodził bez kolejki. 
Gotowało się we mnie, ze złości, z bezsilności na ludzką znieczulicę i głupotę. 

Lubię tą ciążę za to, że mimo tej cholernej cukrzycy i tego, że średnio w nocy sypiam nie wiele rzeczy mi dokucza. Mam wręcz niskie ciśnienie, badania krwi i moczu super. Nie narzekam, na prawdę. I wiem, że nie jestem chora, ale ludzie trochę kultury, trochę szacunku, trochę inicjatywy. Przepuszczenie jednej osoby w kolejce was nie zbawi, sama często przepuszczałam starsze osoby w sklepie jak nie byłam w ciąży. Ale widzę, że to dobro do mnie nie wraca, jak sama nie zawalczę o to, aby mnie przepuszczono, to nikt tego nie zrobi, ba jeszcze usłyszę, epitety na dowidzenia pod swoim adresem. 
I jakim prawem starsze osoby wymagają od młodszych szacunku i kultury dla siebie, jak sami pokazują jakimi potrafią być bezdusznymi dla ciężarnych czy matek z małymi dziećmi, które będą ich w przyszłości utrzymywać ze swojej pracy?!

Sorry, ja odpadam w tej kwestii. Brakuje mi słów i sił na zrozumienie tego. 


stycznia 11, 2018

Nie wkurzaj ciężarnej, czyli czym przyszli ojcowie denerwują ciężarne partnerki.

Nie wkurzaj ciężarnej, czyli czym przyszli ojcowie denerwują ciężarne partnerki.
Kobieta w ciąży nie powinna się denerwować, bo ma to negatywny wpływ na dziecko. Mówią mądre źródła. Czasem jednak się nie da, bo nasi ukochani mężczyźni, mężowie, partnerzy zapominają o tym. 

Nie zrozumienie i brak inicjatywy przy wyborze elementów wyprawki
"Uhmm" 
"A po co znów przeglądasz te aukcje/ogłoszenia?"

Te wszystkie małe ubranka, kocyki, śpiworki i smoczki są dla nas - przyszłych mam - bardzo ważne. To one przybliżają nas do tego najważniejszego dnia. Każda otwierana paczka z przesyłką cieszy nas jak wygrana w totolotka. Każda czapeczka, czy para skarpetek. Naiwnie wierzymy, że nasi partnerzy / mężowie przejmą od nas chociaż kilka gram tej euforii. Usiądą, poprzeglądają z nami 856 stron na allegro niemal identycznych sukienek czy śpioszków. Wykażą choć odrobiny zainteresowania, a nie przy 5-tej stronie usłyszymy tylko "Uhm, ładne". 


Ślepota wybiórcza.
Papierek leży na podłodze. Przejdzie koło niego, nie podniesie.

Ciąża to nie choroba - oczywiście. Ale tak jak miło nam kiedy ktoś w zatłoczonym autobusie ustąpi miejsca, albo wpuści nas w kolejce w sklepie przed siebie, tak mamy prawo oczekiwać od swoich mężczyzn odrobiny dobrych chęci w utrzymaniu porządku w przestrzeni domowej, w której de facto wspólnie urzędujemy. Powiększający się brzuszek, uciskająca na narządy wewnętrzne macica sprawia, że schylanie, kucanie bywa bolesne, powoduje zadyszki. 

Nie zrozumienie humorkow przez szalejące hormony. 
Uważają że wyolbrzymiamy pewne sprawy, że jesteśmy zbyt delikatne.

Kilkakrotnie zdarzyło mi sie już, że jakoś dziwnie, boleśnie wkułam sobie igłę od pena z insuliną. Udo tak zabolało, że czuje je potem pół nocy. Nie wiem już gdzie sie wkuwać, bo siniaki pojawiają sie po każdym podaniu. Co usłyszałam?
Ano, że sobie wmawiam, że mnie boli, że nastawiam się, że to efekt placebo. Myślę o tym, że na pewno będzie bolało no i efekt natychmiastowy mam - BOLI. O ile przyjemniej byłoby, gdybym zamiast tego poczuła wspierającą rękę na moim ramieniu. 
Znam też przypadki, kiedy małżonkowie mieli pretensje do ciężarnych o to, że musieli słuchać jak wymiotują. Panowie, nie robimy tego z przyjemnością. Nasze dolegliwości żołądkowe, czy jakiekolwiek inne to efekt uboczny stanu błogosławionego. Tak on się nazywa, a teoria nieco odbiega od rzeczywistości - jak zawsze. 




Mówią że to kobiety tracą w ciąży zdolność logicznego myślenia jednak prawda jest nieco inna.

On czegoś zapomni, ale nie przyzna się, najprościej zrzucić to właśnie na ciążowa utratę pamięci i logiki w umyśle ciężarnej, w którym przewijają się aktualnie ubranka i rozmiary pieluszek tetrowych. 

Druga ciąża oczami przyszłego ojca nie jest już tak euforycznym stanem jak u kobiety. Nie ma tej iskry, która odpala się przy tym co kompletnie nowe, nieznane. Dlatego nieco obawiam się jak będzie kiedy Mała pojawi się już po tej stronie. Co do relacji z Bartkiem, mam pewien plan, ale małżonek okazuje sie kompletnie nie odczytaną stroną naszej księgi. Szczerze? Brakuje mi bardzo dzielenia tej euforii, każde naprędce wymyślone wytłumaczenie na brak zainteresowania tym o czym mówię w aspekcie wyprawki jest przykre. Dobrze, że chociaż mój Mały mężczyzna ekscytuje się prawie na równi ze mną.


stycznia 10, 2018

Na co do kina? Fernando - Byczek o owczym sercu.

Na co do kina? Fernando - Byczek o owczym sercu.
Wybraliśmy się dziś z Bartkiem do kina. Chcieliśmy pójść na Magiczną Zimę Muminków, ale niestety przegapiliśmy i mogliśmy iść dopiero dziś. Wybór padł na "Fernando". Czyli historię o byczku. 



Cała historia zaczyna się od tego, że poznajemy doskonale odmienny charakter tego stworzenia. Ferni różni się od swoich rówieśników. Nie interesują go walki, bodzenie rogami i starania o wykazanie się swoją siłą, mające na celu przyszłościowy wybór przez torreadora na arenę. 

Fernando kocha małe stworzonka i ... kwiaty. 

Kiedy maluch zostaje sam, po ostatniej walce swojego ojca ucieka z zagrody przed siebie. Jego podróż kończy się w stajni, do której przychodzi dziewczynka, która staje się dla niego nową rodziną. 



Sielanka kończy się w momencie kiedy nie usłuchany byk, o rozmiarach małego słonia wybiera się na własną rękę na Festiwal Kwiatów za swoją opiekunką, mimo wyraźnego zakazu. 
Fernando trafia z powrotem do hacjendy, która przygotowuje byki na walki z torreadorami. 



Przed nim trudne zadanie. Musi udowodnić wszystkim - i kolegom bykom i ludziom - że nie każdy spór należy rozwiązywać za pomocą mięśni i nie każdy byk jest potworem stworzonym do walki z czerwoną płachtą.



Ferni to wyjątkowa postać, która siłą swojego umysłu i serca pokonuje wiele przeciwności losu, które stają na drodze do jego wolności i spokojnego życia na farmie, u boku swojej ukochanej opiekunki. 



Bajka świetna. Bartkowi bardzo się podobała, więc śmiało polecamy wybrać się już z 4-5 latkami na nią. Warto. 

stycznia 05, 2018

Konkurs z canpol babies : wygraj matę edukacyjną dla swojego maluszka!

Konkurs z canpol babies : wygraj matę edukacyjną dla swojego maluszka!


Dzięki uprzejmości Canpol Babies udało mi się dostać dla Was, na konkurs -  matę edukacyjną. Szczerze, to sama chętnie bym ją przygarnęła dla Naszej Królewny :) 

Konkurs odbywa się na blogu, i tu piszemy w komentarzach odpowiedzi na konkursowe pytanie. 
Oczywiście miło będzie jeśli udostępnicie plakat na swoich profilach na Facebooku i zaprosicie pod plakatem znajomych do zabawy. Im nas więcej, tym weselej :) 

Bawimy się od dziś, 5.01.2018 do 12.01.2018 do godziny 20:00. 

ZADANIE KONKURSOWE : 

"Jaką najcenniejszą radę chciałabyś / chciałbyś przekazać swojemu dziecku, aby kierował się nią w swoim życiu?" 

Wyboru dokonamy wspólnie z komisją konkursową składającą się ze mnie i Bartkowego Taty. 
Wysyłka nagrody przez Canpol Babies w przeciągu 14 dni od zakończenia konkursu. 

Dobrej zabawy Kochani! 

stycznia 02, 2018

Oficjalnie : Połowa za nami, czyli o tym jak jest w 21 tygodniu ciąży.

Oficjalnie : Połowa za nami, czyli o tym jak jest w 21 tygodniu ciąży.

Minęło nam 21 tygodni. Ponad połowa. Wciąż pamiętam jak ze łzami w oczach oglądałam dwie, a właściwie cztery kreski na dwóch testach ułożonych na pralce. Mam wrażenie, że ta ciąża leci mi bardzo szybko, szybciej niż Bartusiowa i w sumie nie pogniewam się, jeśli zostanie tak już do końca, bo obawiam się, że pod koniec dopadnie mnie jednak syndrom niecierpliwca ;) 


Nasze Maleństwo : 

Dziecko jest wielkości sporego banana. Od czubka główki po pośladków mierzy około 18 cm. Waży prawie 315 gramów.
W 21. tygodniu ciąży rączki i nóżki dziecka mają już odpowiednie proporcje. Miękkie, delikatne chrząstki układu kostnego dziecka twardnieją, zamieniają się w kości. 
Wraz z rozwojem układu nerwowego ruchy dziecka są coraz lepiej skoordynowane. 
W 21. tygodniu ciąży dociera do niego coraz więcej dźwięków. Odgłosy dobiegające z wnętrza twojego ciała (te, które towarzyszą pracy żołądka i jelit, szum przepływającej w naczyniach krwi i bicie serca oraz twój głos, który rezonuje w całym ciele) już zna, ale teraz docierają do niego także dźwięki ze świata zewnętrznego. Stopniowo uczy się je rozpoznawać i odróżnia przyjemne od nieprzyjemnych. Na te niemiłe reaguje szybszym biciem serca i drżeniem całego ciała, a przyjemne działają uspokajająco i kojąco.
 


Mamusiowy wygląd.

Mówią, że jak w łonie rośnie dziewczynka to "zabiera" Ona mamusi urodę. Dlatego właśnie wszyscy, a w szczególności małżonek obstawiali, że u nas będzie chłopiec, bo prócz kilku standardowo wychodzących wągrów moja twarz ponoć wypiękniała, wyszczuplałam. Włosy rosną na głowie jak szalone. Biust powiększył swoją objętość. Brzuch właściwie niewiele się zmienił, w obcisłych golfikach zimowych faktycznie coś tam widać, ale szaleństwa nie ma. Na razie jestem wciąż na minusie (jutro dowiem się ile, bo mam wizytę u diabetologa i ginekologa). 
Nie mam też rozstępów na brzuszku, bo jak w poprzedniej, tak i w tej ciąży używam Ziajki przeciw rozstępom i jak na razie - działa. 

Problemy i bolączki

Nadal odznaczam dni w kalendarzu od jednego podglądania na ekranie do drugiego. Jutrzejsza wizyta połówkowa da nam już 100% odpowiedź czy nasza Izabela jest Izabelą i czy to, że wciąż nie czuję kopniaków (u Bartka czułam już w 18 tygodniu) nie jest powodem do niepokoju. 
Czasem pobolewa mnie brzuch, zwykle jedna / dwie nospy i odpoczynek pomagają, ale prawda jest taka, że ciężko odpoczywa się przy aktywnym pięciolatku w domu. Owszem, kiedy jest w przedszkolu mogę pozwolić sobie na słodkie lenistwo i ograniczam się tylko do gotowania i wstawienia kolejnego prania. Ale teraz akurat spadła na Młodego angina, przed nami 10 dni w domu i nie jest lekko. Młodzież mimo antybiotyków i nawracającej gorączki nie poleży spokojnie. A ja wciąż nie z tych, co to puszczają na cały dzień bajki, byle mieć z głowy. Także gramy w planszówki, czytamy, bawimy się hot whellsami. 
Największym moim stresem i bolączką pozostają cukry. Niekiedy dzień jest uroczy i nie przekraczam żadnym posiłkiem nawet 120. Niestety idylla szybko się kończy i poranek witam z poziomem ponad 90. Jestem już na poziomie 10 j insuliny, moje uda są całe w siniakach, a opuszki palców odmawiają posłuszeństwa i często muszę nakłuwać kilka razy, aby upuścić te kilka potrzebnych kropel. Mam nadzieję, że jutro na połówkowym dowiem się, że waga maleństwa jest prawidłowa i moje starania nie idą na marne. 

Samopoczucie

Od 14 tygodnia, kiedy to minęły mi wymioty czuję się lepiej. Nie boję się już wychodzić z domu, z obawą, że nie znajdę ustronnego miejsca w razie potrzeby. Prócz pobolewania i kłucia po większych wysiłkach właściwie nic mi nie jest. Ostatnio mam problem z ułożeniem się w nocy do snu. Po nocnym kręceniu i takich poszukiwaniach pozycji akceptowalnej przez lokatorkę, z rana bolą mnie biodra i odcinek lędźwiowy kręgosłupa, ale po rozchodzeniu jest dobrze. Musze koniecznie kupić rogala do spania (i karmienia), bo pamietam, że przy Bartku często ratował mi nocki. 

Zakupy i stan wyprawkowy. 

Nadal nie bardzo ruszyliśmy z kupowaniem, bo najzwyczajniej brakuje na to funduszy. Owszem, przeglądam sobie allegro, olx i facebookowe grupy. Mam sporządzoną listę potrzebnych rzeczy dla siebie, dzieciątka. Chciałabym w końcu kupić szafę do pokoju Bartka, aby przenieść go z komody do "dorosłej" szafy. 
Póki co kupiłam kilka drobiazgów "przy okazji" zakupów w aptece internetowej. Jednorazowe majtki poporodowe, gaziki nasączone do pępuszka, podpaski w największym rozmiarze, podkłady. Na jednej grupie przyczaiłam się na darmowe pieluszki tetrowe. Także małymi kroczkami.. Zostało niewiele czasu, dla mnie te 5 miesięcy zleci pewnie podobnie jak te, które są już za nami. 



Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger