marca 08, 2018

30 tydzień, szpitalne rozterki i nasze małe święto.

Wieloryb powoli dopływa do brzegu. Ubieranie butów, wiązanie sznurówek (akurat teraz musiały mi się popsuć zimowe buty, zapinane na zamek), wkładanie skarpetek, golenie się - staje się koszmarem. Nie potrafię sobie wyobrazić jak ciężko byłoby mi, gdybym miała jeszcze dodatkowe kilogramy. A tak wchodząc za moment w 31 tydzień mogę poszczycić się tym, że nic się nie zmieniło. Od początku ciąży schudłam 4 kilogramy, przy czym na wczorajszym ważeniu waga na plus zmieniła się o 0,7 dag. . 

Z innych medycznych nowinek : 

Malutka waży 1600 gram (wielkościowo tydzień więcej niż termin z OM) . Nie obróciła się jeszcze główką do dołu. I wszelkie ciążowe obrazki w sieci, które widzę ukazują dzieciątko w 30 tygodniu, które wygląda praktycznie jak donoszony noworodek.
- pierwszy raz od początku ciąży pojawiły się bakterie w moczu 
- umieram na ból spojenia łonowego (przy Bartku nie miałam tego problemu) . Ból pojawia się po dłuższym chodzeniu. Z rana jest w porządku, ale siedzenie, chodzenie jest już problemem. Ponoć nie ma na to sposobu - trzeba przeżyć. 
- cukrzyca dalej nie daje się okiełznać. Wciąż wyniki na czczo nie są takie jak być powinny. Aktualnie podaje sobie 25j insuliny na noc. Po posiłkach jest ok, najgorsze jest to, że w tej ciąży mam strasznego smaka na winogrona i skutek jest taki, że jak zjadłam kilka o 17, to o 19 po kolacji miałam cukier 170. Pierwszy raz taki wysoki. 

Poza bólem spojenia i cukrzycą nie mogę właściwie na nic narzekać. Wielki brzuch nie daje mi się już zbyt dobrze wysypiać, często wstaje w nocy na siusiu (4-5 razy), i powinnam więcej pić, a nie należę raczej do osób, które nie rozstają się z butelką wody (wiem, mój błąd..) Pamiętam, że jedyny okres w moim życiu kiedy butelka wody była moim nieodłącznym orężem to moment początków karmienia piersią Bartka. Wczoraj dostałam od lekarza ochrzan, więc dziś od rana sączę sobie zieloną herbatę. Prócz nawodnienia liczę na to, że mnie troche uspokoi. Od wczoraj mam kiepski nastrój. 
Tak strasznie czekam już na wiosnę, śpiew ptaków, słoneczko i na pojawienie się naszej Księżniczki. Pokładam w tym nadzieję na to, że wraz z Jej przyjściem spadnie na nas trochę weselszy okres. Bo ostatni jest bardzo ciężki. 

Aplikacja pokazuje, że zostało nam 72 dni. 
Na wczorajszej wizycie padło pytanie o to, gdzie będziemy rodzić ?
Ostatnie wydarzenia mające miejsce w szpitalu w którym rodziłam Bartka i na który byłam niemal zdecydowana od początku, nieco ostudziły moje pozytywne nastawienie do niego. Z drugiej strony takie sytuacje mają miejsce wszędzie. Zastanawiałam się nad Wejherowem (II stopień referencyjności) , jakoś podświadomie odsuwam od siebie gdańskie placówki ze względu na złe wspomnienia (z Zaspą) i odległość. Wiadomo, że ze względu na Bartka małżonek prawdopodobnie weźmie urlop dzięki czemu będzie mniej ograniczony z dojazdem do mnie, ale droga do Gdańska w przypadku dłuższego mojego pobytu może być kłopotliwa. Także temat pozostaje wciąż otwarty, zobaczę pewnie jak będzie dalej kształtował się mój problem z cukrami, czy będę musiała szybciej się zjawić na patologii - wiele czynników się na tą decyzję składa, a ja mam jeszcze chwilkę na zastanowienie. 

Dziś na kalendarzu 8.03 więc mamy dziś z tatowym małe święto. 
11 lat temu dokładnie 8.03 zakończył się mój najbardziej toksyczny związek w który wdepnęłam jak w wielką, psią kupę. Zrozpaczona i uwolniona wieczorem zasiadłam do komputera i zaczęłam czatować na Trójmiejskim czacie z jednym z użytkowników. I tak wszystko się zaczęło.. 
12.03.2007 odbyliśmy swoją pierwszą randkę w realu a potem już poszło z górki.. I chociaż za nami wiele wyboistych dróg wciąż jesteśmy razem, mamy super fajnego synka i przed sobą kolejną, mega przygodę, którą zapewni nam nasze drugie szczęście.



Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger