kwietnia 17, 2018

Kiedy nadchodzi ten gorszy czas ... Kumulacja dolegliwości w 36 tygodniu.

Te 35 tygodni minęły mi naprawdę spokojnie. Prócz standardowych dolegliwości, zmęczenia, senności.. naprawdę nie miałam na co narzekać. Nawet kiedy pogodziłam się z cukrzycą, zaakceptowałam ograniczenia, jadłam zdrowo - wiedziałam, że robię to przede wszystkim dla Niej. Z tą myślą żyłam pół roku (od listopada). Z tą myślą wkuwałam sobie pen z insuliną każdego wieczora. Zaciskałam zęby i powtarzałam sobie, że już niedługo.. 

Wszystko zmieniło się w minioną środę. Złapały mnie okropne duszności i bóle pod lewą piersią. Żadna pozycja nie przynosiła ulgi. Na zegarku dochodziła 22, kiedy wsiadałam w taxówkę i zaczęłam swój objazd po szpitalach. Suma summarum wróciłam do domu koło 1:00, z informacją, że to prawdopodobnie dolegliwości gastryczne. Nie chcę pamiętać tej nocy, to w sumie jedyna taka, kiedy znów odczułam w jak beznadziejny sposób działają polskie szpitale, w jaki sposób traktuje się ciężarne. Niech to wspomnienie jak najszybciej uleci z mojej głowy. Ot, takie mam życzenie. 

Czwartek. 
Pojawiło się swędzenie dłoni, stóp, pleców, szyi, brzucha. Jestem w miarę na bieżąco z nowinkami bo lubię poczytać fachową literaturę z działu ciążowego. Domyśliłam się, że może to być cholestaza. 

"Cholestaza ciążowa (pełna nazwa: wewnątrzwątrobowa cholestaza ciężarnych, WCC) jest rzadką chorobą. W Polsce dotyka około 4 procent kobiet w ciąży. Istnieje rodzinna skłonność do jej występowania, ale bezpośrednia przyczyna choroby związana jest z działaniem hormonów płciowych: estrogenów i progesteronu. Ich stężenie jest największe w III trymestrze ciąży (około 30. tygodnia) – wtedy właśnie może okazać się, że wątroba jest zbyt słaba, by poradzić sobie z tak dużą dawką hormonów. Dochodzi wówczas do wewnątrzwątrobowego zastoju żółci."

Mając nadzieję, że to chwilowe i tylko mi się wydaje przeczekałam czwartek, piątek, ale w sobotę poleciałam z rana na badania wątrobowe. Niestety wyniki są podwyższone. Wczoraj miałam przyśpieszoną wizytę i dla stu procentowego potwierdzenia musiałam dziś jeszcze zrobić badanie kwasów żółciowych. 

Wczorajsza wizyta potwierdziła, że Misia jest już bardzo nisko, lekarz powiedział, że jak będę się tak dalej rozwijać, to mogę nawet nie dotrwać do stawiennictwa na 7.05, bo kumulacja cukrzycy i cholestazy może przyśpieszyć nasze rozwiązanie. 
Tak czy siak, termin z miesiączki, czyli 20.05 jest zupełnie nierealny. Szczerze - cieszę się. 

Nie narzekałam, nie miałam dość. I chociaż nadal uwielbiam ten stan i będę tęsknić za brzusiem i kopniaczkami. Ale mam nadzieję, że te 3 tygodnie (albo i mniej) zlecą nam równie szybko jak dotychczasowe 35 tygodni. 


PS. Na zdjęciu nasza 2860 gramowa panienka, która bardzo się sfochowała, że ktoś jej robi fotkę i przeszkadza :) 
Bardzo podobna do braciszka z tego zdjęcia i zapowiada się tatusiowy nosek. 





Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger