sierpnia 20, 2018

Nie jest lekko..

Kiedy chodziłam w ciąży kogo nie spotkałam zapewniali mnie, że drugie dziecko różni się od pierwszego, że nie jest możliwe, aby drugie zachowywało się tak jak pierworodny. Cieszyłam się. Przed oczami malowała mi się wizja samodzielnie i spokojnie zasypiającego niemowlęcia w naszej wymarzonej kołysce. Ha ha! Dobry żart. 

Pierwsze spacery rozbudziły we mnie nadzieję, że nasz drugi syn faktycznie będzie lubił zwiedzać świat w swoim wozie. Szybko jednak Mu się odmieniło, na tyle, że aktualnie nawet podniesiony zagłówek w gondoli parzy i wywołuje spazmy płaczu, przy których prawie się dusi. Znów cofnęłam się do czasów sprzed pięciu lat, kiedy to "spacerowałam" z Bartkiem. Identyko! 

Moja kawa (jedna, bo na drugą w ciągu dnia ostatnio brakuje mi czasu i możliwości) coraz częściej rano jest zimna. Nie dlatego, że dolewam do niej za dużo mleka. Dlatego, że śniadanie w biegu, na rękach z płaczącym, wymagającym stu procentowej uwagi niemowlęciem stało się normą. 



Jeżeli to kolejny skok rozwojowy, to chciałabym aby jak najszybciej się skonczył. Wózek już po dzisiejszych akcjach odstawiłam. Próbuje przestawić się całkowicie na chustę, ale oznacza to tyle, że nie będziemy póki co ruszać na dalekie wojaże, bo Młody nie wytrzymuje w niej dłużej niż godzinę / półtorej. 
Jest coraz grzeczniejszy w niej, rozgląda się z ogromną ciekawością i sen zdecydowanie mu nie w głowie. Ale wciąż mam obawę : Co jak się rozkrzyczy? Gdzie Go położę jeśli nie bedę mieć wózka? 

Dziś wybralam się pierwszy raz w chuście (i bez wózka) po Bartusia do przedszkola. Udało się bez płaczu, bez wyginania w niej. Zasnął dopiero prawie przy naszym bloku. Pomijam, że spał w ciągu dnia tylko pół godziny. Spanie i jazda w wózku to jakiś koszmar. I to dokładnie taki sam jak był przy Bartusiu. Więc sorry - ale jest możliwe mieć dwójkę takich samych dzieci. Dzieci, które reprezentują takie same zachowania. 

Jestem zmęczona i to strasznie. Mąż, który pomaga ile może i na ile pozwala Mu czas, zapowiedział, że nie będzie chodził z Kacprem na spacery, więc przebywam z Małym 24h/dobę. Jak czytam wpisy koleżanek z forum, że chodzą na manicure, do fryzjerów, na zakupy... Szczerze im zazdroszczę. Też marzy mi się wyjść choćby do Biedronki na spokojne, samotne zakupy - to byłby luksus. Tymczasem wypicie szklanki wody w ciągu tygodnia, kiedy jestem sama z Kacprem to luksus, bo dziecię przechodzi aktualnie przyśpieszony lęk separacyjny i jak tylko znikam Mu z oczu włącza syrenę... 

O, własnie sie właczyła.. po kolejnej 30 minutowej drzemce...

1 komentarz:

Ania pisze...

Termin porodu zbliża się wielkimi krokami. Przede mną już tylko około 50dni oczekiwania aż świat wywróci się do góry nogami po raz drugi. Mam nadzieję, że jakoś to będzie, bo tak, jak na początku widziałam wszystko przez różowe okulary, tak teraz chyba gdzieś je zgubiłam, bo wciąż zadaję sobie pytanie: "Jak to wszystko będzie wyglądało? Jak dam radę?" Coraz trudniej jest mi wyobrazić sobie nasze przyszłe życie, nie we trójkę, a już we czwórkę. Już teraz zdarza się, że na niektóre rzeczy braknie czasu, co będzie dalej?
Czytając Twój wpis wiem, że wcale nie będzie łatwiej niż teraz...

Ania z bloga TRZY RAZY A.

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger