listopada 30, 2018

Jesteś matką? Nie masz prawa narzekać.

Jesteś matką? Nie masz prawa narzekać.
Do napisania tego wpisu natchnęło mnie kilka sytuacji, które ostatnio mnie spotkały. Pierwsza miała miejsce na moim Instagramie, gdzie pewien anonim wytknął mi to, że "ciągle narzekam". Byłoby dziwne, gdybym tryskała energią i radością w momencie kiedy moje dziecko cierpi, budzi się w nocy co godzinę a w ciągu dnia jest bardzo wymagające i buczące. Jestem matką, więc nie śpię razem z nim. Staram się wszystkimi sposobami ukoić Jego ból. Noszę, tulę, podaję pierś, zmieniam pozycje aby Jemu było wygodnie, zapominając o swojej wygodzie choć w minimalnym stopniu, co skutkuje bólem każdego mięśnia. I co? Czy to jest narzekanie? To próba podzielenia się swoimi bolączkami. Działam w sieci, więc wykorzystuje ją do tego także.
A jak ktoś nie ma ochoty czytać tego - > Sajonara! że tak powiem. 

Byłam dziś w aptece. Pojechałam do takiej, w której miało być taniej. Zostawiłam w niej dużo kasy (a kupiłam tylko potrzebne produkty dla dzieci, nic ponad!) Ale liczył się fakt, że nie było mnie w domu prawie 1,5h. Mąż został z Kacprem w domu. I zajął się nim super. Kacper zmoczył ubranie. Mąż go przebrał. Brawo. Znalazł ubranka, które potrzebował. 

Po moim powrocie powiedział "A Ty mnie nie pochwaliłaś, że znalazłem ubrania i przebrałem Kacpra". Poczułam jakby moje obolałe mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Kolana mi się zgięły.  

A czy mnie ktoś chwali, że cały tydzień noc w noc sypiam maksymalnie 4h i funkcjonuje w ciągu dnia? Że zrobiłam kalendarz dla Bartka i będę robić z Nim jeszcze zadania - bo mało mam obowiązków. Przecież to wszystko jest normalne. Chciałam dziecko. Jedno, drugie. Wiedziałam z czym wiąże się posiadanie dwojki w tym niemowlęcia. Halo. Ale czy mną ktoś się przejmuje? 

Nie mam prawa narzekać, bo jestem matką. Powinnam iść z podniesioną głową i uśmiechem na twarzy, nie zależnie czy boli mnie ona od niewypitego piwa czy od całodziennego buczenia Drugorodnego. A właśnie nie Moi Mili. 

Ostatni tydzień daje mi tak kosmicznie w kość, że popłakuje po kątach z bezsilności. Mimo, że kilka dni mężowski był w domu i pomógł - owszem.. Padam na przysłowiową twarz. Nikt nie zapyta : Jak się czujesz? Czy jesteś zmęczona? 
- Czy może Ci pomóc? / Powinnaś odpocząć. 
Nikt nie powie : 
- Idź odpocznij, ja pójdę na spacer z dzieckiem. 

Nie mam prawa narzekać, czuć się zmęczoną, bo to domena matczyna. Każdy myśli, że mam nieskończoną ilość mocy, że jestem superwoman. Nie jest tak.

Jest mi przykro. Bo zwykłe słowa "Super sobie radzisz" czy "Dasz radę, przecież to już długo nie potrwa" lepiej zabrzmiałyby niż "Przecież chciałas drugie dziecko", lub "To Twój obowiązek, jesteś matką, matki tak mają..." 

listopada 28, 2018

Fajnie jest mieć misiowego przyjaciela! Czyli o misiowym zestawie z Canpol Babies

Fajnie jest mieć misiowego przyjaciela! Czyli o misiowym zestawie z Canpol Babies
Przyjaciel to bardzo ważna postać w życiu każdego człowieka, niezależnie od tego, czy ma 6 miesięcy, 6 lat czy 60 wiosen. Każdy potrzebuje mieć kogoś, do kogo może się przytulić, wypłakać w ramię (lub uszkiem obetrzeć łzy). A jeszcze lepiej jak ten powierniczy duszek jest mięciutki i wydaje kojące dla duszy dźwięki. 

Zastanawialiście się kiedyś, czemu akurat MIŚ jest uznawany za takiego najbardziej dziecięcego przyjaciela? Dlaczego nie królik, albo hipopotam? Dlaczego nie ma Światowego Dnia Pluszowej Żyrafy? 



Kacper też ma od kilkunastu dni swojego oficjalnego pierwszego pluszowego Misia, którego uwielbia trzymać za łapkę podczas zasypiania (Miś może być też zaczepiony w wózku, ponieważ posiada specjalne kółeczko - zaczep umożliwiający taki manewr ;) ). Miś otrzymał imię Canpiś, czyt. Kanpiś (od Canpol babies). Ten pluszowy przytulak chyba polubił się z naszym brzdącem. Nie stawia oporu, kiedy Młody wgryza się pierwszym mleczakiem w Jego nogę (notabene, która jest bardzo fajnie kontrastowo ubarwiona), albo ssie dla ukojenia bólu dziąseł małe, szare uszko. Canpiś to maskotka z pozytywką w środku. Kiedy pociągniesz za "ogonek" leci przyjemna, kojąco - usypiająca melodyjka. Obawiam się tylko jednego... Co kiedy wyczerpią się baterie? Bo chyba są tam w środku? Żal będzie rozcinać Misiowi plecy, aby je wymienić. Powinien mieć z tyłu rzep aby wyjąc mechanizm i dokonać ewentualnej zmiany. No cóż. Na razie nie myślę o tej operacji. Póki co cieszymy się i korzystamy z Misiowej obecności. 





W zestawie, który otrzymaliśmy prócz Misiowej pozytywki znajdują się także inne misiowe cuda. 


Miś zawieszka z dzwoneczkiem, który fajnie sprawdzi się przy gondoli, bo posiada zaczep do przytwierdzenia. My z gondolą pożegnaliśmy się już jakiś czas temu, więc u nas dzwoneczek zabawia Kacpra przy macie.
 

Rodzinne grono Misiów Canpisiów zasila też Miś piszczałka. Naciskając na brzuszek wydaje piszczące dźwięki, które wywołują najczęsciej szeroki uśmiech na pyszczku naszego Malucha. 

Komplet dopełnia grzechotka w kształcie cukierka. Słodka to ona nie jest, raczej dość ciężka, więc nie polecamy dla dzieciaczków, które nie mają jeszcze zbyt dużo sił, aby utrzymać cięższe grzechotki, bo może podczas zabawy spać na twarz np. 
Kiedy kręcimy trzema elementami zabawki wydaje ona dźwięki, przypominające klikanie. Z tym, że jest to dość trudne zadanie i maluch (nasz prawie 7 miesięczniak) nie potrafi jeszcze takich manipulacji wykonywać. Fajnie, gdyby w środku grzechotki jeszcze coś latało przy potrząsaniu, bo aktualnie jest etap na potrząsanie i ewentualne uderzanie zabawkami w panele. Oooo tak! to daje Kacprowi mnóstwo frajdy ;) 







Podsumowując cały zestaw, który otrzymaliśmy od Canpol Babies jest bardzo sympatyczny. (Warto wspomnieć, że jest dostępny w dwóch kolorach, jeden pasuje dla dziewczynki, drugi dla chłopca). Oczywiście znalazłam dwa minusy, ale tak naprawdę przy całej gamie plusów są one bardzo drobne. Zabawki są ładnie i starannie wykonane, przyciągają uwagę malucha i wywołują jego uśmiech. Potrafią przykuć uwagę i zając na jakiś czas. Zdecydowanie polecamy :) 



Misie otrzymaliśmy w ramach programu BLOGOSFERA, który działa już długi czas na stronie Canpol Babies. Dzięki niemu Ty też, jeśli prowadzisz bloga możesz otrzymać na testy różnorakie produkty, lub zorganizować wspólnie z Canpolem fajny konkurs dla swoich czytelników. 

listopada 18, 2018

Zadania z kalendarza adwentowego 2018 oraz przypominajki z poprzednich lat.

Zadania z kalendarza adwentowego 2018 oraz przypominajki z poprzednich lat.
Oto nasze tegoroczne "zadania" z kalendarza adwentowego Bartka.

Edit. A tak wygląda nasze "cudo" :)























  1. SOBOTA : Pieczemy pierniczki

  1. NIEDZIELA. Jak co roku! Jedziemy spotkać się z Mikołajami na motocyklach!

  1. PONIEDZIAŁEK - SŁODKA NIESPODZIANKA

  1. WTOREK  - PISZEMY LIST DO ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA

  1. ŚRODA - WYCZYŚĆ DZIŚ SWOJE BUCIKI I ZOSTAW CIASTECZKA i MLEKO DLA MIKOŁAJA ORAZ MARCHEWKĘ DLA RUDOLFA!

  1. CZWARTEK - CZY ODWIEDZIŁ CIĘ DZIŚ MIKOŁAJ? TO CHYBA ZNACZY, ŻE BYŁEŚ GRZECZNY? SUPER!

  1. PIĄTEK - POKOLORUJ ŚWIĄTECZNY OBRAZEK

  1. SOBOTA - POJEDŹ DZIŚ DO BABCI BASI I ZAWIEŹ JEJ WŁASNORĘCZNIE POKOLOROWANY ŚWIĄTECZNY OBRAZEK

  1. NIEDZIELA - ODWIEDŹMY DZIŚ GRÓB NASZYCH BLISKICH I ZOSTAWMY ŚWIĄTECZNĄ ŚWIECZKĘ.
  1. PONIEDZIAŁEK - PISAKI

  1. WTOREK - OBEJRZYJ DZIŚ ŚWIĄTECZNĄ BAJKĘ

  1. ŚRODA - SŁODKA NIESPODZIANKA

  1. CZWARTEK - ZRÓBMY DZIŚ BAŁWANKA Z PATYCZKA. ZAWIESIMY GO NA CHOINCE.

  1. PIĄTEK - Przeczytaj i opowiedz rodzinie historię o Trzech Królach
  2. SOBOTA - SPRZĄTAMY DZIŚ W ZABAWKACH I SZYKUJEMY PACZKĘ DLA BIEDNEGO DZIECKA.

  1. NIEDZIELA - DEKORUJEMY NA KOLOROWO NASZE PIERNICZKI

  1. PONIEDZIAŁEK - WYKONUJEMY ŚWIĄTECZNE KARTKI Z ŻYCZENIAMI DLA PAŃ Z PRZEDSZKOLA I JUTRO JE WRĘCZAMY

  1. WTOREK - WYTNIJ PŁATKI ŚNIEGU KTÓRE PRZYKLEIMY NA SZYBĘ

  1. ŚRODA -  SŁODKA NIESPODZIANKA

  1. CZWARTEK - DROBIAZG

  1. PIĄTEK - PRZYKLEJAMY OZDOBY NA DRZWI I SZYBY

  1. SOBOTA- UBIERAMY DZIŚ CHOINKĘ

  1. NIEDZIELA - POMÓZ MAMIE W KUCHNI

  1. PONIEDZIAŁEK - JUŻ DZIŚ CELEBRUJ TEN MIŁY DZIEŃ. WESOŁYCH ŚWIĄT!



-> TUTAJ <- Znajdziesz nasz zeszłoroczny kalendarz wraz z zadaniami
-> TUTAJ <- Nasz kalendarz sprzed dwóch lat (Jejku, jaki Bartuś maluszek! )
-> TUTAJ <- 33 pomysły na zadania do kalendarza
-> TUTAJ <- Pomysły na to jak może taki kalendarz wyglądać
-> TUTAJ <- Cyferki na kalendarzowe paczuszki

Mam nadzieję że taka ściągawka się Wam przyda i wspólnie z nami, będziecie oczekiwać Świąt!

listopada 17, 2018

Przestałam z tym walczyć, czyli bycie mamą na 200%

Przestałam z tym walczyć, czyli bycie mamą na 200%
Na początku z tym walczyłam. Na siłę próbowałam oswoić siebie i Jego z nową rzeczywistością. Na siłę dostosować to Maleństwo do funkcjonowania naszego świata. Przecież tak niedawno dopiero co pojawił się na nim. Wszystko wciąż jest takie nowe, ciekawe, a nie kiedy przerażające. 
Próbowałam zapanować nad Jego drzemkami, nad jazdą w wózku. Ustabilizować rytm dnia i nauczyć samodzielnego zasypiania i spania u siebie. (Z wózkiem mi się udało! Nie dałam za wygraną, bo siłą wyższą było i jest nasze wychodzenie z domu chociażby po Bartka do przedszkola).

Potem dowiedziałam się, że mój drugi syn jest "wymagający". Jego potrzeby są silniejsze, większe. Potrzebuje mnie więcej. Moje 100% energetyczne oddanie to często za mało. Działam czasem już na wyczerpanych bateriach. Na totalnych oparach. Ale już nie walczę. 

Kacper ma pół roku, a ja wciąż nie ogarnęłam jego dnia. Kiedy mam wrażenie, że już - już jest jakoś usystematyzowany - BAM! - kolejny okazuje się zupełnie inny. Kiedy jednego dnia robi mi niespodziankę i śpi 2h na jednej drzemce (plus dwie 30 minutowe), drugiego postanawia spać na cały dzień tylko godzinę. Wkurzam się. Oczywiscie, że tak! Kto by nie chciał mieć od razu idealnie ustawionego niemowlęcia jak szwajcarski zegarek? Gdyby tylko się dało - zapewne wszyscy, każdy z nas - rodziców. 

Kilka dni temu na spacerze przeglądałam i przesłuchiwalam zaległe instastories'y. W obserwowanych profilach miałam mamę dwójki dziewczynek. Jedna bodajże 2-3 lata, druga w wieku Kacpra. Mama ta odpowiadała na pytania obserwatorów. "Moje dziecko przyzwyczaiło się do spania w wózku i zasypiania bujane na rękach. Jak ją oduczyć?". 

Odpowiedź mamy? To nie dziecko się nauczyło / przyzwyczaiło. To TY matko ją nauczyłaś. Sama do wózka i na Twoje ręce się nie położyła i nie bujała. 
Helloł... 

Coś mi nie zagrało. Mama - ponoć znawczyni w tematach okołodzieciowych (nie wiem, nie wnikam) stanowczo stwierdziła, że zasypianie dziecka (niemowlaka, małego dziecka) na rękach, w wózku, przy piersi - jest ZŁE. 

Też tak myślałam. Nie chciałam aby moje dziecko kiedykolwiek zasypiało w domu w wózku - zmieniłam zdanie, kiedy nosiłam je rozwrzeszczane przez pół h, by na kolejne pół zasnęło. Każda drzemka , każde zasypianie na nią było męczarnią. Nie przyzwyczaiłam Go do zasypiania w wózku. Odpowiedziałam w jakiś sposób na Jego potrzebę, bo w nim zasypiał szybciej, spokojniej. Nie było problemu z zaprzestaniem tego procesu. Wózek wyjechał dość szybko. Pojawiło się łóżeczko. 

Kacper jest trudnym, wymagającym dzieckiem. Zanim się pojawił, wizja naszego świata rysowała się w bardziej różowej barwie (nie tylko ze względu na Jego przewidywaną płeć). Bartek jako już odchowany przedszkolak był spokojniejszy. Karmiłam Go 18 msc i od pożegnania z mleczną krainą zaczął zasypiać sam. (Pomijam wieczory, kiedy jest chory, albo coś intensywnie przeżywa). 

Kapiszonek potrafi zasnąć sam, po wieczornej sesji karmienia, zdarza się, że odłożony ze smoczkiem i pieluszką pokręci się chwilkę i uśnie. Ale zdarzają się też wieczory, że muszę Go poprzytulać, pobujać bo płacze. I już z tym nie walczę. Nie zostawiam Go w łóżeczku, aby się wypłakał. Nie jest mi z tego powodu jakoś źle. Przecież nie będę Go bujać jak będzie miał 2-3 lata. Jak będzie miał 5, będzie zasypiał razem z bratem po sesji zabaw, bajek, bitew o miejsce na górze piętrowego łóżka. 

Te 6 miesięcy minęły nam tak szybko. Za moment będzie raczkował, biegał. Może kiedyś uda nam się wprowadzić co nieco systematyczności w nasze codzienne życie. Póki co ważniejsze jest dla mnie to, aby odpowiadać na Jego potrzeby. Chcę żeby wiedział, że ma we mnie wsparcie, że jestem blisko, że kiedy potrzebuje czuć moje ciepło, mój zapach - jestem tuż obok. To ten czas, który więcej się nie powtórzy. Za parę lat, kiedy będą mieć 10-15 - nie będzie tak łatwo ich przytulić, nie będą mnie potrzebować do bujania, zasypiania. Będą mieć swoje sprawy. 

Wtedy odetchnę. 

listopada 15, 2018

Moje dziecko to nie ekran telewizora, więc nie zaglądaj mi do wózka dziadzie!

Moje dziecko to nie ekran telewizora, więc nie zaglądaj mi do wózka dziadzie!
Moja agresja wobec tego postępowania rosła falowo z miesiąca na miesiąc. Przyzwyczaiłam i pogodziłam się z tym zachowaniem naszych pań sąsiadek, które piskliwym głosikiem i miliardem zdrobniałych słów atakują moje dziecko niemal każdego dnia. Każde nasze wyjście na spacer to spotkanie z bakteriami z ich dłoni. Nie chce wiedzieć, gdzie wcześniej je trzymały.

Nie mam na tym punkcie fioła. Mamy w domu psa, mam w domu starsze dziecko, które każdego dnia całuje młodszego, dotyka Jego rąk, ust, zabawek. Kacper bierze wszystko do buzi. Swoje zabawki, metki, matę na której się bawi. Nie trzęsę się nad nim kiedy to robi. Pozwalam Mu. Buduje jego system odpornościowy. 

Ale są granice! 
Moment, w którym obca osoba (dziwnym trafem najczęściej jest to osoba w podeszłym wieku - mentalność taka czy bezmyślność?) pochyla się nad wózkiem, gada coś do Kacpra a jeszcze nie daj Boże chwyta go za rękę. Ostatnio spotkała mnie sytuacja, gdzie obcy starszy facet, chwilę po tym jak skończył palić papierosa pochylił się do mojego półroczniaka. Dodatkowo podparł się bokiem wózka, ponieważ był wyraźnie w stanie upojenia alkoholowego. Przy wózku stał Bartek, którego poprosiłam o popilnowanie brata, a sama chciałam wejść na trzy minuty do osiedlowego sklepu po makaron. 
Trzy kroki od wózka mówię donośnym tonem do facia : "Proszę odejść od tego wózka", a On na to, że nie rozumie o co mi chodzi, przecież nic nie robi. Ciśnie mi się na usta wiele brzydkich słów, bo wciąż targają mną negatywne emocje związane z tą sytuacją. Nigdy nie zaglądałam do obcych wózków. Nigdy nie dotykałam bez pozwolenia dziecięcej ręki, a już nie daj Boże całowałam pucołowate policzki. 

Najgorzej było, pamiętam, jak mieliśmy ciężkie dni i Kacper płakał na każdym spacerze. Właściwie to nie płakał, tylko wydzierał się na pół osiedla. Wtedy też wszystkie "mądre" kobiety patrzyły na mnie z politowaniem (a może z wyrzutem, że krzywdzę moje dziecko?). Nie rozumiały, że on nie lubi wózka, nie lubi leżeć i patrzeć w niebo. Dopiero dziś, po pół roku sytuacja w miarę się uspokoiła. Nie boję się już wychodzić z domu, wypracowaliśmy swój system, który póki co się sprawdza. 

Ale! Wracając do zaglądania i wkładania łap do wózka. Ludzie! Kobiety! Babcie Drogie! Opamietajcie się proszę! Zwróćcie uwagę na to, że takie małe dzieci mają różną odporność. Wystarczy, że macie katar, że przed momentem kaszlałaś i zatkałaś usta ręką, którą właśnie pogłaszczesz moje dziecko po łapce, które ono potem wsadzi do buzi. Albo byłaś w toalecie i jak ogromna część społeczeństwa po podtarciu tyłka - nie umyłaś rąk. Albo dotykałaś osiedlowego kota, który łasił się do ciebie i sprzedał Ci parę pcheł. Albo paliłaś papierosa i śmierdzi Ci z buzi. Moje dziecko nie ma ochoty tego wąchać. 

Nie życzę sobie zaglądania, bez mojego pozwolenia, obcym ludziom do MOJEGO wózka! Nie życzę sobie pochylania się i gadania mojemu dziecku w twarz odorem alkoholowym albo papierosowym! Nie życzę sobie dotykania jego rąk i twarzy. Nie! Nie i koniec! Przykleje sobie na wózek plakietkę "Telewizor masz w domu, tam idź sobie pooglądać" o!

listopada 13, 2018

Dlaczego Koty boją się ogórków? Odkryj tajemnice domowych zwierząt razem z Wydawnictwem Wilga.

Dlaczego Koty boją się ogórków? Odkryj tajemnice domowych zwierząt razem z Wydawnictwem Wilga.
Sekrety domowych zwierząt (kotów, chomików, psów i kucyków!) w końcu odkryte. Publikacja "Zabawne życie zwierząt domowych" rozbawi Cię do łez od pierwszych stron. Odnajdziesz odpowiedzi na wiele pytań, dowcipne spojrzenie na zwierzęta z nutką autentycznych faktów naukowych. Dowiesz się m.in : 
  • O czym tak naprawdę myśli jamnik patrząc na długą kiełbaskę?
  • Dlaczego kot czasami omija kuwetę?
  • Dlaczego psy zjadają kupy na spacerze?
  • Z jakim zwierzakiem najlepiej się bawić?
  • Dlaczego zwierzęta są ze schroniska są znacznie lepsze niż te „nowe”?
Książka ta, to humorystyczna porcja wiedzy o zwierzętach z ogromna ilością zabawnych grafik. Dedykowana dzieciom w wieku 6-9 lat lub starszym (nawet dla dorosłych miłośników zwierząt). Czarno-białe grafiki są autorstwa wielokrotnego laureata konkursów graficznych Roba Jonesa. Autor książki James Campbell zadbał również o solidną dawkę empatii i edukacji w zakresie dbania o zwierzęta. Już 6-latek i starszy czytelnik jest na tyle, że opieka nad zwierzęciem domowym może stać się jego najważniejszym obowiązkiem oraz wielką przyjemnością. Dowcipne historyjki rozwiewają nasze wątpliwości, odkrywają nieznany i niezrozumiały świat naszych pupili. "Zabawne życie zwierząt" to taka troszkę encyklopedia, którą należy traktować z przymrużeniem oka. 

Książkę czytaliśmy systemem : Ja - Bartek, oraz Tata - Bartek. 
Mi - jako mamie - szczerze podobała się średnio, jakoś nie bardzo bawi mnie temat psich kup, zwłaszcza kiedy ostatnio notorycznie wjeżdżam w nie, spacerując po chodniku z wózkiem. Ciekawił mnie temat kota i ogórka :) Nareszcie wiem o co chodzi w tej teorii ;) 

Tacie i Bartkowi książka bardzo przypadła do gustu. Oboje zaśmiewali się do łez. Bardzo fajne jest to, że nie trzeba czytać jej strona po stronie. Jest to typ książki paragrafowej. Możesz uzupełniać wiedzę na dany temat, wrócić na początek, lub rozpocząć zupełnie nowe zagadnienie. 



W sumie fajnie, że na rynku pojawiają się takie książki. Jest to coś nowego, świeżego, co wprowadza dzieci w tematykę zwierząt i odsłania ich sekrety w tak przystępny sposób. 

Polecamy :) 

listopada 09, 2018

Kacperkowa szóstka! Czyli pół roczku za nami!

Kacperkowa szóstka! Czyli pół roczku za nami!
Ten miesiąc w przeciwieństwie do poprzedniego obfitował w nowości w rozwoju fizycznym naszego Młodszego. 



Zaczęło się zaraz po świętowaniu skończonej piątki. Kacper zaczął chwytać zabawki, które kładliśmy przed nim, kiedy leżał na brzuszku. Zaczął manipulować nimi w łapkach, przekładać, przesuwać i oczywiście wkładać do pysiaka. Normalka ;) 

Niedługo po tym doczekałam się kolejnego kroku milowego w rozwoju naszego Leniuszka. Kacper odkrył, że ma stopy. Z kolankami zapoznał się już jakiś czas temu - pukał w nie łapkami, chwytał się za nie, ale stopy ! To dopiero coś! Można się samemu połaskotać - a On to uwielbia :) 

Kolejna nowość, z którą wyrobiliśmy się w ramach czasowych dla rozdziału "przed końcem szóstego miesiąca" to samodzielny przewrót z plecków na brzuszek. Ale radość. Już się martwiłam - serio. 
Kiedy odwiedziliśmy Ośrodek Wczesnej Interwencji, Pani która prowadziła wstępne oględziny fizycznego rozwoju Kacpra stwierdziła, że On doskonale wie jak to się robi i już niewiele Mu brakuje, że to kwestia kilku dni. Miała 100% rację. W OWI byliśmy 23.10 a pierwszy samodzielny obrót dokonał się w Jego wykonaniu  5.11 Co do OWI mamy też skierowanie na dwie sesje rehabilitacji, gdyż Pani fizjoterapeutka stwierdziła, że warto wzmocnić Kacperkowe mięśnie brzuszka. Będzie też spotkanie z logopedą (apropo kryzysu z jedzeniem, który póki co został zażegnany). 

Totalnie nieprzewidywalne to nasze dziecko. Kompletnie nie da się zaplanować nic w sztywne ramy, bo każdy dzień ciągle jest inny od poprzedniego. Jednego dnia śpi pięknie, zgodnie ze swoim standardem. Cztery razy po 30 minut i wystarcza Mu to, bo ogólnie jest radosny i naładowany energią. Innego dnia śpi godzinę na cały dzień i buczy i miauczy bo nic Mu nie pasuje... Jeszcze innego postanawia niespodziewanie zrobić nam niespodziankę i śpi pierwszy raz w wózku bite 2h. No szok totalny. Miało to miejsce 4.11. Wsadziłam tego dnia w naszą spacerówkę spód od śpiworka. Miękki, cieplutki, z wełny owczej. No i nastawiłam się na standardowe 30 minut spacerowania. A tu taka niespodzianka, że śmieje się, że gdybym wiedziała, że Kacper do takich cudów potrzebuje mieć wyłożony wózek śpiworkiem - wsadziłabym Mu go już w lipcu ! Serio! Pierdzioch jeden :) 

Ten miesiąc to także pierwszy problem skórny, oraz przerwa w rozszerzaniu diety. 

Problem skórny pojawił się na brzuszku. Podejrzany został zmieniony proszek do prania. Przeszłam z Vizir Sensitive na Surf. Ale najwyraźniej skóra naszego Pampuszka jest jeszcze za delikatna (Bartek nie miał nigdy żadnych problemów skórnych, stąd moje zaniepokojenie, kiedy pojawiły się czerwone plamki). Byliśmy skonsutltować je u pediatry, ale na szczęście jest już znaczna poprawa. Wróciliśmy do Lovelli i póki co pojedziemy na niej przynajmniej do roczku. 

Zauwazyłam też na nóżce i rączce Kacpra, małą, suchą plamkę. Jest bezbarwna i nie chropowata - raczej sucha. Troche mnie martwi, ale poczekamy na rozwój wypadków. Przez te plamy na brzuszku (i kaszel Bartka) mieliśmy przełożone też szczepienie, ale zostało już dokonane i co więcej nasz dzielny pacjent pierwszy raz zupełnie nic nie zapłakał! Jedynie jęknął. Nawet łezka nie poleciała! 

Przerwa w rozszerzaniu diety była spowodowana tym, że Młody zjadał dwie łyżki i pluł. Próbowaliśmy marchew, dynię, cukinię, ziemniaczka i póki co - szaleństwa nie ma. Kompletnie nie pamiętam jak te początki szły u Bartka. Niby zainteresowanie jedzeniem z Jego strony jest ogromne, ale z pasją posmakuje czubek trzech łyżek i zaczyna pluć i wypluwać. Mam nadzieję, że się rozkręci w temacie chłopaczyna nasz ;) 

Sen to taka nasza pięta Achillesowa. Kacper w tym temacie jest jota w jotę odwzorowaniem Bartka. Spanie to dla Niego kara. Po co spać, jak świat taki piękny, a tyle rzeczy jest do zrobienia. Ogólnie zasypia na noc nadal między 18 a 19. Śpi te 2-3h u siebie w łóżeczku, potem zjada cycusia i albo uda mi się Go ponownie odłożyć, albo przy odkładaniu się obudzi i wraca do nas. Ostatnio mieliśmy ciężkie nocki, bo budził się co godzinę. Potem naprzemiennie pojawia się kilka tych lepszych i śpi znów po 3h. Tyle, że głównie z nami. Nie mam serca i sił walczyć z Nim w nocy, bo wyssysa ze mnie tyle energii w ciągu dnia, że coraz częściej padam równo z dziećmi o 20 i marzę chociaż o tych 3h nieprzerywanego snu. Dlatego dla własnej wygody wciąż pozwalam Mu na to spanie z nami. Kiedy budzi się co godzine łatwiej mi go uspokoić, kiedy czuje mój zapach. No i ta mała rączka, która szuka mnie i chwyta mój palec a potem spokojniej zasypia. Widocznie nasz hajnidek jeszcze tego potrzebuje. Póki co, nie kręci się, nie kładzie nam stóp na twarz i nie zajmuje aż tak okropnie dużo miejsca. Więc niech korzysta ;) 

 

Zostało pół roku. Jesteśmy 167 (na 208) osób na liście rezerwowej kandydatów oczekujących na miejsce w państwowym żłobku. Nie widzę tego. Żłobek do którego startowaliśmy jest dla dzieci do roku, zatem nie wydaje mi się, abyśmy w pół roku skoczyli 167. Zatem powstaje pytanie.. Co potem? Do pracy bede musiała wrócić, żłobek prywatny to koszt wyższy niż standardowa pensja, a niania skosi z nas całą jedną wypłatę - więc wyjdziemy na zero. Póki co ten drażliwy temat leży. Na pewno trzeba po nowym roku do niego wrócić. 



listopada 03, 2018

Niezawodny przyjaciel i Zimowa Przygoda. Czyli przygody psiaka, którego wszyscy doskonale znają.

Niezawodny przyjaciel i Zimowa Przygoda. Czyli przygody psiaka, którego wszyscy doskonale znają.
Czekaliśmy na te premiery przebierając nóżkami. Oboje. I ja i Bartek, który jako psiarz pokochał Reksia jak "swojego" :) 
Reksio to nie tylko figle, psoty i zabawa. To też opowieści, które swoją treścią namawiają do słusznego i rozważnego postępowania.







To opowieść o tym, jak nasz mały kundelek (pod czujnym okiem swojego Pana - Adasia) podejmuje się uszczęśliwienia mieszkańców schroniska dla zwierząt. Wybierają się tam autobusem. Droga jest daleka i dość niebezpieczna biorąc pod uwagę fakt, że oboje większość czasu spędzają na swoim przedmieściu, gdzie życie płynie nieco wolniej. 
Adaś zajęty doglądaniem drogi na mapie nie dopilnowuje swojego towarzysza i staje się nieszczęście. Reksio wysiada sam z autobusu! Czy zdoła odnaleźć swojego Pana? Czy misja podarowania zwierzętom w schronisku karmy, nowych legowisk się powiedzie? 




Ta historia uczy małego czytelnika nie tylko zwracania uwagi na to co dzieje się dookoła, w nowym, nieznanym otoczeniu. Stawiając Adasia i Reksia w trudnej sytuacji ukazuje więź, która łączy tych dwoje. Oboje robią wszystko, by wzajemnie się odnaleźć. 
Dodatkowym plusem historyjki jest zwrócenie uwagi na problem niedostatku w schroniskach. Adaś ochoczo organizuje zbiórkę dla potrzebujących zwierząt, po czym samodzielnie odwozi otrzymane dla nich podarunki. Liczy też, na wsparcie kolegów i koleżanek z klasy namawiając ich do adopcji psa lub kotka.



Kolejny "dowód" na to, że "Bez Reksia, ani rusz!". W poprzednich częściach serii niejednokrotnie zarówno mieszkańcy podwórka jak i Adaś udowadniali, że bez Reksia zawsze dzieje sie coś złego, że Reksio często ratuje ich z różnorakich opresji. A to wyłowi dzwonek, a to rozwiąże spór w kurniku. Jest po prostu niezastąpiony!
W Zimowej przygodzie przeczytamy nie tylko o Igrzyskach, które zostaną zorganizowane pod czujnym okiem najlepszego sędziego i trenera (Reksia). Przeczytamy też mrożący w żyłach wątek nieco bezmyślnego Adasia, który postanawia wybrać się na łyżwy na pobliską sadzawkę. Lód okaże się za cienki, a z opresji wyciągnie Go niezawodny przyjaciel o który marzy każdy z nas. 
























Reksio to psi Bohater. Bohater nie tylko książkowy, ale i taki który jest wzorem do naśladowania. Radosny, pomysłowy, przyjacielski i pomocny. Nikomu nie odmówi pomocnej łapki ;) 
Za swoim panem skoczyłby w ogień (albo i w tym wypadku w zamarźnięte jezioro), a dla swoich podwórkowych przyjaciół jest w stanie zrobić wiele.



Serdecznie polecamy Wam kolejne części serii Reksia. My na pewno wrócimy do nich jeszcze nie raz, podobnie jak i do poprzednich, które przeczytaliśmy już wielokrotnie. 



Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger