listopada 30, 2018

Jesteś matką? Nie masz prawa narzekać.

Do napisania tego wpisu natchnęło mnie kilka sytuacji, które ostatnio mnie spotkały. Pierwsza miała miejsce na moim Instagramie, gdzie pewien anonim wytknął mi to, że "ciągle narzekam". Byłoby dziwne, gdybym tryskała energią i radością w momencie kiedy moje dziecko cierpi, budzi się w nocy co godzinę a w ciągu dnia jest bardzo wymagające i buczące. Jestem matką, więc nie śpię razem z nim. Staram się wszystkimi sposobami ukoić Jego ból. Noszę, tulę, podaję pierś, zmieniam pozycje aby Jemu było wygodnie, zapominając o swojej wygodzie choć w minimalnym stopniu, co skutkuje bólem każdego mięśnia. I co? Czy to jest narzekanie? To próba podzielenia się swoimi bolączkami. Działam w sieci, więc wykorzystuje ją do tego także.
A jak ktoś nie ma ochoty czytać tego - > Sajonara! że tak powiem. 

Byłam dziś w aptece. Pojechałam do takiej, w której miało być taniej. Zostawiłam w niej dużo kasy (a kupiłam tylko potrzebne produkty dla dzieci, nic ponad!) Ale liczył się fakt, że nie było mnie w domu prawie 1,5h. Mąż został z Kacprem w domu. I zajął się nim super. Kacper zmoczył ubranie. Mąż go przebrał. Brawo. Znalazł ubranka, które potrzebował. 

Po moim powrocie powiedział "A Ty mnie nie pochwaliłaś, że znalazłem ubrania i przebrałem Kacpra". Poczułam jakby moje obolałe mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Kolana mi się zgięły.  

A czy mnie ktoś chwali, że cały tydzień noc w noc sypiam maksymalnie 4h i funkcjonuje w ciągu dnia? Że zrobiłam kalendarz dla Bartka i będę robić z Nim jeszcze zadania - bo mało mam obowiązków. Przecież to wszystko jest normalne. Chciałam dziecko. Jedno, drugie. Wiedziałam z czym wiąże się posiadanie dwojki w tym niemowlęcia. Halo. Ale czy mną ktoś się przejmuje? 

Nie mam prawa narzekać, bo jestem matką. Powinnam iść z podniesioną głową i uśmiechem na twarzy, nie zależnie czy boli mnie ona od niewypitego piwa czy od całodziennego buczenia Drugorodnego. A właśnie nie Moi Mili. 

Ostatni tydzień daje mi tak kosmicznie w kość, że popłakuje po kątach z bezsilności. Mimo, że kilka dni mężowski był w domu i pomógł - owszem.. Padam na przysłowiową twarz. Nikt nie zapyta : Jak się czujesz? Czy jesteś zmęczona? 
- Czy może Ci pomóc? / Powinnaś odpocząć. 
Nikt nie powie : 
- Idź odpocznij, ja pójdę na spacer z dzieckiem. 

Nie mam prawa narzekać, czuć się zmęczoną, bo to domena matczyna. Każdy myśli, że mam nieskończoną ilość mocy, że jestem superwoman. Nie jest tak.

Jest mi przykro. Bo zwykłe słowa "Super sobie radzisz" czy "Dasz radę, przecież to już długo nie potrwa" lepiej zabrzmiałyby niż "Przecież chciałas drugie dziecko", lub "To Twój obowiązek, jesteś matką, matki tak mają..." 

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger