listopada 15, 2018

Moje dziecko to nie ekran telewizora, więc nie zaglądaj mi do wózka dziadzie!

Moja agresja wobec tego postępowania rosła falowo z miesiąca na miesiąc. Przyzwyczaiłam i pogodziłam się z tym zachowaniem naszych pań sąsiadek, które piskliwym głosikiem i miliardem zdrobniałych słów atakują moje dziecko niemal każdego dnia. Każde nasze wyjście na spacer to spotkanie z bakteriami z ich dłoni. Nie chce wiedzieć, gdzie wcześniej je trzymały.

Nie mam na tym punkcie fioła. Mamy w domu psa, mam w domu starsze dziecko, które każdego dnia całuje młodszego, dotyka Jego rąk, ust, zabawek. Kacper bierze wszystko do buzi. Swoje zabawki, metki, matę na której się bawi. Nie trzęsę się nad nim kiedy to robi. Pozwalam Mu. Buduje jego system odpornościowy. 

Ale są granice! 
Moment, w którym obca osoba (dziwnym trafem najczęściej jest to osoba w podeszłym wieku - mentalność taka czy bezmyślność?) pochyla się nad wózkiem, gada coś do Kacpra a jeszcze nie daj Boże chwyta go za rękę. Ostatnio spotkała mnie sytuacja, gdzie obcy starszy facet, chwilę po tym jak skończył palić papierosa pochylił się do mojego półroczniaka. Dodatkowo podparł się bokiem wózka, ponieważ był wyraźnie w stanie upojenia alkoholowego. Przy wózku stał Bartek, którego poprosiłam o popilnowanie brata, a sama chciałam wejść na trzy minuty do osiedlowego sklepu po makaron. 
Trzy kroki od wózka mówię donośnym tonem do facia : "Proszę odejść od tego wózka", a On na to, że nie rozumie o co mi chodzi, przecież nic nie robi. Ciśnie mi się na usta wiele brzydkich słów, bo wciąż targają mną negatywne emocje związane z tą sytuacją. Nigdy nie zaglądałam do obcych wózków. Nigdy nie dotykałam bez pozwolenia dziecięcej ręki, a już nie daj Boże całowałam pucołowate policzki. 

Najgorzej było, pamiętam, jak mieliśmy ciężkie dni i Kacper płakał na każdym spacerze. Właściwie to nie płakał, tylko wydzierał się na pół osiedla. Wtedy też wszystkie "mądre" kobiety patrzyły na mnie z politowaniem (a może z wyrzutem, że krzywdzę moje dziecko?). Nie rozumiały, że on nie lubi wózka, nie lubi leżeć i patrzeć w niebo. Dopiero dziś, po pół roku sytuacja w miarę się uspokoiła. Nie boję się już wychodzić z domu, wypracowaliśmy swój system, który póki co się sprawdza. 

Ale! Wracając do zaglądania i wkładania łap do wózka. Ludzie! Kobiety! Babcie Drogie! Opamietajcie się proszę! Zwróćcie uwagę na to, że takie małe dzieci mają różną odporność. Wystarczy, że macie katar, że przed momentem kaszlałaś i zatkałaś usta ręką, którą właśnie pogłaszczesz moje dziecko po łapce, które ono potem wsadzi do buzi. Albo byłaś w toalecie i jak ogromna część społeczeństwa po podtarciu tyłka - nie umyłaś rąk. Albo dotykałaś osiedlowego kota, który łasił się do ciebie i sprzedał Ci parę pcheł. Albo paliłaś papierosa i śmierdzi Ci z buzi. Moje dziecko nie ma ochoty tego wąchać. 

Nie życzę sobie zaglądania, bez mojego pozwolenia, obcym ludziom do MOJEGO wózka! Nie życzę sobie pochylania się i gadania mojemu dziecku w twarz odorem alkoholowym albo papierosowym! Nie życzę sobie dotykania jego rąk i twarzy. Nie! Nie i koniec! Przykleje sobie na wózek plakietkę "Telewizor masz w domu, tam idź sobie pooglądać" o!

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger