listopada 17, 2018

Przestałam z tym walczyć, czyli bycie mamą na 200%

Na początku z tym walczyłam. Na siłę próbowałam oswoić siebie i Jego z nową rzeczywistością. Na siłę dostosować to Maleństwo do funkcjonowania naszego świata. Przecież tak niedawno dopiero co pojawił się na nim. Wszystko wciąż jest takie nowe, ciekawe, a nie kiedy przerażające. 
Próbowałam zapanować nad Jego drzemkami, nad jazdą w wózku. Ustabilizować rytm dnia i nauczyć samodzielnego zasypiania i spania u siebie. (Z wózkiem mi się udało! Nie dałam za wygraną, bo siłą wyższą było i jest nasze wychodzenie z domu chociażby po Bartka do przedszkola).

Potem dowiedziałam się, że mój drugi syn jest "wymagający". Jego potrzeby są silniejsze, większe. Potrzebuje mnie więcej. Moje 100% energetyczne oddanie to często za mało. Działam czasem już na wyczerpanych bateriach. Na totalnych oparach. Ale już nie walczę. 

Kacper ma pół roku, a ja wciąż nie ogarnęłam jego dnia. Kiedy mam wrażenie, że już - już jest jakoś usystematyzowany - BAM! - kolejny okazuje się zupełnie inny. Kiedy jednego dnia robi mi niespodziankę i śpi 2h na jednej drzemce (plus dwie 30 minutowe), drugiego postanawia spać na cały dzień tylko godzinę. Wkurzam się. Oczywiscie, że tak! Kto by nie chciał mieć od razu idealnie ustawionego niemowlęcia jak szwajcarski zegarek? Gdyby tylko się dało - zapewne wszyscy, każdy z nas - rodziców. 

Kilka dni temu na spacerze przeglądałam i przesłuchiwalam zaległe instastories'y. W obserwowanych profilach miałam mamę dwójki dziewczynek. Jedna bodajże 2-3 lata, druga w wieku Kacpra. Mama ta odpowiadała na pytania obserwatorów. "Moje dziecko przyzwyczaiło się do spania w wózku i zasypiania bujane na rękach. Jak ją oduczyć?". 

Odpowiedź mamy? To nie dziecko się nauczyło / przyzwyczaiło. To TY matko ją nauczyłaś. Sama do wózka i na Twoje ręce się nie położyła i nie bujała. 
Helloł... 

Coś mi nie zagrało. Mama - ponoć znawczyni w tematach okołodzieciowych (nie wiem, nie wnikam) stanowczo stwierdziła, że zasypianie dziecka (niemowlaka, małego dziecka) na rękach, w wózku, przy piersi - jest ZŁE. 

Też tak myślałam. Nie chciałam aby moje dziecko kiedykolwiek zasypiało w domu w wózku - zmieniłam zdanie, kiedy nosiłam je rozwrzeszczane przez pół h, by na kolejne pół zasnęło. Każda drzemka , każde zasypianie na nią było męczarnią. Nie przyzwyczaiłam Go do zasypiania w wózku. Odpowiedziałam w jakiś sposób na Jego potrzebę, bo w nim zasypiał szybciej, spokojniej. Nie było problemu z zaprzestaniem tego procesu. Wózek wyjechał dość szybko. Pojawiło się łóżeczko. 

Kacper jest trudnym, wymagającym dzieckiem. Zanim się pojawił, wizja naszego świata rysowała się w bardziej różowej barwie (nie tylko ze względu na Jego przewidywaną płeć). Bartek jako już odchowany przedszkolak był spokojniejszy. Karmiłam Go 18 msc i od pożegnania z mleczną krainą zaczął zasypiać sam. (Pomijam wieczory, kiedy jest chory, albo coś intensywnie przeżywa). 

Kapiszonek potrafi zasnąć sam, po wieczornej sesji karmienia, zdarza się, że odłożony ze smoczkiem i pieluszką pokręci się chwilkę i uśnie. Ale zdarzają się też wieczory, że muszę Go poprzytulać, pobujać bo płacze. I już z tym nie walczę. Nie zostawiam Go w łóżeczku, aby się wypłakał. Nie jest mi z tego powodu jakoś źle. Przecież nie będę Go bujać jak będzie miał 2-3 lata. Jak będzie miał 5, będzie zasypiał razem z bratem po sesji zabaw, bajek, bitew o miejsce na górze piętrowego łóżka. 

Te 6 miesięcy minęły nam tak szybko. Za moment będzie raczkował, biegał. Może kiedyś uda nam się wprowadzić co nieco systematyczności w nasze codzienne życie. Póki co ważniejsze jest dla mnie to, aby odpowiadać na Jego potrzeby. Chcę żeby wiedział, że ma we mnie wsparcie, że jestem blisko, że kiedy potrzebuje czuć moje ciepło, mój zapach - jestem tuż obok. To ten czas, który więcej się nie powtórzy. Za parę lat, kiedy będą mieć 10-15 - nie będzie tak łatwo ich przytulić, nie będą mnie potrzebować do bujania, zasypiania. Będą mieć swoje sprawy. 

Wtedy odetchnę. 

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger