stycznia 28, 2019

Misiowe problemy z gadulstwem. Historyjka o Misiu Paplaku.

Misiowe problemy z gadulstwem. Historyjka o Misiu Paplaku.
Kiedy zobaczyłam w Internecie zapowiedź tej książki, pierwsza moja myśl "Genialnie! Miś Gaduła! Toż to historia o Bartku". Serio tak pomyślałam, bo nasz Pierworodny to papla na okrągło. Jak rano otworzy Mu się buźka, to zamyka dopiero jak wieczorem odpłynie w ramionach Orfeusza. (Ponoć ma to po mnie ;) )


W piątek do nas dojechała, a w sobotę wzięliśmy się na spokojnie za lekturę. Pierwsze wrażenie : kolorowo i zabawnie! Chociaż treść niesie ze sobą mądre przesłanie.. ale o nim za chwilę :) 



Miś Paplak uwielbia gadać, często (a nawet za często) robi to w niesprzyjającym czasie i miejscu. Dlatego inne Misie mają go dość. Pragną ciszy i spokoju. Zasmucony Miś rusza w podróż w poszukiwaniu odpowiedniejszych (cierpliwszych i chętnych do pogaduszek) rozmówców. Trafia na wyspę, na której mieszka stado różnorodnych ptaków. I wszystko byłoby super, bo są one skore do rozmowy, tylko problem polega na tym, że one gadają po ptasiemu, a miś po misiowemu. 

Ale, ale! Dla chcącego nic trudnego! Właśnie, i tu pojawia się ten morał Drodzy Państwo. Często mamy problem aby się z kimś dogadać. I niekoniecznie mówię tu o barierze językowej, którą możemy spotkać wyjeżdżając do innego kraju. Mam na myśli różnicę zdań, poglądów...

Miś Paplak i Jego nowi koledzy wskazują nam jasno i wyraźnie, że jeśli się uprzemy, to nie ma takiej przeszkody, związanej właśnie z porozumiewaniem się, której nie moglibyśmy pokonać. Warto pokombinować, warto poszukać rozwiązania, które może okazać się banalnie proste. W naszej historii okazuje się bardzo zabawne. Szczerze, tak podejrzewałam, że Misiowa "ozdoba" będzie mu przydatna. 



Bartkowi bardzo podobała się książka. Myślę, że nadaje się spokojnie już dla 3-4 latka, zachęcamy Was zatem do zapoznania się z przygodą Misia Paplaka. 

stycznia 25, 2019

Nie znikaj mi z oczu, czyli lęk separacyjny nasza nowa zmora

Nie znikaj mi z oczu, czyli lęk separacyjny nasza nowa zmora
Myślałam, że mój hajnidek bardziej mnie już nie zaskoczy, że Jego wymagania względem mojej bliskości są już mi znane i okiełznane na tyle, bym mogła stwierdzić "Pogodziłam się z nimi, radzimy sobie". Myliłam się.

Aktualnie nasz drugorodny wkroczył w etap wzmożonego lęku separacyjnego. Nie mogę być za daleko Niego, a już nie daj Bóg wychodzić z pokoju (siku? kawa? obiad? zapomnij!) 

Jeśli już siedzę tuż obok, na macie Kacper przypełza do mnie i manifestuje potrzebę wdrapania się na moje kolana i przylepienia do mojej klatki piersiowej. Choć mam wrażenie, że to jednak za mało dla Niego i jakby mógł to by przesiąkł swoim ciałem w moje, stał się ze mną jednością. Dzizas. 

Takim sposobem od tygodnia mam problem z zostawianiem Go samego w pokoju, muszę zabierać Go wszędzie ze sobą i stąd powrócił ból pleców. 

„widzę coś, więc to jest, nie widzę nie ma tego" -> 

tak definiuje się tok myślenia w małej główce, właśnie w tym okresie. To doskonale wyjaśnia Jego zachowanie. Dziś, kiedy próbowałam wyjść z pokoju, aby zrobić sobie obiad, pojawił się tak silny sprzeciw, że nie mogłam polemizować. W ruch poszło nosidło. Dziecko wtulone, dziecko spokojne i zadowolone. 


Pojawienie się tej zmory związane jest z nabyciem nowych umiejętności ruchowych - przemieszczania się. Kacper zaczął pełzać 1.01, a na dzień dzisiejszy zaczyna eksplorować przestrzeń już także poza swoją matą. Widać, że samodzielne zwiedzanie mieszkania go kusi, ale póki co nie przekroczył progu pokoju, widać że ma obawy. Chciałby być blisko mnie, a jednocześnie obawia się, że poza pokojem może być niebezpiecznie, a On jest bezbronny. 

Pamiętam jak pracowałam w żłobku i mamy przyprowadzały dzieci w wieku właśnie 7-9 miesięcy, które przechodziły lęk separacyjny. To był koszmar. Nie tylko dla dzieci, ale i dla mnie i rodziców. Taki maluch strasznie przeżywa rozstanie, kiedy musi zostać z kimś obcym (nie z tatą czy babcią). Dzieci nie chciały schodzić z rąk mamuś, a one oddawały je z łamiącym głosem. Dlatego powrót do pracy w tym okresie nie jest dobrym pomysłem. A oddanie do placówki opiekuńczej najlepsze jest po roczku, bo w teorii wtedy lęk się wycisza. 

Czy i jak to przetrwać?


- Zapomnij w tym czasie o jakimkolwiek trenowaniu samodzielności. Nie męczcie się dodatkowo uczeniem samodzielnego zasypiania, odstawianiem od piersi czy odbieraniem smoczka. To bardzo kiepski pomysł. 

- Jeśli nie musisz nie wracaj teraz do pracy. A jeśli musisz przeznaczcie odpowiednio dużo czasu na adaptację czy to w żłobku czy z nianią. W okolicy roczku możesz próbować wprowadzić tzw. przedmiot przywiązania – czyli maskotkę, kocyk lub inny przedmiot, który staje się strategią zwiększającą poczucie bezpieczeństwa w chwilach separacji od mamy. 

- Jeśli dotychczas nie korzystaliście z chusty lub nosidełka albo schowaliście je już do szafy, warto zastanowić się, czy nie ułatwiłoby codziennego życia. Maluchowi zapewnia poczucie bliskości i kontaktu, a mamie umożliwia choć częściowe ogarnięcie codzienności. 

- Naucz się odpuszczać. Jeśli jesteś mamą takiego wymagającego dziecka jak mój Szkrab, pewnie masz to już przećwiczone. Jeśli natomiast Twój maluch dotychczas nie wymagał całodobowej uwagi, możesz się poczuć przytłoczona, jeśli zechcesz by wszystko było zrobione tak dobrze jak dotąd. Bez czasowego obniżenia wymagań wobec siebie może być bardzo trudno. Ja już nauczyłam się wybierać. Ustanawiam hierarchię ważności na bieżąco w zależności jak długą drzemką dysponuje. Czasem jest to tylko 6 minut, a czasem 30. Czasem zdążę tylko usiąść w drugim pokoju, a czasem nie dotknę nawet tyłkiem poduszki. 

Trzeba zacisnąć kolejny raz zęby. Ja zaczęłam już odliczać do roczku. Za moment wybija nam 9-ty miesiąc. To raptem tylko 3 jak zacznie się chodzenie, bieganie, pogoń i chęć samodzielności. Będę musiała się prosić o przytulenie i buziaka, bo jeśli wda się w brata nie będzie miał na to czasu. 

Do padania ryjkiem co wieczór już się przyzwyczaiłam, więc co to dla mnie jakiś tam lęk separacyjny?!


{haha, sama sobie nie wierzę w to co piszę ;) } 




Powodzenia jeśli wiecie o czym pisałam i przechodzicie przez to samo aktualnie. 

stycznia 20, 2019

Na chorobę MATMA! (arytmetyczne działania i figury przestrzenne)

Na chorobę MATMA! (arytmetyczne działania i figury przestrzenne)
Nigdy nie byłam jej zwolenniczką, wręcz można powiedzieć, że jej nie lubiłam, ale chyba dlatego, że nigdy nie trafiłam na nauczycielkę, która potrafiłaby tak tłumaczyć, abym ją zrozumiała.

MATMA. Moja prawa pięta Achillesowa (bo lewą była chemia ;) ) 

Niektóre dzieci jak chorują są nieznośne, albo oglądają do upadłego bajki w tv. Ale nie Bartek. 
Ostatni tydzień był dla nas ciężki, ale jak widać daliśmy radę. Bartek miał kaszel przez katar, ale przez trafione lekarstwo szybko się z nim rozprawiliśmy i już jest zdrowy! 

Aby urozmaicić sobie czas, sięgnęłam po wsparcie z jednego z naszych ulubionych blogów. Kreatywne Smyki, bo o nich mowa. To własnie tam znajdziecie szablon z naszych zabaw i wiele innych pomysłów. My często tam wracamy. 

Bartek od zawsze przejawia zainteresowanie liczbami, liczeniem. Pokusiłam sie więc o proste zadania z działaniami arytmetycznymi w zakresie do 10. 
Najpierw standardowo usłyszałam "Ja nie umiem", "Ja nie dam rady", ale już po chwili radość w Jego oczach i duma, która go rozpierała, że sam liczy, dodaje, odejmuje. Oj kolejny obrazek do zapamiętania w serducho! Super sobie radził !



I już wiem na pewno, że muszę znaleźć więcej takich zabaw :) 

Drugą zabawą, w którą Barti się wciągnął było budowanie figur przestrzennych z wykorzystaniem plasteliny i patyczków od szaszłyków. Po figurach pojawił się też pistolet, a tata złożył zamówienie na łuk ;) 



Tak to można chorować ;) 
Oby nie za często! 




stycznia 13, 2019

Nasze prezenty na Dzień Babci i Dziadka : Drzewka Szczęścia

Nasze prezenty na Dzień Babci i Dziadka : Drzewka Szczęścia
Pierwszy plan był inny, ale został "podkradziony" przez panie z przedszkola ;) Jakby wyczytały w moich myślach. Ale, ale! Nie usiadłam, nie załamałam rąk. Tylko szybko zmieniłam koncepcję. 

Lubimy nie banalne prezenty. I przede wszystkim własnoręcznie wykonane. Bo takie, nie ukrywajmy cieszą najbardziej. Zawsze jestem dumna z siebie, że potrafię wykaraskać chociaż te pół godzinny dziennie, aby usiąść z moim starszym Skarbem i coś "podłubać". 
I oczywiście z tego Skarbu mojego, że zdarza się, że ma "dobry dzień" na to dłubanie i przysiądzie z zapałem i uśmiechem do tworzenia.

W tym roku zrobiliśmy drzewka szczęścia. Zawijanie drutu było bolesne - poharatałam sobie łapki, więc załóżcie jakieś rękawiczki ogrodowe, bo niby drut cieniutki, ale dziury w nadgarstkach porobił. Drzewka wbiłam w korki po winie, żeby się prosto trzymały w słoiczkach (po jogurtach z biedrony!) a korki "przysypałam" kamyczkami z własnych zbiorów plażowych. Dorzuciłam też kilka muszelek i kolorowy brokat. 

Na drzewku rosną guziczkowe kwiatki i listki. 

Wyszło ładnie! Jesteśmy zadowoleni. 



A TUTAJ znajdziecie zeszłoroczne prezenty, które robiłam razem z podopiecznym dla jego babci. Kwiatki i wytworki z masy solnej. 

TUTAJ wazoniki / świeczniki  i kolejne kwiatki. 

Jest jeszcze trochę czasu, więc zdążycie na pewno coś wspólnie zrobić!

stycznia 09, 2019

8 miesięcy Kacperka. Kryzys 8-mego miesiąca.

8 miesięcy Kacperka. Kryzys 8-mego miesiąca.
 22.12 Po właściwej stronie powitaliśmy drugą, dolną jedynkę. Prawie równo miesiąc po pierwszej (20.11), aktualnie oczekujemy wyjścia górnej, prawej którą już czuć i widać bardzo wyraźnie. Dodatkowo mamy znów pobudki częste w nocy i marudzenie poziom hard. 

1.01.2019 nasz ośmiomiesięczniak powitał na maxa! Nie patyczkując się, wstał rano i zaczął pełzać do przodu! Nadal jeździ na brzuszku, ale przód podnosi już na łapkach bardzo wysoko, więc pewnie trochę popełza do przodu i zacznie się raczkowanie. Ulubione zabawy to łapanie kapci (szczególnie tatusia), próbowanie zjedzenia kabli od laptopów, otwieranie dolnych szuflad. Kacper reaguje na "nununu" i "nie wolno" więc póki co grzecznie zaprzestaje brojenia, kiedy to słyszy. Bardzo lubi też obserwować Bartka. Kiedy starszy brat steruje dźwigiem, albo przynosi swoje autobusy - strasznie chce uczestniczyć z Nim w zabawie, więc to wsadzi do buzi, tam pociągnie za podnośnik. 

Uczymy się aktualnie kosi kosi, czasem załapie, a czasem na odczepne puka się jedną rączką w brzuch ;) 

Nadal mamy problem z zostawaniem samemu w pokoju. Trwa to jakiś czas, ale teraz znalazłam uzasadnienie, które mnie bardzo nie pociesza.


"Kryzys 8-mego miesiąca"

"Czas ten charakteryzuje brakiem stabilności emocjonalnej dziecka. Z pogodnego brzdąca Twoja pociecha staje się marudą: potrafi w jednej chwili z uśmiechu przejść do płaczu, zdarza się, że grymasi przy jedzeniu, nie chce spać o wyznaczonych porach, jest rozdrażnione i podenerwowane bez powodów.

Jednak przede wszystkim dziecko w tym wieku bardzo ciężko przeżywa rozstanie z mamą i odnosi się wrogo do nieznajomych mu osób. Odczuwa także lęk przed wszelkim zmianami i nowościami. "

Kryzys ten może trwać 3-4 miesiące, zatem do roku. Tylko iść i skoczyć z mostu ;)

"Przez pierwsze miesiące swojego życia dziecko żyje w jedności z Tobą - Ty i On, to jakby jeden organizm. Około 8. miesiąca, kiedy maluszek zdobył dużo nowych doświadczeń, dochodzi do wniosku, że jest Was dwoje. Mama staje się postacią różną od niego, kojarzy ją z przyjemnościami, uczuciem szczęścia, bezpieczeństwa. Rozpoznaje jej twarz, głos, zapach, sposób bycia.

Akceptuje obecność innych, ale tylko pod warunkiem, że dostarczają mu oni zabaw, pieszczot, przyjemności. W zamian uśmiecha się promiennie, nawiązuje kontakt wzrokowy. To czas kiedy dziecko powoli próbuje wykorzystać swoją niezależność i samodzielność w poznawaniu świata. Jednak właśnie poznawanie otoczenia zaczyna wywoływać u maluszka niepokój."

Faktycznie tak jest. Nawet jeśli jestem w domu, a Kacperkiem zajmuje się tata, musze się meldować w zasięgu małych oczek przynajmniej co godzinę. 

"Mama – karmi, myje, przebiera, nagradza, dodaje otuchy i wspiera malca w jego postępach. Jej obecność pobudza dziecko do działania: "Spróbuj stanąć samodzielnie przy łóżeczku, na pewno ci się uda". Każde nowy sukces, wyda się mało satysfakcjonujący, jeśli nie można go dzielić z mamą.. Na tym etapie dziecko nie może zrozumieć jej nieobecności.

Brzdąc nie zna pojęcia czasu, nie wie, że ta najbliższa dla niego osoba wróci „za 30 min, za godzinę, jak zrobi zakupy”. To negatywne przeżycie budzi agresję wobec osoby zajmującej się dzieckiem podczas nieobecności mamy – niezależnie od tego, czy jest to niania, czy ukochana babcia. 

Dziecko myśli, że ten „ktoś” chce zająć Twoje miejsce i do czasu, kiedy jest, możesz do niego nie wrócić. Maluszek instynktownie czuje, że bez mamy utracił swoją mocną pozycję, że nie jest już w centrum uwagi. Mimo, że objawy te mogą wydawać się niepokojące, są one zdrowym przejawem rozwoju emocjonalnego i społecznego Twojej pociechy."


Kacper to żywe srebro. Mało śpi i niezbyt daje mi złapać oddech. Zaliczamy już 8-mą bazę. Za 4 miesiące będziemy zmagać się z tematami Powrót do pracy mamy, żłobek/niania. Póki co Kacper jest totalnie nie gotowy na żłobkowe życie. Śmieje się, że panie wywalą go z hukiem w pierwszym tygodniu jeśli będzie tak absorbujący i nie śpiący. Planowałam też, że na roczek chłopcy będą już spać razem. Piętrowe łóżko i przespane noce. A tu psikus! Kolejny zresztą w Jego wykonaniu. 

No nic, czekamy co przyniesie kolejny miesiąc :) 

stycznia 07, 2019

5 powodów dla których lubię karmić piersią.

5 powodów dla których lubię karmić piersią.
Nasze początki były ... Łatwiejsze niż te z Bartkiem. Największej różnicy w tym starcie dopatruję się w sposobie zakończenia ciąży : Z Bartkiem cc (i pierwsze dostawienie dopiero po 3h), z Kacprem sn (pierwsze karmienie po godzinie). Ogromny wpływ ma też fakt, że przy Bartku walczyłam. Długo, intensywnie, czytając, ucząc się metodą prób i błędów. Tu, z Pampuszkiem poszło jak z płatka. Wiedziałam jak przystawić, wiedziałam jak sprawić by ssanie było efektywne, wiedziałam jak zaradzić temu, że Kacper od pierwszych dni przypodobał sobie bardziej lewą pierś. Przystawiałam (i nadal nam się to zdarza) go do lewej spod pachy. Więc trochę go oszukuję ;) 

Dlaczego lubię karmić piersią? 

1. Jesteśmy na etapie rozszerzania diety. Kacper wyraźnie potrafi odmówić zjedzenia jakiegoś posiłku jak Mu nie smakuje, jak bolą Go dziąsła, lub po prostu z widzimisia. Nie naciskam, bo wiem, że jeśli zgłodnieje doje sobie mleka ode mnie. To ono zgodnie z zaleceniami wciąż (do roku) jest podstawą dla Niego. 

2. Wieczorne karmienie jest częścią rytuału, który wprowadziliśmy od pierwszych dni życia. Teraz rozszerzony został o kolację (kaszkę) i wygląda tak, że o 17:30 jest kolacja (kaszka), o 18:00 kąpiel i o 18:20 dojadamy cycusia albo i dwa :) Brzuszek pełny po brzegi, a nocki i tak z pobudkami... ale to inna kwestia ;) 

3. Bliskość. Te momenty, kiedy mała rączka przytrzymuje pierś, jakby bał się że za szybko zabiorę. Ta magiczna, niewidzialna nitka, która łączy nas w tych momentach. Kacper wie, że przy piersi znajdzie ukojenie. 

4. Być może to błąd. Pierś to dobry usypiacz. W sumie najlepszy. Teraz kiedy Młody waży już koło 9 kg usypianie na rękach jest bolesne. Za to, kiedy skonsumuje trochę z mlecznego baru w czasie nadejścia momentu drzemki - chwila, moment - i dziecię śpi. Podobnie wieczorem. Zjada dwie i śpi. Odkładam do łóżeczka i nie muszę bujać, nosić, szyszać. Pierś nam wiele ułatwia, zwłaszcza, że usypianie naszą piętą Achillesową jest. 

5. Mamy mleko - ma magiczną moc. Wierzyłam w nią zawsze. Dwa tygodnie temu byłam chora. Zmagałam się z bolesnym katarem i modliłam się, żeby nie przekazać go Małemu. Wiadomo, mimo zakrywania buzi, dbania o higienę - zarazki fruwają po domu. Udało się mi go uchronić. Przeciwciała, które otrzymał w moim mleczku uchowały go w zdrowiu. Oby zawsze tak to działało!

Za 2 dni wybija nam 8 miesięcy naszej mlecznej drogi. Nie zapowiada się jeszcze na odstawienie. Póki co, plan jest do roku, a jeśli wrócę do pracy i laktacja się ustabilizuje i dostosuje do 8h przerwy - nie będę miała nic przeciwko aby i kolejne pół roku dawać Młodemu cząstkę siebie. Bartek sam się odstawił w wieku 18 miesięcy. Chłopcy są podobni - więc może i tu czeka nas miła powtórka :) 


Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger