Dzień Dinozaura inspiracje na zabawy.

Dzień Dinozaura inspiracje na zabawy.

Dziś Dzień Dinozaura, więc po przedszkolu Bartek zamienił się w małego archeologa, który ze skamieniałości miał wydobyć zamarźnięte dinusie ;) Chyba się podobało, bo na jutro poprosił, abym przygotowała mu kolejne ;) 




Na weekend szykujemy się jeszcze na kilka innych prac :) 




a Wy, świętowaliście? :) Wraaaau!



Najlepszy prezent na pierwsze spotkanie z niemowlakiem. Mata edukacyjna od Canpol Babies z kolekcji Piraci

Najlepszy prezent na pierwsze spotkanie z niemowlakiem. Mata edukacyjna od Canpol Babies z kolekcji Piraci

Koleżanka urodziła? Wypadałoby odwiedzić maluszka i wręczyć prezent na powitanie, po tej stronie brzuszka. Tak się utarło, taki zwyczaj, że jak się idzie pierwszy raz przynosi się podarunek. Możliwości w dzisiejszych czasach jest tyle co ludzi. Wszystko zależy od tego, czy Mały Człowiek jest członkiem naszej rodziny i jakimi funduszami dysponujemy. 

Dla mnie najlepszym prezentem dla noworodzia jest mata zwana edukacyjną. Pierwsze trzy miesiące zwykle, taki maluch oswaja się z nową rzeczywistością, która zaczęła go otaczać, ale potem takie miejsce do zabawy i ruchowej aktywności staje się jego codziennym placem zabaw. Nie ukrywajmy, że dla mamy często jest też ratunkiem, bo są maluchy, które potrafią bawić się tak długi czas, by mama mogła w spokoju zjeść śniadanie ;) 

Taki pierwszy plac zabaw musi być przede wszystkim bezpieczny (czyli dostosowany do malucha i jego ruchowych możliwości), kolorowy (przyciągający wzrok i stymulujący go, zachęcający do aktywności), trwały (wykonany ze starannością i z elementów, gwarantujących długi czas użytkowania). 



Przez nasze ręce przewinęło się wiele mat. Bartek był bardzo aktywnym użytkownikiem, ja pracując jako niania miałam do czynienia z kilkoma, a i Kacperek miał nie jedną. Właściwie rzecz biorąc do momentu, w którym nie zapoznaliśmy się bliżej z matą od Canpol babies z kolekcji Piraci - nie znałam takiej, która odpowiadałaby mi w 100%. Wszystkie były albo pstrokate (bezbarwne, bez pomysłu), albo płaskie/cienkie (trzeba było podkładać np. koc pod nie, aby dzidziol nie marzł od chłodu na podłodze), albo miały nudne zabawki, które nie zachęcały do podjęcia jakiejkolwiek aktywności. W dodatku materiał szybko płowiał, więc trwałość pozostawiała wiele do życzenia. 

 


Canpol babies wychodzi poza ramy! Już nie musicie dłużej szukać maty edukacyjnej, która zachwyci i Was i przyszłego Małego Użytkownika. 

Mata edukacyjna z kolekcji Piraci jest wyjątkowo puszysta i wygodnie się na niej leży (sama sprawdzałam!) wykonana jest z miękkiej, kolorowej tkaniny z ociepliną w środku.



  • Została wyposażona w atrakcyjne elementy oraz kontrastowe, intensywne kolory stymulujące rozwój koordynacji wzrokowo - słuchowej oraz ruchowej dziecka.
  • Mata jest wyposażona w 5 piszczących lub grzechoczących zabawek, które możesz w każdej chwili odpiąć i podać dziecku do zabawy.
  • Wyjątkowo gruba tkanina pozwala na ułożenie maty na płaskich powierzchniach, dzięki czemu możesz mieć bawiącego się na niej malca zawsze w zasięgu wzroku.
  • Bardzo wygodna funkcja kojca pozwala na złożenie brzegów i zapięcie ich na silny rzep, dzięki czemu dziecko nie wyturla się poza obręb maty.
Dodatkowo, Wasz maluszek kiedy będzie ćwiczył leżenie na brzuszku może bawić się metkami, które zostały przytwierdzone do maty. Znajdzie też swoje odbicie w lusterku, lub włączy przyjemną dla uszka melodyjkę.
Funkcja kojca to mega pomysł. Choć oczywiste jest, że nie możemy w nieskończoność ograniczać pola do zwiedzania naszego Smyka. W pewnym momencie, gdy jest już nieco starszy warto zrezygnować z zapinania i pozwolić na odkrywanie świata  ! ;) 
Kacper wykazał ogromne zainteresowanie zabawkami zarówno tymi wiszącymi, jak właśnie metkami. Bawił się dłuższą chwilę. Mata jest naprawdę solidnie wykonana i śmiało wystawiam jej szóstkę w skali 1-6. Moim zdaniem to prezent idealny, którym sprawicie ogromną radość Maluchowi i Jego mamie. 

Literatura dla najmłodszych. Czytamy nowości od Wydawnictwa Wilga

Literatura dla najmłodszych. Czytamy nowości od Wydawnictwa Wilga

Bardzo lubię literaturę dla dzieci, która "coś" wnosi do małej główki. Nie jakieś fiubzdziu o kupie, która wpada do sedesu (chociaż pewnie i tu znalazłaby się jakaś wartość naukowa, np. o tym, że należy robić kupę na sedesie, a nie w majteczki :P) 
Tym razem chcemy Wam z Kacperkiem pokazać książeczki, które wkroczyły dumnie na naszą listę TOP literatury dla najmłodszych. 




"Kocham" i "Mniam Mniam". z serii "Krok po kroku" od Wydawnictwa Wilga
Obie pięknie ilustrowane, przykuwają i cieszą wzrok i dużego i małego czytelnika. 



Pierwsza z nich ukazuje wartość wyrażania uczuć. Pokazuje jak wielką moc ma przytulanie z rodzicami i rodzeństwem. Dzięki tej pozycji Wasz Maluch pozna różnorodność uczuć. Czułość, miłość sympatię. Zrozumie, że są potrzebne od pierwszych dni życia i warto je okazywać nawet domowym pupilom.  
Oglądanie obrazków i opisywanie ich oraz powtarzanie słów wspomaga rozwój mowy malucha, wzbogaca jego słownictwo i rozbudza ciekawość świata. Książeczka jest świetnym wstępem do rozmowy o bogactwie napotkanych w codziennym życiu uczuć. Niektóre dzieci (dorośli zresztą też) mają z nimi problem, dlatego warto im podsunąć tą książeczkę ;) 

Druga pozycja, to świetny przewodnik po różnorodnych artykułach spożywczych. Zdrowe warzywa, owoce i inne smakowite potrawy zachęcają do sięgania po nie. Jakie produkty są dobre dla naszego zdrowia? Po co w ogóle jeść warzywa i owoce? I co pysznego można z nich wyczarować? Zachęcająca książeczka, która pomoże niejadkom skosztować produktów, które uważają za nudne i niesmaczne.







Książeczki z serii "KROK PO KROKU", mają sztywne karty z zaokrąglonymi, bezpiecznymi dla maluszków rogami. Na 16 stronach, przeczytamy rymowane treści, które bardzo przyjemnie się słucha i szybko wpadają w ucho.
"KROK PO KROKU" są idealna dla maluszków, które dopiero poznają otaczający je świat. Każda część, to ci sami bohaterowie, czyli czteroosobowa wesoła i kochająca się rodzinka. Możemy poznać ich w różnorodnych okolicznościach, bo seria jest bardzo bogata - my na pewno sięgniemy po inne, a i Wam serdecznie je polecamy! 















Pogotowie Walentynkowe, czyli prezent w pół godzinki

Pogotowie Walentynkowe, czyli prezent w pół godzinki

Mój syn oświadczył dziś, że na jutro ma przygotować drobiazg dla koleżanki z przedszkola. Nasze popołudnia są krótkie, bo wracamy zwykle około 16:30 do domu, od 17 zaczyna się maraton kolacyjno-kąpielowy Kacpra, potem oporządzam Bartka, a sił też niewiele. Ale miał dziś zapał i chęci, więc przygotowanie drobiazgu poszło gładko i przyjemnie.
Spokojnie możecie i zdążycie jutro je przygotować w zaledwie pół godzinki.

W moich zasobach uchowało się styropianowe serduszko, które pomalował farbą. Nabiliśmy je na patyczek od szaszłyków. Spód to trzy korki od wina owinięte kreatywnymi drucikami, a z góry zlepione plasteliną. 



Kiedy serduszko wyschło Bartek ozdobił je jeszcze gwiazdkami. 
Mam nadzieję, że koleżanka będzie zadowolona, bo wyszedł nam serduszkowy kwiatek :) 



9 miesięcy poza brzuszkiem, czyli 18-nastka Kacpra ;)

9 miesięcy poza brzuszkiem, czyli 18-nastka Kacpra ;)

Kacper jest "pełnoletni". 9 miesięcy ciąży i 9 miesięcy poza brzuszkiem. Jedno i drugie zleciało tak szybko. Zostały trzy miesiące do roczku! Co tam u naszego Łobuza?


Rozkręcił się ładnie z jedzeniem. Potrafi zjeść już spokojnie objętościowo duży słoiczek zupki typu Bobovita. Gotuje mu nadal sama i cieszy niezmiernie jak z apetytem zajada. Ugotowaną zupkę mam na około 4-5 posiłków. Dwa dni zjada, a pozostałe porcje zamrażam. Super radzi sobie z gryzieniem, ostatnio dałam Mu całe jabłko i był płacz, że się skończyło, oraz dostaje na przekąskę biszkopcika.





















W buziaku błyszczy już pięć ząbków! Dwa na dole i trzy u góry. 11.01 pojawiła się pierwsza górna jedynka, a 17.01 druga, także poszło raz dwa! :) a 3.02 przywitaliśmy pierwszą, górną dwójkę po lewej stronie. Czekamy teraz na kolejne licząc, że będą wychodzić troszkę delikatniej.

Jeśli chodzi o fizyczny rozwój, to Kacper ładnie siedzi (nie siada sam) bez podparcia, nie kiwa się i nie garbi. Ostatnio zaczął także schodzić do parteru (na brzuszek) z tego siadu. Ekspresowo pełza i zaczyna wędrować już po mieszkaniu coraz odważniej.

Niestety trwa lęk separacyjny, więc najchętniej nie schodziłby mi z rączek i często się na mnie wdrapuje wyraźnie dając to do zrozumienia. A przy tym ćwiczy też wspinanie i stanie.
Zaczął także bardzo interesować się swoimi narządami płciowymi, przy każdym przebieraniu i kąpaniu trzeba odciągać Mu łapkę bo traktuje się bardzo niedelikatnie ;)

Z okazji moich urodzin wybraliśmy się na obiad do knajpki i Dziecię zachowywało się bardzo kulturalnie. Aż byłam w szoku :)

Jeśli chodzi o spanie, wciąż balansujemy na drzemkach 30 minutowych, zdarzało się nawet, że była takowa drzemka jedna na cały dzień.
W noc z 22 na 23 stycznia mieliśmy święto (my, rodzice). Kacper spał od 18 do 23:30, zjadł, a następnie musiałam nakarmić Go na śpiocha bo pękał mi cycek ;) także mogę powiedzieć, że pierwszy raz od 18 miesięcy się w miarę wyspałam! Poza tym świętem Kacper miewa ostatnio godzinne przerwy w nocy, co jest dla nas koszmarem... 

25.01 nasz Szkrab nauczył się świadomie mówić "mama". Wystarczyły dwa dni nauki i teraz niemal na okrągło słychać w domu "maaama" :) cudne! Jednocześnie ćwiczyliśmy też "papa" co wychodzi Mu także już super! 
Jesteśmy na etapie uczenia "nie ma" , z rozkładaniem rączek na boki ;) 

Taki z naszego Smyka zdolniacha! Ciekawe co przyniesie kolejny miesiąc.. Może w końcu raczkowanie? Bartek w 9 miesiącu już stawał, a nawet puszczał się stojąc przy meblach...

Ten miesiąc nie był dla nas łaskawy i niezmiernie się cieszę, że się już skończył. Przez nasz domek przetoczyła się choroba. Bartek i ja polegliśmy, u Kacperka tylko póki co katarek i oby tak zostało! 


Kiedy opieka nad dzieckiem odbiera wszelką moc (dosłownie). Żegnaj styczniu.

Kiedy opieka nad dzieckiem odbiera wszelką moc (dosłownie). Żegnaj styczniu.

Zerwałam pierwszą kartkę z naszego nowego, pięknego kalendarza, z którego patrzą na mnie dwie uśmiechnięte twarze naszych dzieci. Pamiętam jak specjalnie biegłam do przedszkola, aby Kacperek załapał się na spotkanie z fotografem, bo zamarzył mi się właśnie taki kalendarz z obojgiem. Właśnie, biegłam..

Ostatnie 8 miesięcy żyłam i żyję w ciągłym biegu. Wiem, często to mówię, często się żaliłam na nie wyspanie, zmęczenie, podkrążone oczy...
Na wiecznie wyskakujące jęczmienie na powiekach, na katar, który w przeklętym styczniu miałam trzy razy ! Cieszę się, że ten miesiąc już za nami. Żegnam go z radością i nadzieją, że teraz, skoro zaczęliśmy ten 2019 rok tak felernie - będzie już choć trochę lepiej.. 

Mam wrażenie, że cały styczeń przechorowaliśmy. Jak nie ja, to tatowy, jak nie tatowy to Bartek.. Jedynie tfu tfu Kacper się uchował od poważniejszych powikłań (niech żyją przeciwciała z mamusinego mleczka). Końcówka miesiąca dowaliła nam najbardziej. 

Bartek przyniósł w piątek kaszel, w sobotę doszła temperatura. W niedzielę tuliłam Go, prosząc by wyzdrowiał, a mi oddał chorobę i temperaturę. Moje modły zostały wysłuchane. Aż zanadto. Nie pamiętam (ani mąż) kiedy ostatnio miałam taką temperaturę i byłam tak chora. 5, a moze 6 lat temu? Rozłożyło mnie na łopatki 39,3 stopnia. Miałam wrażenie, że mleko w piersiach mi się zagotuje, ale dzielnie przystawiałam Kacpra wierząc w moc przeciwciał. U lekarza Bartek dostał antybiotyk na pięć dni, a ja serię Prenalen i herbatkę z lipy. Obojgu nam specyfiki na szczęście pomogły, chociaż kaszlemy jeszcze oboje i dziś na kontroli Bartkowi dorzucona została jeszcze seria inhalacji. Do środy co najmniej w domu jeszcze posiedzi. Choć jak nie ścina Go temperatura z nóg - to chodzi po ścianach, bo energia rozpiera ;) 

Co do mnie.. Mimo, że gorączka minęła, nad ranem, o 4:00 w środę przydarzył mi się kolejny incydent, który dotąd nie miał miejsca. 
Po kolejnym karmieniu Kacpra zrobiło mi się nie dobrze. Wstałam, poszłam do łazienki z zamysłem, że pewnie będę wymiotować. Ale nie, załatwiłam się i chciałam wrócić do łóżka. Zgasiłam światło, zakręciło mi się w głowie, w oczach zrobiło mi się ciemno i upadłam. Nie wiedziałam w którą stronę mam wrócić do łóżka, jak mam wrócić do płaczącego od huku mojego upadku Kacperka. Krzyknęłam imię męża, który spał u Bartka, bo ten jeszcze gorączkował. Mąż wyszedł z pokoju, podniósł mnie, a kiedy prowadził mnie do łóżka odleciałam drugi raz. Nigdy mnie takie coś nie spotkało. Kumulacja choroby, przemęczenia, gorączki, osłabienia, mało piłam tego dnia, jadłam.. I tak się niestety skończyło. Mój silnik stracił wszelką moc. Po tamtym zdarzeniu mam uraz, kiedy gasną światła w domu. Boję się chodzić po ciemku, bo boję się, że znów upadnę. Po nocy boli mnie tył głowy, dobrze, że przez włosy nie widać siniaków, bo nie chce ich widzieć... 

Moje "narzekanie" na zmęczenie, brak snu, brak czasu na odpoczynek nie było bezpodstawne. Wiele razy mówiłam, że w końcu padnę, chociaż nie wiedziałam, że stanie się to tak szybko. Widać, lata robią swoje. 6 lat temu przy Bartku miałam więcej siły, mniej obowiązków, a i Bartek nie był aż tak wymagającym dzieckiem jak Kacperek. 

Nie wiem co będzie dalej. Jak zwolnić to swoje zabiegane życie.. Jak nauczyć w końcu Kacpra przesypiać noce i spać w dzień chociaż dwa razy po godzinie, by znaleźć czas na odpoczynek. 

Co gorsza zbliża się koniec mojego pobytu w domu z Nim. I po tej akcji, obawiam się o to, jak dorzucę do swoich obowiązków jeszcze pracę na etacie. Jak ja to udźwignę? 

Być może myślicie sobie "Co Ty gadasz babo, jedna masz dwójkę dzieci?, inne sobie radzą, a Ty jęczysz". No i super, zazdroszczę szczerze że sobie radzą. Ale może tamte dzieci śpią w nocy, w dzień? Może nie wymagają aż tyle od mamy, nie wysysają z niej wszelkich soków energetycznych? Fajnie! 

Luty. Bądź dla nas łaskawszy. Odpuść nam. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Mother and Son , Blogger