marca 14, 2019

Gówniana sprawa, czyli początek przygody z nocnikiem Kacperka.

Uwaga! Wpis będzie zawierał dużo synonimów słowa kupa. Jeśli masz z tym problem - nie czytaj. 


Cztery dni temu przyszła mi do głowy myśl, żeby wykorzystać fakt, że nasz Kacperek robi codziennie, rano kupkę. Zazwyczaj poprzedza ją salwa pierdziochów, więc zwykle wiem, że to TEN moment. 
Sięgnęłam z sentymentem nocniczek Bartka i poczyniliśmy przymiarkę. Już następnego dnia rano - cel został osiągnięty. Ba! i kolejnego także. Pochwaliłam się zatem tu i ówdzie, że mój 10 miesięczny synal tak ładnie podszedł do sprawy. 

Odpowiadając na Wasze pierwsze wątpliwości. 
1. Tak - wiem, że tego nie kontroluje. 
2. Tak - wiem, że nie będzie jeszcze sygnalizował. 
3. Tak - wiem, że jeszcze ma czas.

Ale czemu nie skorzystać? Nie zacząć oswajać koleżki, skoro wyraźnie pokazuje kiedy ma ochotę się wypróżnić? Oszczędność pieluszki, chusteczek i zdrowiej dla tyłka :) 

Po mojej radości i daniu jej ujścia w Internetach spadła na mnie fala krytyki. Jakże to ja mogę?! 10 miesięczne dziecko, któremu matka robi krzywdę. Tak jakby spędzał na nocniku cały dzień, przywiązany łańcuchami. Jakbym wysadzała Go co godzinę, dawała w tyłek jak zamiast na tronie zrobi w pieluszkę. 
Że niby za wcześnie, że będzie miał niską samoocenę, że wypadnie Mu macica (o zgrozo, której nie ma), że nie będzie trzymał moczu... Helloł?!

Podeszłam do akcji "NOCNIK" na luzie. Fajnie, że robi, że jak skończy to zagląda czy coś jest i oczekuje okrzyków radości. NIE ZMUSZAM GO, NIE TRENUJE, NIE SADZAM NA SIŁĘ. Chce wstać - wstaje. Siedzi - razem dusimy i śmiejemy się z tego. 
Ma jeszcze czas. Bartek pożegnał pieluchy mając dwa lata i 8 miesięcy. Kacper w maju ma rok, więc obstawiam przyszłe lato, kiedy to będzie miał podobnie 2,5 roku. Jestem dumna z tego, że próbuje, że się nie boi i że Mu się udaje. Niech się zaprzyjaźnia z tronem, bo to nieodłączna część naszego dorosłego życia, wszak spędzamy na nim sporo czasu ;) 

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger