To co dobre dla Maluszka, czyli Bobovita w projekcie trnd.

To co dobre dla Maluszka, czyli Bobovita w projekcie trnd.

Od czasu bycia w ciąży z Bartkiem zaczęłam bardzo zwracać uwagę na skład produktów, które jem, które potem podawałam Bartkowi, a teraz podaje Kacperkowi. 
Weszło mi to w nawyk. Zerkam na skład każdego opakowania. Istotne dla mnie jest aby produkt, który zamierzam kupić miał jak najmniej zbędnych (nie zdrowych, niepotrzebnych) składników. Im krótszy skład tym lepiej - wiadomo. 

Muszę się przyznać, że mam fisia na punkcie diety moich dzieci. Nie raz słyszałam, że przesadzam. Być może. Ale póki mam na to wpływ - nie będę świadomie ich truć. Sięgam po takie produkty i tak staram się komponować dietę, aby była urozmaicona, aby to co jedzą nie było jednym wielkim konserwantem naszpikowanym chemią i cukrem. 

Kaszki Bobovita poznałam już w czasach niemowlęcych Bartusia. Wtedy jednak nie było serii "Porcja zbóż", która jest wolna od dodanego cukru. Cieszę się, że producenci, zaczynają małymi kroczkami brać się za tą sferę. Dzieciom naprawdę można fajnie gotować bez używania cukru, soli. 



W paczce Ambasadorki BoboVita w projekcie trnd znalazły się trzy kaszki Porcji Zbóż (delikatna owsianka, 7 zbóż zbożowo - jaglana owocowa, bezmleczna 7 zbów zbożowo - jaglana), oraz Mus w tubce (jagody i truskawki z owocami i jogurtem oraz delikatne zboża). Paczka była dostosowana dla dziecka powyżej 8 miesiąca. W innej wersji były też takie dla dzieci powyżej 4 miesiąca. 



Kaszki Porcja Zbóż to pyszny, pełnowartościowy posiłek, pełen zbóż i owoców, który pysznie smakuje. Zawiera różnorodne składniki, nawet do 8 rodzajów wartościowych zbóż, witamin i składników mineralnych. Nie zawiera dodanego cukru, konserwantów, barwników i wzmacniaczy smaku. Każda partia zbóz przechodzi nawet ponad 600 testów jakości i bezpieczeństwa. Zboża BoboVita spełniają zatem restrykcyjne wymagania pod względem pozostałości pestycydów. Normy te są nawet do 1000 razy bardziej surowe niż dla zbóż dla dorosłych. Zboża wybierane są od najlepszych dostawców w Europie, którzy ściśle przestrzegają norm upraw zbóż dla dzieci. Z większością producent współpracuje już ponad 10 lat. 




Pośród produktów z lini Porcja Zbóż BoboVita znajdziecie kaszki dla dzieci od 4 miesiąca : ryżową o smaku waniliowym, mleczną mannę, bezmleczną mannę, bezmleczną kaszkę jaglanowo - ryżową. Dla dzieci od 6 miesiąca są m.in 4 zbożna gryczana jabłko gruszka, mleczna kukurydziano - ryżowa z trzema owocami. Dla Maluchow od 8 miesiąca 7 zbóż zbożowo - jęczmienna, zbożowo jaglana i dla starszaków od 10 miesiąca np. Kaszka mleczno - ryżowa z chrupkami ryżowymi owocowa, oraz 7 zbóż z płatkami kukurydzianymi banan - pomarańcza. 
Wybór jest ogromny, każdy znajdzie swój ulubiony smak. 

Bartek nie był  dzieckiem kaszkowym. Nie przepadał, musiałam się sporo nagimnastykować, aby zjadł kaszkę chociaż raz dziennie. 

Kacper jak z większością (spanie, wózek) idzie w ślady brata. Też nie przepada za kaszkami. Jednak jeśli już uda nam się złapać dobry dzień na jej zjedzenie sięgamy właśnie po BoboVitę z lini Porcja Zbóż ze względu na jej różnorodność, dobry skład i pyszny smak ! 

Polecamy i kaszki i zwracanie uwagi na to, co podajecie swoim dzieciom. To naprawdę tylko chwila dłużej przy sklepowej półce :) A zaprocentuje to dobrymi nawykami żywieniowymi Waszych pociech w przyszłości. 


Papierowe samoloty, czyli o przyjaźni, która nie zna granic

Papierowe samoloty, czyli o przyjaźni, która nie zna granic

Papierowe samoloty, autora Helmore Jima to jedna ze świeżynek od Wydawnictwa Zielonej Sowy. Na pierwszy rzut oka, może się wydawać to nudną historią o dzieciach, które lubiły tworzyć papierowe samolociki. Banał. 




Ale, ale! Niech Was nie zmyli okładka i obrazki. Książka posiada piękne przesłanie i po jej przeczytaniu można wyciągnąć bardzo ważne wnioski. 





Bohaterami są Mia i Ben. Mieszkają obok siebie nad brzegiem wielkiego jeziora. Wspólnie żeglują, tańczą, śpiewają. Nie przeszkadza im, że mają inny kolor skóry, nie przeszkadza im, że różnią się płcią. Dogadują się doskonale ponad tymi kryteriami często wyolbrzymianymi przez społeczeństwo. Nie dostrzegają tych banalnych różnic. Nie są im potrzebne w codziennym spędzaniu czasu. On wie, że może polegać na niej w każdej sytuacji. Ona rozumie go niemal bez słów. 

Łączy ich wielka przyjaźń. Taka, która zdarza się bardzo rzadko. Prawdziwa, czysta, nieskalana i nie zmącona rywalizacją czy niedopowiedzeniami. Każdy chciałby mieć takiego przyjaciela. 

Pewnego dnia spada na nich niespodziewane widmo rozłąki. Jedno z nich musi wyprowadzić się znad jeziora i tym samym przekreśla się spełnienie ich wspólnego marzenia. Marzenia o tym, że któregoś dnia zrobią samolot tak wielki, że poleci na drugi brzeg. Co robić?  Miało szansę się spełnić, tylko przy ich wspólnym działaniu. 






Dzieci się nie poddały. Jak kończy się ta piękna historia? Czy uda im się dokonać tego, co większość z góry skazałaby na klęskę? 



Musicie koniecznie poznać zakończenie tej książki. Zapewniam Was, że dzieciom bardzo się spodoba. Bartek był zachwycony, słuchał bardzo uważnie, na Jego twarzy malowała się cała tęcza uczuć. Od tych najbardziej pozytywnych, po przerażenie spowodowane zwątpieniem w dobry koniec tej historii. 

Polecamy nowość Wydawnictwa Zielona Sowa. 




Odstawiamy nocne karmienia.

Odstawiamy nocne karmienia.

Decyzja o odstawieniu od nocnych karmień była podyktowana kilkoma rzeczami. 

Po pierwsze, nasz Pampuszek jest już na tyle dużym chłopczykiem, że nie musi jeść w nocy. W ciągu dnia zjada ładne posiłki (4-5) więc Jego brzuszek jest pełny. Nie płacze z głodu. 

Po drugie. Moje zmęczenie. Wyczerpał się mój limit na nocne pobudki w ilości od 4 do 12. Serio, mam dość. Chciałabym przespać ciągiem chociaż 6h. Chciałabym aby Młody człowiek przebudził się raz, dał utulić na rękach i odłożyć z powrotem do siebie i spać tam do tej 6:00 chociaż. 

Po trzecie. Mam mniej pokarmu. Nadal sporo, ale mniej. I całonocne maratony spowodowały totalne zmasakrowanie moich sutków i otoczek, bo Młodziak ciągnął, gryzł.. sutki przy karmieniu paliły jakby podpalano je ogniem. 

Moja pierwsza decyzja : Odstawiamy się całkiem. Ale po przemyśleniu i obserwacjach Kacpra doszłam do wniosku, że jeszcze nie czas. Owszem, noce odstawiamy. Dziś będzie czwarta bez cycusia - póki co wczoraj sukces : spał od 23 do 3:00 bez przebudzenia, a dziś dla odmiany przerwa od 3 do 4:30... 
Kacpi nie był z tych dzieci, co podchodzą i ściągają mamie bluzkę aby dostać się do cycusia. A te nocne odstawienia odbiły się trochę nadrabianiem w ciągu dnia i Chłopczyk miewa dwa-trzy takie podejścia, że sam daje znać właśnie ciągnięciem na ramiączka od stanika :) 

Póki co nie jest źle. Nastawiłam się na awantury bez snu. Tymczasem usypia po przebudzeniu, co prawda muszę go pobujać, polulać.. ale może dojdzie do tego momentu, że w końcu się wyśpię. Staram się w to wierzyć. 

Trzymajcie kciuki ;) 

Edit. 
Mija miesiąc jak już nie karmimy się w nocy. Nie ugięłam się. Mały dzielnie to przyjął. Nie toczymy nocnych bojów o cycusia. Pod tym względem poszło nam super. Karmię na dobranoc, potem rano i jeden-dwa razy w ciągu dnia. Sutki niestety znów pogryzione, bo idą zęby. Ale jest dobrze! Brawo My :) 
Kacper po przebudzeniu w nocy lepiej zasypia, nie muszę go bujać, wystarczy kiedy się podniesie położyć Go z powrotem, dać smoka, chwilkę pogłaskać po pleckach. 
Zamierzony efekt został osiągnięty. Choć całej nocki przespanej jeszcze nie doczekałam ;)  



Gerda. Historia wieloryba, który nauczy Cię wiele.

Gerda. Historia wieloryba, który nauczy Cię wiele.

Gerda to młody wieloryb. Jej historia nie jest usłana wodnymi liliami. Jej historia jest smutna, tak jak Jej wielkie oczy. 
Nasza bohaterka zgubiła swoją rodzinę. Wielorybią mamę i tatę, oraz wielorybiego brata Larsa. I właśnie dlatego postanawia udać się w pełną niebezpieczeństw wyprawę przez bezkresny ocean. 

Odważna i uparta w swym zamierzeniu, podczas poszukiwań spotyka na swojej drodze Orki które doradziły jej, aby zawsze była sobą i aby zawsze słuchała głosu swojego serca, a dzięki ośmiornicy zwróciła uwagę na zaśmiecanie wody, która ją otacza. Gerda z ufnością przyjmuje słowa napotkanych stworzeń. 

W końcu trafia na starego narwala, który przypomina sobie, że kiedyś spotkał jej brata. Kieruje ją do Rajskiej Zatoki Wielorybów, gdzie być może odnajdzie to, czego szuka. 





Wielkie serducho naszej bohaterki napełnia nowa nadzieja, która pcha ją z nową wiarą ku Rajskiej Zatoce. Czy odnalazła brata? Czy czeka nas szczęśliwe zakończenie tej historii? Gerda to opowieść o tym, że nie należy się poddawać w dążeniu do wyznaczonego celu. To potwierdzenie tego, że aby osiągnąć sukces należy mieć otwarty umysł i przyjmować napotkane trudności, ale i serdeczne wsparcie i wskazówki. 

Książka jest pięknie ilustrowana. Przeprawa przez wielorybią podróż jest bardzo przyjemna zarówno dla oka jak i duszy. Treść jest bardzo melodyjna, idealna do czytania na dobranoc :) Serdecznie polecamy zapoznanie się z tą nowością od Wydawnictwa Zielona Sowa. 

Nie zapomnij o starszaku. Czyli o tym, że warto spędzić czas tylko z jednym dzieckiem - sam na sam.

Nie zapomnij o starszaku. Czyli o tym, że warto spędzić czas tylko z jednym dzieckiem - sam na sam.

Ostatnio wpadłam w taki ciąg bieganiny. Totalnie robiłam wszystko na najszybszych obrotach. Wiadomo : praca, dom, zakupy, gotowanie dla dzieci. Złapałam się na tym, że pomyślałam, iż potrzebowałabym złapać oddech w towarzystwie mojego starszaka. Bartek to już taki poważny, bardzo inteligentny młody facio. Nasza więź jest bardzo fajna, naprawdę nie mogę narzekać na to jak się zachowuje patrząc na inne dzieci w Jego wieku. Jest pomocnym, starszym bratem. Miewa swoje humorki, bunty, ale uwielbia się do mnie przytulać, jest czuły i opiekuńczy. 



Dlatego dla podtrzymania tego co nas łaczy postanowiłam, że raz w miesiącu będziemy wychodzić tylko we dwoje. Dawanie dziecku niepodzielnej uwagi przez jakiś czas, zwłaszcza regularnie jest bardzo ważne. Szcególnie kiedy pojawiło się w domu młodsze rodzeństwo. 
Kiedy byłam w ciąży z Kacprem, obiecałam sobie, że nigdy nie pozwolę na to, aby Bartek poczuł się odrzucony, zaniedbany, zazdrosny. Wielokrotnie pytałam Go przez ten rok, czy nie jest zazdrosny i nigdy nie usłyszalam (na szczęście!) pozytywnej odpowiedzi. Cieszę się. 

Tym razem zaplanowałam wyjścia "niespodzianki". Korzystając z możliwości darmowego wejścia do Centrum Nauki Eksperyment pokierowaliśmy sie właśnie tam - w piątek. Bartek był niedawno z przedszkolem, więc to On pełnil rolę mojego przewodnika, bo ja byłam bardzo dawno. Wystawa bardzo się rozbudowała - na plus. Warto wybrać się z dziećmi. Polecamy. 







W niedzielę poszliśmy pierwszy raz do Centrum Filmowego. Jeszcze nie mieliśmy okazji odwiedzić. Wybraliśmy się do kina na "Manu - bądź sobą". Bardzo przyjemna animacja z przesłaniem. Choć standardowo słownictwo mnie mocno zraziło "durny" -> w bajce dla dzieci, dlaczego pojawiają się takie słowa? 



Bartek był uśmiechnięty, dużo się do mnie przytulał. Widziałam, że ten NASZ czas bardzo dobrze Mu zrobił. Na kolejne wypady wybierzemy się już w maju i tym razem Jemu pozwolę zdecydować o tym, gdzie mają ponieść nas nogi. 
Zapamiętaj ! Licz tylko na siebie.

Zapamiętaj ! Licz tylko na siebie.

Ostatni miesiąc był dla nas łaskawy. W ciągu trzech miesięcy udało mi się osiągnąć spełnienie mojego noworocznego planu. Znalazłam pracę. W dodatku taką, o której bardzo szybko moglam powiedzieć, że jest świetna. Praca jako pomoc nauczyciela w prywatnym przedszkolu.  Zaklimatyzowałam się w fajny zespół, zostałam zaakceptowana przez dzieci. Kacperek znosił dzielnie naszą rozłąkę mimo, że spadła ona na nas dość nagle. Mój powrót do pracy był planowany na maj / czerwiec, ale nie mogłam nie wykorzystać takiej okazji i nie żałuję, że tak do tego podeszłam. Odetchnęłam, ogarnął mnie spokój. Liczyłam na to, że wyjdziemy na prostą. Planowaliśmy remont mieszkania, zakup rogówki, obkupienie odzieżowe dzieci. 

Kacper spędzał czas z babciami. Obie zawsze deklarowały chęć pomocy, twierdziły, że ZAWSZE można na nich polegać. Tak ponoć jest, że można polegać na wsparciu rodziców. Ponoć. 

U nas potoczyło się to inaczej. Jedna babcia "odpadła" nam z opieki z powodu nie radzenia sobie. Nie ukrywajmy opieka nad prawie roczniakiem wymaga dobrego stanu zdrowia fizycznego i potykanie się o własne nogi - nie jest bezpieczne dla takiego malucha. W ciągu dnia niejednokrotnie trzeba wziąć go na ręce. Nie mogłam narażać zdrowia naszego synka.

Druga babcia super radziła sobie z Małym. Kacper to raczej bezproblemowe dziecko w opiece. Jasne, trzeba przytulić, miewa humory, ale nie jest jakoś strasznie wymagający w obsłudze odkąd zaczął raczkować. Potrafi się też sam pobawić, zająć. 
W zeszły weekend odbyłyśmy rozmowę w której zaproponowałam / zapytałam o możliwość, aby zajmowała się Pysiakiem trzy dni w tygodniu, tak aby mieć ciągłość pobytu na działce (zbliża się sezon ogródków działkowych). I co? Zrobiła się awantura. Atmosfera upadła na poziom poniżej normy. Radość ze znalezionej pracy, perspektyw które dawała nam druga wypłata pękła jak bańka mydlana... 
Babcia, mimo schorowanego kręgosłupa woli zapierdzielać na działce, niż pomóc w opiece nad wnukiem. Tak to właśnie wygląda. Niestety. Jest mi przykro. Strasznie przykro, że znów zostaliśmy sami z tym wszystkim. Jeśli jeszcze raz, ktokolwiek powie mi "Możesz na mnie zawsze polegać", albo "Przecież masz blisko babcie" ... nie uwierzę. 

Zdesperowani próbowaliśmy znaleźć nianię. Trafiło się jedno ogłoszenie pani, mieszkającej niedaleko. Zajmowała się jedną dziewczynką 15 miesięczną. Odwiedziliśmy Panią dwa razy, jednak Pani nie wykazywała efektywnego zainteresowania podjęciem relacji z Kacprem, dziewczynka była o Małego zazdrosna, a dodatkowo jak się okazało pani bedzie się przeprowadzać i dojazd do niej nie byłby po drodze do pracy ani mojej, ani męża. 

Musiałam zrezygnować z pracy. Muszę zostać z Kacprem. Nie wiem jak długo i nie wiem co dalej. Póki co nadrobimy ten czas osobno i postaram się wierzyć, że nasze szczęście jeszcze do nas wróci. 


11 miesiąc naszego Minionka!

11 miesiąc naszego Minionka!

Nasz Pampuszek. Nasz Maluszek. Nasz brakujący Element. Nasz (od niedawna nazywany przez Bartka) Minionek & Mimi. 
11 miesiąc, to już tylko kroczek od roczku. Od 12 miesięcy po tej stronie brzuszka, a mi się wydaje, że ta pamiętna niedziela, kiedy jechałam do szpitala była wczoraj. Te wspomnienia zostają w serduchu chyba na zawsze. 

Co nowego? 

 Chłopczyk rozpędził się z rozwojem fizycznym. Sam siada, sam wstaje, sam przesuwa się przy meblach i zaczyna się puszczać. Potrafi ustać 3-5 sekund. Porzucił pełzanie na rzecz raczkowania, co widać na posiniaczonych kolankach :) 

Zaprzyjaźnia się z nocniczkiem, poranna dwójeczka zazwyczaj ląduje właśnie w nim. Nauczył się pić z bidonu ze słomką, jednak nie bardzo ma póki co ochotę na wodę. Zakupiliśmy pierwsze buciki na małe stópki, które okazały się posiadać wysokie podbicie. 





Zaczęła się faza na wkładanie, wyciąganie, przekładanie, rzucanie, wyrzucanie. W tym miesiącu zaliczyliśmy też pierwsze bujanie na huśtawce. 

Kacper potrafi pokazać jaki jest duży, robi kosi - kosi, woła Babę, Mamę, Baaa (to chyba Bartek) :) 
Wykluwa się Mu dolna dwójka, czuć ją pod dziąsłem - jeszcze się nie wybiła. 

Spanie. Trochę ustabilizował się nam tryb dzienny. Wróciłam do pracy i babcie przejęły wnusia. Ze strachu przed awanturami, i korzystając ze słońca Kacper wychodzi zazwyczaj na obydwie drzemki na spacer. Śpi dwa razy od 30 do 90 minut. (W wózku 90, w domu oczywiście 30 :P) Nocki : NADAL KOSZMARNE. 

Kwestia pogodzenia się z przejściem mamy na nowy tor zawodowy. Wychodzę o 7:10, więc o 7 dostaje ostatniego cyca, którego czasem zjada, a czasem nie.. Wracam o 16. Do tej pory Minionek zjada pięknie śniadanko, obiadek i owocki. Babcie chwalą, że dziecko bezproblemowe, mało płacze, raczej nie przeżywa traumatycznie rozstania ze mną. 

Coraz fajniej dogadują się z Bartkiem. Ganiają się po domu, Kacper uwielbia jak Barti się przed nim wygłupia. Jak Bartek wraca z przedszkola Kacperek ożywia się, wstępuje w niego nowa energia, cieszy się ewidentnie, że braciszek wrócił.  

Kacpi uwielbia zabawę w powtarzanie  (naśladowanie) dźwięków ustami. On piszczy - ja piszczę, On mlaska - Ja mlaskam. I jest radoszka. 


Pampuszek nosi rozmiar 80, chociaż za moment wejdzie w 86. Ma już ponad 10 kg na pewno. Jest mega radosnym Smykiem. 

Trochę ewoluował nam plan dnia. Wstaje między 5:30 - 7:00. O 8:00 śniadanie (owoce, kanapka z serkiem lub wędliną, jogurt lub serek homogenizowany, jajecznica lub płatki owsiane z owocem), potem o 10 drzemka pierwsza. O 12 obiadek, o 13:00/14:00 drzemka druga w zależności ile trwa pierwsza, po drzemce owoc lub jeśli ja już jestem to cycuś, o 17 kolacja (kaszka) i o 18:00/ 19:00 spanie nocne. 

Następny wpis z miesięcznicą, to już ROCZEK! 







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Mother and Son , Blogger