kwietnia 13, 2019

Zapamiętaj ! Licz tylko na siebie.

Ostatni miesiąc był dla nas łaskawy. W ciągu trzech miesięcy udało mi się osiągnąć spełnienie mojego noworocznego planu. Znalazłam pracę. W dodatku taką, o której bardzo szybko moglam powiedzieć, że jest świetna. Praca jako pomoc nauczyciela w prywatnym przedszkolu.  Zaklimatyzowałam się w fajny zespół, zostałam zaakceptowana przez dzieci. Kacperek znosił dzielnie naszą rozłąkę mimo, że spadła ona na nas dość nagle. Mój powrót do pracy był planowany na maj / czerwiec, ale nie mogłam nie wykorzystać takiej okazji i nie żałuję, że tak do tego podeszłam. Odetchnęłam, ogarnął mnie spokój. Liczyłam na to, że wyjdziemy na prostą. Planowaliśmy remont mieszkania, zakup rogówki, obkupienie odzieżowe dzieci. 

Kacper spędzał czas z babciami. Obie zawsze deklarowały chęć pomocy, twierdziły, że ZAWSZE można na nich polegać. Tak ponoć jest, że można polegać na wsparciu rodziców. Ponoć. 

U nas potoczyło się to inaczej. Jedna babcia "odpadła" nam z opieki z powodu nie radzenia sobie. Nie ukrywajmy opieka nad prawie roczniakiem wymaga dobrego stanu zdrowia fizycznego i potykanie się o własne nogi - nie jest bezpieczne dla takiego malucha. W ciągu dnia niejednokrotnie trzeba wziąć go na ręce. Nie mogłam narażać zdrowia naszego synka.

Druga babcia super radziła sobie z Małym. Kacper to raczej bezproblemowe dziecko w opiece. Jasne, trzeba przytulić, miewa humory, ale nie jest jakoś strasznie wymagający w obsłudze odkąd zaczął raczkować. Potrafi się też sam pobawić, zająć. 
W zeszły weekend odbyłyśmy rozmowę w której zaproponowałam / zapytałam o możliwość, aby zajmowała się Pysiakiem trzy dni w tygodniu, tak aby mieć ciągłość pobytu na działce (zbliża się sezon ogródków działkowych). I co? Zrobiła się awantura. Atmosfera upadła na poziom poniżej normy. Radość ze znalezionej pracy, perspektyw które dawała nam druga wypłata pękła jak bańka mydlana... 
Babcia, mimo schorowanego kręgosłupa woli zapierdzielać na działce, niż pomóc w opiece nad wnukiem. Tak to właśnie wygląda. Niestety. Jest mi przykro. Strasznie przykro, że znów zostaliśmy sami z tym wszystkim. Jeśli jeszcze raz, ktokolwiek powie mi "Możesz na mnie zawsze polegać", albo "Przecież masz blisko babcie" ... nie uwierzę. 

Zdesperowani próbowaliśmy znaleźć nianię. Trafiło się jedno ogłoszenie pani, mieszkającej niedaleko. Zajmowała się jedną dziewczynką 15 miesięczną. Odwiedziliśmy Panią dwa razy, jednak Pani nie wykazywała efektywnego zainteresowania podjęciem relacji z Kacprem, dziewczynka była o Małego zazdrosna, a dodatkowo jak się okazało pani bedzie się przeprowadzać i dojazd do niej nie byłby po drodze do pracy ani mojej, ani męża. 

Musiałam zrezygnować z pracy. Muszę zostać z Kacprem. Nie wiem jak długo i nie wiem co dalej. Póki co nadrobimy ten czas osobno i postaram się wierzyć, że nasze szczęście jeszcze do nas wróci. 


Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger