Żłobkowe dylematy matki

Wiele lat temu, kiedy pracowałam w prywatnym punkcie opieki i miałam w swojej grupie dzieciaczki od 6 msc do roku - obiecałam sobie, że moje dziecko nigdy nie pójdzie do żłobka. 
Jak się okazuje, życie kolejny raz zweryfikowało moje postanowienia, a dodatkowo jak to się mówi "Tylko krowa nie zmienia zdania". 

Życie potoczyło się tak, a nie inaczej, że kolejny raz musimy być zdani tylko na siebie, ale z każdej sytuacji jest wyjście i skoro my mamy podążyć właśnie taką drogą - może właśnie ona jest właściwa i wszystko małymi kroczkami się pomyślnie ułoży? 

Boję się. Jasne, że się boje. Ba! Jestem przerażona. 
Kacpi we wrześniu będzie miał 16 miesięcy. Chodzi (więc nie będzie sytuacji, że ktoś go zgniecie, bo tylko raczkuje), jest bardzo radosny, kontaktowy, raczej nie strachliwy i dopisuje Mu apetyt. Nie wybrzydza, zjada wszystko chętnie i dużo :) 
Jedyne co to nadal kwestia snu. O ile przestawiliśmy się już na jedną drzemkę w okolicy 12, nadal jest problem tego rodzaju, że Królewicz przebudza się po 30 minutach i próbuje wstać, i najchętniej i najlepiej śpi, kiedy ktoś jest obok i głaszcze Go po rączce, kiedy próbuje się wybudzić. Wtedy śpi pięknie i to nawet 2h. 
Możliwe, że zabawa, hałas, zajęcia grupowe zmęczą Go na tyle, że padnie na leżaczek i będzie spał jak zabity 2h. Być może, ale jeśli nie? Marudzonko do wieczora w domku, bo pół godzinna drzemka to dla Niego zdecydowanie za mało przy całodniowych aktywnosciach, które uprawia. To typ dziecka, które więcej chodzi niż siedzi (identyko jak Bartek). Martwią mnie też choroby, do tej pory prócz katarków i gorączek mieliśmy tylko ten rumień, a tak wszystko nas omijało.. Jasne, wiem, że to nabieranie odporności i lepiej jak się wychoruje w żłobku, będzie odporniejszy w przedszkolu.. ale po to wracam do pracy, aby pracować i zarabiać, a nie żeby brać zaraz L4 na chorego brzdąca. 

Martwię się, jak zniesie rozłąkę. Wstępnie będzie siedział w żłobku od 8 do 15, z czego od 12-14 mają drzemkę, a o 14:15 drugie danie obiadowe. 
Mam nadzieję, że będzie dzielny, że oboje będziemy.

Tak wyglądają moje obawy. Od 2.09 zaczyna się adaptacja. Jeśli mój tydzień próbny pójdzie dobrze, to mąż pójdzie na nią. Jest hardcorowa, bo rodzice są tylko 20 minut na sali, a potem dziecko zostaje na 2h samo. I tak dwa dni, po czym zostaje już na spanie i obiadek. 

Nasza wyprawka nie jest jakaś spektakularna. Mamy przynieść tylko ubranka na zmianę, kapcie, smoczek z opakowaniem, podpisane pieluchy, chusteczki suche i mokre, śliniaczek z kieszonką, piżamkę. 

Sierpień zbliża się ku końcowi, a to oznacza, że nowy etap coraz bliżej. Trzymajcie za nas kciuki. 

Brak komentarzy:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Mother and Son , Blogger