października 20, 2018

Pierwsza zastawa. Jakże ważna sprawa! Początki rozszerzania diety.

Pierwsza zastawa. Jakże ważna sprawa! Początki rozszerzania diety.

Rozpoczęliśmy rozszerzanie diety. Około dwa tygodnie przed skończeniem szóstego miesiąca. Kacper bardzo był zainteresowany tym co jemy, wyciągał rączki więc postanowiłam spróbować. Zdecydowanie nie jest to jedzenie - zastępowanie cycusia jakimkolwiek pokarmem, bo nie możliwością jest najedzenie się pięcioma łyżeczkami :) Chodzi nam w początkowej fazie o pokazanie Mu, zapoznanie go z nowością, aby wiedział, że prócz cycusia są też inne smakowite rzeczy :) 


Z pomocą przy naszych początkach przyszła nam pierwsza zastawa od Canpol Babies. Co zabawniejsze, Bartuś ma dokładnie taką samą miseczkę i używa jej do dziś :) 


Jaka musi być pierwsza zastawa? 
- poręczna (aby dobrze trzymać ją w ręku)
- praktyczna (miseczka od Canpol'a posiada pod spodem gumeczkę, która przysysa się do gładkiego podłoża). 
- nowoczesna z możliwością mycia w zmywarce
- łyżeczki dopasowane do małej buźki 
- ładna :) 



Specjalnie umieściłam punkt "ładna" na końcu, bo choć ta od Canpol'a jest super, dla mnie ważniejsze są te punkty wyżej. 

Canpol wyszedł na przeciw naszym potrzebom i sprawuje się na piątkę z plusem :) 

W naszym zestawie znalazły się też śliniaczki, które pod materiałem mają nieprzeciekające ceratki, więc nawet jeśli coś wypadnie z buziaka nie pobrudzimy sobie ubranka. Dodatkowo mają bardzo ładne wzory, które aż żal zabrudzić ;) Mam nadzieję, że proszek poradzi sobie z plamami po jedzonku i będą nam długo służyć. 




Mamy też kubeczek niekapek, ale jego testy zaczniemy troszkę później, bo póki co Kacper pije jeszcze dużo z cycusia i nie wprowadzam jeszcze ani wody, ani tym bardziej soczków, bo nie widzę takiej potrzeby. 
Pierwsze co już teraz rzuciło mi się w oczy, to bardzo poręczne uchwyty, więc zapewne będzie łatwo trzymać je w małych łapkach. 

Obiecałam Wam też wspomnieć o smoczku, który uratował nam życie. Przetestowaliśmy kilka. Ładnych, znanych, polecanych, modnych. I dopiero właśnie ten od Canpol'a okazał się trafiony! Kacper używa go do spania i do podróży wózkiem. Dzięki niemu nie boję się już wychodzić z nim na dwór, a proces usypiania w domu skrócił się z (często) 30 minut do 10-15. Także ozłocę Canpola! :) 



Zdecydowanie jesteśmy zadowoleni z  zestawu BUNNY&COMPANY marki Canpol babies i polecamy Wam ten, oraz inne produkty tej znanej wszystkim firmy. 


października 19, 2018

Pierwsze spotkania z książką Kacperka. Zabawne historie Misia Koralika.

Pierwsze spotkania z książką Kacperka. Zabawne historie Misia Koralika.
Jesteśmy rodziną "Czytaczy". Książki były w naszym domu od zawsze i od zawsze bardzo szybko poznajemy z nimi nasze dzieci. Bartek uwielbia nasze wieczorne seanse z książkami, liczę, że i Kacper będzie sięgał po nie równie chętnie. 

W Jego małe rączki wpadła seria o pewnym Misiu. Nie Puchatku i nie Koralgolu, choć zdecydowanie coś ich wszystkich łączy ;) 





Miś Koralik to seria stworzona z myślą o najmłodszych. Każda z książeczek opowiada nieskomplikowane i zabawne historyjki, których doświadcza nasz Mały bohater. Książeczki przyciągają wzrok Maluszka, gdyż są przepięknie i wyraziście ilustrowane. 

Opowiastki, z którymi możecie zapoznać się wyjaśniają wątpliwości małego czytelnika. Np. "Okulary" to historia o poszukiwaniu zagubionych okularów. Dziadek Misia tłumaczy w jakim celu się je nosi. Koralik poczynia spostrzeżenia, które wyjaśniają wiele wątpliwości, które mogą pojawiać się w małych, dziecięcych główkach. 

Seria książeczek "Miś Koralik" to nowości Wydawnictwa Wilga. Seria zawiera cztery kolorowe książeczki - "Miś Koralik Skarpetki", "Miś Koralik Rysa", "Miś Koralik Bulbul" i "Miś Koralik Okulary". Na końcu każdej z książeczek znajdziecie propozycję zabawy powiązanej z głównym tematem opowieści, a także pytania do dziecka, które pozwolą sprawdzić na ile dziecko zapamiętało historię opowiedzianą w książeczce oraz jakie wnioski z niej wyciągnęło, gdyż celem całej serii jest również przekazanie dziecku wiedzy, takiej jak np. przechodzenie na światłach czy oszczędzanie wody.

Autorką tekstów jest Grażyna Nowak-Balcer, a autorką ilustracji Anna Zboina.


"Miś Koralik" to świetna propozycja dla maluchów. Zwracają uwagę barwnymi ilustracjami oraz przyjaźnie nastawionym bohaterem. Dziecko chociaż małe, już teraz może utożsamiać się z misiem i tak jak on poznawać nowe rzeczy, uczyć się i bawić. Umieszczenie na końcu każdej książeczki zagadek oraz szablonu do wycięcia, dodatkowo podnosi jej atrakcyjność.



Kacper choć niewiele zrozumiał bardzo przyglądał się obrazkom, natomiast Bartek który równiez został zapoznany z treścią książeczek stwierdził, że są "super!". Któregoś popołudnia, kiedy poprosiłam Go, aby zabawił chwilę Kacpra bo miałam coś do zrobienia, pobiegł do pokoju i wrócił do brata z "Misiem Koralikiem". Opowiadał Mu swoimi słowami przeczytane wcześniej historyjki. Widok - bezcenny :) 




Seria o Misiu warta jest uwagi. Polecam ją na zbliżające się np. Mikołajki. Zapewniam Was, że spodoba się Waszym maluszkom :)

października 13, 2018

O tym jak udało się nam pokonać "bunt na cycka".

O tym jak udało się nam pokonać "bunt na cycka".
Cicho, cichutko... Jeszcze całkiem nieśmiało, bo dziś dopiero drugi dzień jak jest lepiej, ale chyba możemy powiedzieć "Udało się nam". Pokonaliśmy wspólnie kryzys. Pokonaliśmy wspólnie ten bunt na cycusia. 

A myślałam, że bunt czeka mnie dopiero, jak nasze dzieci będą mieć naście lat ... Ha! Mój błąd ;) 

Ktoś kiedyś napisał, że w byciu rodzicem - tylko cierpliwość jest w stanie nas uratować - . I chwała Mu za to. 
Ja ogólnie jestem bardzo cierpliwym człowiekiem. Mój mąż niejednokrotnie stwierdzał, że mam anielską cierpliwość, za którą powinnam dostać jakąś nagrodę - statuetkę ;) Jeszcze nie dostałam, ale chyba po tej akcji  z Kacprem zacznę się o nią ubiegać. 

Przeżywam jak mrówka okres. Bo cieszę się, że po raz kolejny mój upór, moja cierpliwość, mój spokój, pomimo wylanych łez bezsilności i strachu - poskutkował pozytywnym efektem. 

Nasza mleczna droga trwa nieprzerwanie i niezamiennie na mm od 5 miesięcy i kilku dni. Mimo, że w ciągu trwania kryzysu od połowy sierpnia do teraz (około 10.10) pękłam ze strachu o pełny brzuszek Kacperka i poprosiłam męża, aby wracajac z pracy kupił mleko modyfikowane. Byłam bliska rezygnacji, zwłaszcza, że o konsultację poprosiłam doradcę laktacyjnego. Ta wizyta mi nie pomogła, nie uspokoiła - wręcz przeciwnie nasiliła mój niepokój. Doradca stwierdziła, że Kacper nie chce jeść, bo ma napięte mięśnie w okolicy obręczy barkowej. Dostawiając się i ciągnąc pierś odczuwa ból. Dziwne to było, gdyż w nocy i w momentach kiedy jednak był głodny - nie wydawało mi się, żeby odczuwał ból. 

Nie poddałam się. Cudowałam. Chodziłam po pokoju z dzieckiem na rękach i śpiewalam "Koła autobusu kręcą się" byleby zjadł, byle by opróżnił choć odrobinę przepełnione piersi, które jednego dnia doczekały się okropnie bolesnego zastoju. Ustawiłam Jego drugą drzemkę w domu, tak , abym mogła podać Mu pierś na "śpiocha" bo wtedy nie miał problemu z jedzeniem. Nocą zjadał ładnie, nadrabiał dzienne zapotrzebowanie. Dlatego wyczekiwałam wieczora, czasu kąpania aby tylko dać Mu "kolacje" a potem móc opróżniać piersi co 2-3h (bo z taką częstotliwością niestety wciąż się budzi).

Zauważyłam, że sam zaczął dostosowywać swój poziom głodu i chęci popicia. Zaczął sygnalizować, samodzielnie pokazywać, że chce jeść. Najczęściej jest to w ciągu dnia co 4h. Jak nie jest głodny - za Chiny nie zje. Pociagnie dwa razy i zaczyna gryźć. Jeśli jest - zje pięknie i nie widać ani odrobinę aby Go cokolwiek i gdziekolwiek bolało. 

Nie ma co zmuszać, bo wmuszanie częstsze niż co 4h skutkowało Jego rozdrażnieniem, płaczem, krzykiem, a moim psychicznym zmęczeniem i potęgującym niepokojem. 

Słyszałam "Pewnie się odstawia", "Nic nie zrobisz", "Przejdź na mm, co będziesz się męczyć?". 
Otóż przemęczyłam się i to długo. Bardzo długo. Bardzo źle będę wspominać ten czas. To jedno z tych wspomnień, które chce się jak najszybciej wymazać. Mam nadzieję, że przed nami dalsza mleczna droga, nie skażona "powikłaniami" tego typu. 
Mimo, że Kacper ma 5 miesięcy - uczymy się wciąż siebie. Poznajemy się i musimy dostosować swoje potrzeby. Ja - Jego, a On - moje :) I będzie dobrze!

Wierzę w to! 


Dlatego dobra rada dla tych z Was, które zmagają się z buntem na cycusia. Słuchajcie siebie, słuchajcie swojego dziecka. Uzbrójcie się w cierpliwość. Tylko ona jest w stanie nas uratować.



października 09, 2018

Piąty miesiąc Kacpra. Problemy z karmieniem, wizyta w OWI.

Piąty miesiąc Kacpra. Problemy z karmieniem, wizyta w OWI.
Wrzesień przyniósł nam prócz końca lata, kolejny miesiąc naszego Kacperka. 



Ten miesiąc zaowocował nam dwiema rewolucjami w życiu naszego Młodszego. Po pierwsze "dorobił" się własnego kąta. Zlikwidowaliśmy już na stałe wózek, w którym usypiał kilka tygodni, wjechało za to łóżeczko. Bałam się tego momentu, oczekiwałam wielkich awantur. Tymczasem mijają trzy tygodnie jak Kapi ma łóżeczko i od tygodnia usypia na pierwszy wieczorny sen SAMODZIELNIE po kąpieli. Potem biorę go do nas i tak już zostaje do rana, bo jednak przy naszym karmieniu i budzeniu się co 2-3h wygodniej mi i lepiej odpoczywam w nocy. Jak dojdziemy do momentu, w którym będzie jedna pobudka powalczymy o całonocne spanie u siebie. Jeśli pójdzie gładko (a na to liczę) po roku chłopaki zamieszkają już razem w pokoju.


Druga rewolucja spadła na nas dość niespodziewanie. Dostałam się do testowania z programu blogosfera z Canpolbabies (w którym co miesiąc możecie otrzymać do testowania świetne produkty, lub zorganizować na blogu konkurs z nimi). My otrzymaliśmy zestaw nowej serii Bunny&Company w której jest m.in smoczek (o reszcie już niedługo na blogu w osobnym wpisie). I tak oto nasz syn zaczął używać smoczka. Bardzo ułatwiło nam to zasypianie i znienawidzone wciąż podróżowanie w wózku. Prawda jest taka, że jeśli nie chce to i tak będzie się awanturował i smoczek to nie podziała, ale mając "uspokajacza" i ja jestem nieco spokojniejsza ;) Kiedy Młody usypia wyciągamy więc staramy się używać go z głową. Tak aby nie uzależnić ;)

Ten miesiąc to także kryzys z jedzeniem. Zaczęło się jeszcze kiedy w ciepłe dni jeździliśmy na działkę, bo pamiętam, że żaliłam się mamie, że muszę cudować i chodzić po pokoju i śpiewać "Koła autobusu kręcą się" aby Kacper opróżnił mi jako tako pierś. 
Cudowanie z jedzeniem poszło tak daleko, że poprosiłam o konsultację doradcę laktacyjnego. Prawdopodobną przyczyną (choć nie chce mi się wierzyć, że teraz akurat to wyszło - a nie wcześniej) jest wzmożone napiecie w obręczy barkowej. Kiedy Mały jest rozluźniony (w nocy i po kąpieli wieczornej) zjada ładnie. W dzień, prócz tego że wszystko go rozprasza jest napięty - boli go - i nie chce zjeść. Jest w tym jakaś logika, choć ciężko mi ją ogarnąć. 23.10 mamy pilną konsultację w Ośrodku wczesnej interwencji. Mam nadzieję, że rehabilitacja pomoże, bo jestem już strasznie zmęczona i psychicznie i fizycznie. Nie wspomnę o nabrzmiałych i bolących piersiach (musiałam zacząć ściągać pokarm i mrozić). 



Z rozwoju fizycznego. 
Kacper zaczął pięknie łapać zabawki. Przekłada je w dłoniach leżąc na pleckach. Jak jest zmęczony, udaje że nie potrafi - kiedy Mu podaje, od razu puszcza ;) Zgrywa niedorajdę ;) 
Zaczął podnosić dupcię jakby szykował się do raczkowania, nie wykonuje natomiast przewrotów z brzuszka na plecy i odwrotnie (ponoć to także wina napiętego barku i zbyt luźnego brzuszka). Kacper waży już 8,7kg. Nosi nadal ciuszki na 68 cm i kończymy ostatnie opakowanie pieluch w rozmiarze 3. 

Jest strasznie ciekawski, interesuje go każdy dźwięk i każda nowa rzecz, która pojawia się w zasięgu Jego wzroku. 
Ostatnio, przez jakiś tydzień próbowałam ogarnąć Jego plan dnia. Szło mi całkiem nieźle dopóki w miarę "normalnie" jadł. Pomijam że Jego drzemki w ciągu dnia znów oscylują w okolicach długości 2h. Każda trwa około 30 minut. Więc nie mam kompletnie na nic czasu. Wszystko robię w biegu, przez co mam mega zawroty głowy, co chwilę wyskakują mi jęczmienie na oku z przemęczenia. Wieczorami nie marzę o niczym innym jak tylko ciepłym prysznicu i śnie. Na pierwszy sen w łóżeczku, mam te 2-3h na wygodne ułożenie się na swojej połowie łóżka, bo potem dziele ją z Kluską. Plecy mnie tak napierdzielają, że codzienne masaże w wykonaniu tatowego nie pomagają. 
Jest ciężko. Wciąż. A co chwilę dochodzi coś nowego - problemy z jedzeniem, wizyta w OWI. Wypatruje końca i spokoju, ale nie widać... 

Wiecie co mi się marzy? Długi, spokojny spacer (bez krzyku i jęczenia) nad morzem... gdzie Kacperowski by usnął, pospał 1,5h a ja mogłabym poczytać książkę (tęsknie za tym.) 

października 07, 2018

Konkurs z Canpol Babies : wygraj zestaw sterylizator i butelki dla swojego maluszka!

Konkurs z Canpol Babies : wygraj zestaw sterylizator i butelki dla swojego maluszka!


ZADANIE KONKURSOWE : 

Każdy z nas ma taką historię. My także. Pamietam jak przy jednej z pierwszej kąpieli nasz Bartuś tak się rozluźnił, że strzelił kupkę chlupając się w wanience. A my - młodzi, oszołomieni rodzice zamiast ratować syna z opresji zaczęliśmy sie głośno śmiać ;) 

A Ty? Napisz mi, jaka najzabawniejsza historia przydarzyła się Wam podczas codziennej pielęgnacji Waszego maluszka? Przy zabawie, kąpieli a może podczas jedzenia? 

Wybór zwyciężcy zostanie przeprowadzony na zasadzie wyboru dwóch najbardziej zabawnych wspomnień.

Wysyłka nagrody przez Canpol Babies w przeciągu 14 dni od zakończenia konkursu. 

Informacje dodatkowe : 

- w konkursie mogą wziąć udział osoby pełnoletnie, zamieszkałe na terenie Polski.
- konkurs przeprowadzony jest za pozwoleniem Canpolbabies
- Facebook nie jest w żaden sposób związany z naszym konkursem, nie sponsoruje ani nie przeprowadza go.

-Zapoznaj się z treścią oraz zaakceptuj zapisy Regulaminu poprzez umieszczenie 
odpowiedzi na pytanie konkursowe pod postem konkursowym na fb, lub na blogu ewentualnie wyślij na maila : zaneta.bomba87@gmail.com
- Konkurs skierowany jest do fanów profilu mother-and-son oraz Canpol Babies.
-  Wszyscy lubimy się bawić, dlatego zadbajmy o udostępnienie informacji o konkursie na FB oraz zaprośmy znajomych do wspólnej zabawy.

Dobrej zabawy :) 


Wyniki : 
Wybór był bardzo, bardzo trudny, bo zabawnych zgłoszeń mnóstwo! Za co Wam bardzo dziękuję.
Postanowiłam nagrodzić : 
1. Arkadiusza Wantuch 
2. Anita Antecka

Czekam na Wasze dane (imię, nazwisko, adres i telefon) wyślijcie proszę w wiadomości prywatnej na Fanpagu. 

września 29, 2018

Przygotowania do rozszerzania diety. Własne musy i pełny zamrażalnik.

Przygotowania do rozszerzania diety. Własne musy i pełny zamrażalnik.
Za około miesiąc planujemy zacząć rozszerzać Kacprową dietę. Póki co mamy kryzys z jedzeniem, więc właściwie tylko to mnie wstrzymuje. Zainteresowanie tym co my jemy, jest ogromne. 

Przygotowania trwają. Spędziłam kilkanaście godzin w sumie na przygotowywaniu darów natury. 
Z działki mamy :
- porzeczki
- maliny
- borówki
- truskawki
- cukinię
- buraczki
Dostaliśmy od znajomego z sadu gruszki, a kilka dni temu po taniości udało się kupić jabłuszka niepryskane. Z targu pomroziłam morelki, dynię. Tylko jagódek w tym roku nie udało się nazbierać. 



Prócz mieszanek (m.in jabłko-gruszka-banan, jabłko-malina, jabłko-aronia, gruszka-banan itp.) porobiłam też wszystkie osobno, tak aby najpierw pojedynczo wprowadzać i sprawdzać czy nie uczulają. Zaczniemy od marchewki, ziemniaczka, dyni. Następnie jabłuszka, gruszki, malinki..

Ogólnie zamrażarka pęka w szwach od warzyw i owoców pomrożonych w całości i na surowo (maliny, borówki, cukinia w kawałeczkach) i słoików, które nie miały nakrętki odpowiedniej do pasteryzacji. Te które miały, zapasteryzowałam i czekają w szafce. 
Cieszę się na to rozszerzanie diety, mam nadzieję że Kacperkowi będzie smakować!

września 25, 2018

Ćwiczymy usta i język ! Super gra planszowa stworzona przez logopedkę.

Ćwiczymy usta i język ! Super gra planszowa stworzona przez logopedkę.
Jakiś czas temu Bartek rozpoczął sesje korekcyjne u logopedy. Badanie wykazało, że prócz dozwolonych odchyleń z "r" , Młody ma problem z "sz", "dż", "rz" więc ćwiczymy i w domu i u Pani w ośrodku pedagogicznym. Efekty są i to cieszy. 




Jak zobaczyłam w jesiennych nowościach Wydawnictwa Zielonej Sowy "Fabrykę języka" wiedziałam, że to będzie hit. I mimo, że gra jest polecana dla dzieci od 6 roku życia, a Bartek właśnie dziś kończy 5,5 roku - gramy praktycznie codziennie jak wraca z przedszkola, bo rozgrywka zajmuje krótkie 20-40 minutek. Dodatkowym jej atutem jest fakt, że została zaprojektowana przez logopedkę Panią Małgorzatę Korbiel, która na codzień pracuje z dziećmi. 

W pudełku znajdziecie instrukcję, planszę, cztery pionki (gra przeznaczona dla 2-4 graczy), 50 kart dwustronnych z poleceniami i częściami robotów. 

Jak grać? Łatwizna!

Zabawa polega na tym, aby zbudować swojego własnego robota. Zdobycie poszczególnych jego części wymaga używania nie tylko rąk (do wykładania i przekładania kart), ale i przede wszystkim języka, ust i policzków. 



Na początku należy właściwie rozłożyć elementy na planszy. Mamy taśmę produkcyjną, na której leżą trzy, mamy miejsce na "odpady", oraz kolorowe pola po których poruszają się nasze pionki i talię z zadaniami. Za prawidłowo i sumiennie wykonane zadanie (klaskanie językiem, nadymanie policzków, przesuwanie językiem po ząbkach itp.) przemieszczamy się o określoną liczbę miejsc. Każdy kolor na planszy coś oznacza. Np. fioletowy jest gwarancją przeszukania kart odrzuconych do odpadów i wybrania sobie jednej. Celem gry jest ułożenie robota, który niekoniecznie składa się z kompletnie dopasowanych części. Może mieć różne od siebie nogi, ręce. Im bardziej pomysłowy - tym śmieszniej. 





W instrukcji znajdziecie jeszcze trzy propozycje na to, w jaki sposób możecie bawić się. 
Nam jak na razie najbardziej podoba się "wersja podstawowa" :) 

Z całego serca polecamy Wam tą grę. To nie tylko świetna zabawa ale i doskonała forma ćwiczeń, nie tylko dla dzieci mających problemy z wymawaniem jakichkolwiek głosek czy słów. Nawet my - dorośli świetnie bawimy się kiedy dostajemy zadanie wylosowane z talii. 


Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger