lutego 19, 2019

Literatura dla najmłodszych. Czytamy nowości od Wydawnictwa Wilga

Literatura dla najmłodszych. Czytamy nowości od Wydawnictwa Wilga
Bardzo lubię literaturę dla dzieci, która "coś" wnosi do małej główki. Nie jakieś fiubzdziu o kupie, która wpada do sedesu (chociaż pewnie i tu znalazłaby się jakaś wartość naukowa, np. o tym, że należy robić kupę na sedesie, a nie w majteczki :P) 
Tym razem chcemy Wam z Kacperkiem pokazać książeczki, które wkroczyły dumnie na naszą listę TOP literatury dla najmłodszych. 




"Kocham" i "Mniam Mniam". z serii "Krok po kroku" od Wydawnictwa Wilga
Obie pięknie ilustrowane, przykuwają i cieszą wzrok i dużego i małego czytelnika. 



Pierwsza z nich ukazuje wartość wyrażania uczuć. Pokazuje jak wielką moc ma przytulanie z rodzicami i rodzeństwem. Dzięki tej pozycji Wasz Maluch pozna różnorodność uczuć. Czułość, miłość sympatię. Zrozumie, że są potrzebne od pierwszych dni życia i warto je okazywać nawet domowym pupilom.  
Oglądanie obrazków i opisywanie ich oraz powtarzanie słów wspomaga rozwój mowy malucha, wzbogaca jego słownictwo i rozbudza ciekawość świata. Książeczka jest świetnym wstępem do rozmowy o bogactwie napotkanych w codziennym życiu uczuć. Niektóre dzieci (dorośli zresztą też) mają z nimi problem, dlatego warto im podsunąć tą książeczkę ;) 

Druga pozycja, to świetny przewodnik po różnorodnych artykułach spożywczych. Zdrowe warzywa, owoce i inne smakowite potrawy zachęcają do sięgania po nie. Jakie produkty są dobre dla naszego zdrowia? Po co w ogóle jeść warzywa i owoce? I co pysznego można z nich wyczarować? Zachęcająca książeczka, która pomoże niejadkom skosztować produktów, które uważają za nudne i niesmaczne.







Książeczki z serii "KROK PO KROKU", mają sztywne karty z zaokrąglonymi, bezpiecznymi dla maluszków rogami. Na 16 stronach, przeczytamy rymowane treści, które bardzo przyjemnie się słucha i szybko wpadają w ucho.
"KROK PO KROKU" są idealna dla maluszków, które dopiero poznają otaczający je świat. Każda część, to ci sami bohaterowie, czyli czteroosobowa wesoła i kochająca się rodzinka. Możemy poznać ich w różnorodnych okolicznościach, bo seria jest bardzo bogata - my na pewno sięgniemy po inne, a i Wam serdecznie je polecamy! 















lutego 15, 2019

Matematyka dla Smyka. Arytmetyczne motylki do pobrania i wydruku!

Matematyka dla Smyka. Arytmetyczne motylki do pobrania i wydruku!
Na weekend zostawiam Wam kolejny super sposób na polubienie matematyki przez Wasze smyki. 
Arytmetyczne motylki, które po rozwiązaniu wszystkich działań i odnalezieniu wszystkich kropek ze skrzydełek - odlatują z radości :) 

Sami zobaczcie jak świetnie szło Bartkowi!












MOTYLKI I DZIAŁANIA POBIERZECIE TUTAJ 

Dobrej zabawy! 

lutego 13, 2019

Pogotowie Walentynkowe, czyli prezent w pół godzinki

Pogotowie Walentynkowe, czyli prezent w pół godzinki
Mój syn oświadczył dziś, że na jutro ma przygotować drobiazg dla koleżanki z przedszkola. Nasze popołudnia są krótkie, bo wracamy zwykle około 16:30 do domu, od 17 zaczyna się maraton kolacyjno-kąpielowy Kacpra, potem oporządzam Bartka, a sił też niewiele. Ale miał dziś zapał i chęci, więc przygotowanie drobiazgu poszło gładko i przyjemnie.
Spokojnie możecie i zdążycie jutro je przygotować w zaledwie pół godzinki.

W moich zasobach uchowało się styropianowe serduszko, które pomalował farbą. Nabiliśmy je na patyczek od szaszłyków. Spód to trzy korki od wina owinięte kreatywnymi drucikami, a z góry zlepione plasteliną. 



Kiedy serduszko wyschło Bartek ozdobił je jeszcze gwiazdkami. 
Mam nadzieję, że koleżanka będzie zadowolona, bo wyszedł nam serduszkowy kwiatek :) 



lutego 08, 2019

9 miesięcy poza brzuszkiem, czyli 18-nastka Kacpra ;)

9 miesięcy poza brzuszkiem, czyli 18-nastka Kacpra ;)
Kacper jest "pełnoletni". 9 miesięcy ciąży i 9 miesięcy poza brzuszkiem. Jedno i drugie zleciało tak szybko. Zostały trzy miesiące do roczku! Co tam u naszego Łobuza?


Rozkręcił się ładnie z jedzeniem. Potrafi zjeść już spokojnie objętościowo duży słoiczek zupki typu Bobovita. Gotuje mu nadal sama i cieszy niezmiernie jak z apetytem zajada. Ugotowaną zupkę mam na około 4-5 posiłków. Dwa dni zjada, a pozostałe porcje zamrażam. Super radzi sobie z gryzieniem, ostatnio dałam Mu całe jabłko i był płacz, że się skończyło, oraz dostaje na przekąskę biszkopcika.





















W buziaku błyszczy już pięć ząbków! Dwa na dole i trzy u góry. 11.01 pojawiła się pierwsza górna jedynka, a 17.01 druga, także poszło raz dwa! :) a 3.02 przywitaliśmy pierwszą, górną dwójkę po lewej stronie. Czekamy teraz na kolejne licząc, że będą wychodzić troszkę delikatniej.

Jeśli chodzi o fizyczny rozwój, to Kacper ładnie siedzi (nie siada sam) bez podparcia, nie kiwa się i nie garbi. Ostatnio zaczął także schodzić do parteru (na brzuszek) z tego siadu. Ekspresowo pełza i zaczyna wędrować już po mieszkaniu coraz odważniej.

Niestety trwa lęk separacyjny, więc najchętniej nie schodziłby mi z rączek i często się na mnie wdrapuje wyraźnie dając to do zrozumienia. A przy tym ćwiczy też wspinanie i stanie.
Zaczął także bardzo interesować się swoimi narządami płciowymi, przy każdym przebieraniu i kąpaniu trzeba odciągać Mu łapkę bo traktuje się bardzo niedelikatnie ;)

Z okazji moich urodzin wybraliśmy się na obiad do knajpki i Dziecię zachowywało się bardzo kulturalnie. Aż byłam w szoku :)

Jeśli chodzi o spanie, wciąż balansujemy na drzemkach 30 minutowych, zdarzało się nawet, że była takowa drzemka jedna na cały dzień.
W noc z 22 na 23 stycznia mieliśmy święto (my, rodzice). Kacper spał od 18 do 23:30, zjadł, a następnie musiałam nakarmić Go na śpiocha bo pękał mi cycek ;) także mogę powiedzieć, że pierwszy raz od 18 miesięcy się w miarę wyspałam! Poza tym świętem Kacper miewa ostatnio godzinne przerwy w nocy, co jest dla nas koszmarem... 

25.01 nasz Szkrab nauczył się świadomie mówić "mama". Wystarczyły dwa dni nauki i teraz niemal na okrągło słychać w domu "maaama" :) cudne! Jednocześnie ćwiczyliśmy też "papa" co wychodzi Mu także już super! 
Jesteśmy na etapie uczenia "nie ma" , z rozkładaniem rączek na boki ;) 

Taki z naszego Smyka zdolniacha! Ciekawe co przyniesie kolejny miesiąc.. Może w końcu raczkowanie? Bartek w 9 miesiącu już stawał, a nawet puszczał się stojąc przy meblach...

Ten miesiąc nie był dla nas łaskawy i niezmiernie się cieszę, że się już skończył. Przez nasz domek przetoczyła się choroba. Bartek i ja polegliśmy, u Kacperka tylko póki co katarek i oby tak zostało! 


lutego 01, 2019

Kiedy opieka nad dzieckiem odbiera wszelką moc (dosłownie). Żegnaj styczniu.

Kiedy opieka nad dzieckiem odbiera wszelką moc (dosłownie). Żegnaj styczniu.
Zerwałam pierwszą kartkę z naszego nowego, pięknego kalendarza, z którego patrzą na mnie dwie uśmiechnięte twarze naszych dzieci. Pamiętam jak specjalnie biegłam do przedszkola, aby Kacperek załapał się na spotkanie z fotografem, bo zamarzył mi się właśnie taki kalendarz z obojgiem. Właśnie, biegłam..

Ostatnie 8 miesięcy żyłam i żyję w ciągłym biegu. Wiem, często to mówię, często się żaliłam na nie wyspanie, zmęczenie, podkrążone oczy...
Na wiecznie wyskakujące jęczmienie na powiekach, na katar, który w przeklętym styczniu miałam trzy razy ! Cieszę się, że ten miesiąc już za nami. Żegnam go z radością i nadzieją, że teraz, skoro zaczęliśmy ten 2019 rok tak felernie - będzie już choć trochę lepiej.. 

Mam wrażenie, że cały styczeń przechorowaliśmy. Jak nie ja, to tatowy, jak nie tatowy to Bartek.. Jedynie tfu tfu Kacper się uchował od poważniejszych powikłań (niech żyją przeciwciała z mamusinego mleczka). Końcówka miesiąca dowaliła nam najbardziej. 

Bartek przyniósł w piątek kaszel, w sobotę doszła temperatura. W niedzielę tuliłam Go, prosząc by wyzdrowiał, a mi oddał chorobę i temperaturę. Moje modły zostały wysłuchane. Aż zanadto. Nie pamiętam (ani mąż) kiedy ostatnio miałam taką temperaturę i byłam tak chora. 5, a moze 6 lat temu? Rozłożyło mnie na łopatki 39,3 stopnia. Miałam wrażenie, że mleko w piersiach mi się zagotuje, ale dzielnie przystawiałam Kacpra wierząc w moc przeciwciał. U lekarza Bartek dostał antybiotyk na pięć dni, a ja serię Prenalen i herbatkę z lipy. Obojgu nam specyfiki na szczęście pomogły, chociaż kaszlemy jeszcze oboje i dziś na kontroli Bartkowi dorzucona została jeszcze seria inhalacji. Do środy co najmniej w domu jeszcze posiedzi. Choć jak nie ścina Go temperatura z nóg - to chodzi po ścianach, bo energia rozpiera ;) 

Co do mnie.. Mimo, że gorączka minęła, nad ranem, o 4:00 w środę przydarzył mi się kolejny incydent, który dotąd nie miał miejsca. 
Po kolejnym karmieniu Kacpra zrobiło mi się nie dobrze. Wstałam, poszłam do łazienki z zamysłem, że pewnie będę wymiotować. Ale nie, załatwiłam się i chciałam wrócić do łóżka. Zgasiłam światło, zakręciło mi się w głowie, w oczach zrobiło mi się ciemno i upadłam. Nie wiedziałam w którą stronę mam wrócić do łóżka, jak mam wrócić do płaczącego od huku mojego upadku Kacperka. Krzyknęłam imię męża, który spał u Bartka, bo ten jeszcze gorączkował. Mąż wyszedł z pokoju, podniósł mnie, a kiedy prowadził mnie do łóżka odleciałam drugi raz. Nigdy mnie takie coś nie spotkało. Kumulacja choroby, przemęczenia, gorączki, osłabienia, mało piłam tego dnia, jadłam.. I tak się niestety skończyło. Mój silnik stracił wszelką moc. Po tamtym zdarzeniu mam uraz, kiedy gasną światła w domu. Boję się chodzić po ciemku, bo boję się, że znów upadnę. Po nocy boli mnie tył głowy, dobrze, że przez włosy nie widać siniaków, bo nie chce ich widzieć... 

Moje "narzekanie" na zmęczenie, brak snu, brak czasu na odpoczynek nie było bezpodstawne. Wiele razy mówiłam, że w końcu padnę, chociaż nie wiedziałam, że stanie się to tak szybko. Widać, lata robią swoje. 6 lat temu przy Bartku miałam więcej siły, mniej obowiązków, a i Bartek nie był aż tak wymagającym dzieckiem jak Kacperek. 

Nie wiem co będzie dalej. Jak zwolnić to swoje zabiegane życie.. Jak nauczyć w końcu Kacpra przesypiać noce i spać w dzień chociaż dwa razy po godzinie, by znaleźć czas na odpoczynek. 

Co gorsza zbliża się koniec mojego pobytu w domu z Nim. I po tej akcji, obawiam się o to, jak dorzucę do swoich obowiązków jeszcze pracę na etacie. Jak ja to udźwignę? 

Być może myślicie sobie "Co Ty gadasz babo, jedna masz dwójkę dzieci?, inne sobie radzą, a Ty jęczysz". No i super, zazdroszczę szczerze że sobie radzą. Ale może tamte dzieci śpią w nocy, w dzień? Może nie wymagają aż tyle od mamy, nie wysysają z niej wszelkich soków energetycznych? Fajnie! 

Luty. Bądź dla nas łaskawszy. Odpuść nam. 

stycznia 28, 2019

Misiowe problemy z gadulstwem. Historyjka o Misiu Paplaku.

Misiowe problemy z gadulstwem. Historyjka o Misiu Paplaku.
Kiedy zobaczyłam w Internecie zapowiedź tej książki, pierwsza moja myśl "Genialnie! Miś Gaduła! Toż to historia o Bartku". Serio tak pomyślałam, bo nasz Pierworodny to papla na okrągło. Jak rano otworzy Mu się buźka, to zamyka dopiero jak wieczorem odpłynie w ramionach Orfeusza. (Ponoć ma to po mnie ;) )


W piątek do nas dojechała, a w sobotę wzięliśmy się na spokojnie za lekturę. Pierwsze wrażenie : kolorowo i zabawnie! Chociaż treść niesie ze sobą mądre przesłanie.. ale o nim za chwilę :) 



Miś Paplak uwielbia gadać, często (a nawet za często) robi to w niesprzyjającym czasie i miejscu. Dlatego inne Misie mają go dość. Pragną ciszy i spokoju. Zasmucony Miś rusza w podróż w poszukiwaniu odpowiedniejszych (cierpliwszych i chętnych do pogaduszek) rozmówców. Trafia na wyspę, na której mieszka stado różnorodnych ptaków. I wszystko byłoby super, bo są one skore do rozmowy, tylko problem polega na tym, że one gadają po ptasiemu, a miś po misiowemu. 

Ale, ale! Dla chcącego nic trudnego! Właśnie, i tu pojawia się ten morał Drodzy Państwo. Często mamy problem aby się z kimś dogadać. I niekoniecznie mówię tu o barierze językowej, którą możemy spotkać wyjeżdżając do innego kraju. Mam na myśli różnicę zdań, poglądów...

Miś Paplak i Jego nowi koledzy wskazują nam jasno i wyraźnie, że jeśli się uprzemy, to nie ma takiej przeszkody, związanej właśnie z porozumiewaniem się, której nie moglibyśmy pokonać. Warto pokombinować, warto poszukać rozwiązania, które może okazać się banalnie proste. W naszej historii okazuje się bardzo zabawne. Szczerze, tak podejrzewałam, że Misiowa "ozdoba" będzie mu przydatna. 



Bartkowi bardzo podobała się książka. Myślę, że nadaje się spokojnie już dla 3-4 latka, zachęcamy Was zatem do zapoznania się z przygodą Misia Paplaka. 

stycznia 25, 2019

Nie znikaj mi z oczu, czyli lęk separacyjny nasza nowa zmora

Nie znikaj mi z oczu, czyli lęk separacyjny nasza nowa zmora
Myślałam, że mój hajnidek bardziej mnie już nie zaskoczy, że Jego wymagania względem mojej bliskości są już mi znane i okiełznane na tyle, bym mogła stwierdzić "Pogodziłam się z nimi, radzimy sobie". Myliłam się.

Aktualnie nasz drugorodny wkroczył w etap wzmożonego lęku separacyjnego. Nie mogę być za daleko Niego, a już nie daj Bóg wychodzić z pokoju (siku? kawa? obiad? zapomnij!) 

Jeśli już siedzę tuż obok, na macie Kacper przypełza do mnie i manifestuje potrzebę wdrapania się na moje kolana i przylepienia do mojej klatki piersiowej. Choć mam wrażenie, że to jednak za mało dla Niego i jakby mógł to by przesiąkł swoim ciałem w moje, stał się ze mną jednością. Dzizas. 

Takim sposobem od tygodnia mam problem z zostawianiem Go samego w pokoju, muszę zabierać Go wszędzie ze sobą i stąd powrócił ból pleców. 

„widzę coś, więc to jest, nie widzę nie ma tego" -> 

tak definiuje się tok myślenia w małej główce, właśnie w tym okresie. To doskonale wyjaśnia Jego zachowanie. Dziś, kiedy próbowałam wyjść z pokoju, aby zrobić sobie obiad, pojawił się tak silny sprzeciw, że nie mogłam polemizować. W ruch poszło nosidło. Dziecko wtulone, dziecko spokojne i zadowolone. 


Pojawienie się tej zmory związane jest z nabyciem nowych umiejętności ruchowych - przemieszczania się. Kacper zaczął pełzać 1.01, a na dzień dzisiejszy zaczyna eksplorować przestrzeń już także poza swoją matą. Widać, że samodzielne zwiedzanie mieszkania go kusi, ale póki co nie przekroczył progu pokoju, widać że ma obawy. Chciałby być blisko mnie, a jednocześnie obawia się, że poza pokojem może być niebezpiecznie, a On jest bezbronny. 

Pamiętam jak pracowałam w żłobku i mamy przyprowadzały dzieci w wieku właśnie 7-9 miesięcy, które przechodziły lęk separacyjny. To był koszmar. Nie tylko dla dzieci, ale i dla mnie i rodziców. Taki maluch strasznie przeżywa rozstanie, kiedy musi zostać z kimś obcym (nie z tatą czy babcią). Dzieci nie chciały schodzić z rąk mamuś, a one oddawały je z łamiącym głosem. Dlatego powrót do pracy w tym okresie nie jest dobrym pomysłem. A oddanie do placówki opiekuńczej najlepsze jest po roczku, bo w teorii wtedy lęk się wycisza. 

Czy i jak to przetrwać?


- Zapomnij w tym czasie o jakimkolwiek trenowaniu samodzielności. Nie męczcie się dodatkowo uczeniem samodzielnego zasypiania, odstawianiem od piersi czy odbieraniem smoczka. To bardzo kiepski pomysł. 

- Jeśli nie musisz nie wracaj teraz do pracy. A jeśli musisz przeznaczcie odpowiednio dużo czasu na adaptację czy to w żłobku czy z nianią. W okolicy roczku możesz próbować wprowadzić tzw. przedmiot przywiązania – czyli maskotkę, kocyk lub inny przedmiot, który staje się strategią zwiększającą poczucie bezpieczeństwa w chwilach separacji od mamy. 

- Jeśli dotychczas nie korzystaliście z chusty lub nosidełka albo schowaliście je już do szafy, warto zastanowić się, czy nie ułatwiłoby codziennego życia. Maluchowi zapewnia poczucie bliskości i kontaktu, a mamie umożliwia choć częściowe ogarnięcie codzienności. 

- Naucz się odpuszczać. Jeśli jesteś mamą takiego wymagającego dziecka jak mój Szkrab, pewnie masz to już przećwiczone. Jeśli natomiast Twój maluch dotychczas nie wymagał całodobowej uwagi, możesz się poczuć przytłoczona, jeśli zechcesz by wszystko było zrobione tak dobrze jak dotąd. Bez czasowego obniżenia wymagań wobec siebie może być bardzo trudno. Ja już nauczyłam się wybierać. Ustanawiam hierarchię ważności na bieżąco w zależności jak długą drzemką dysponuje. Czasem jest to tylko 6 minut, a czasem 30. Czasem zdążę tylko usiąść w drugim pokoju, a czasem nie dotknę nawet tyłkiem poduszki. 

Trzeba zacisnąć kolejny raz zęby. Ja zaczęłam już odliczać do roczku. Za moment wybija nam 9-ty miesiąc. To raptem tylko 3 jak zacznie się chodzenie, bieganie, pogoń i chęć samodzielności. Będę musiała się prosić o przytulenie i buziaka, bo jeśli wda się w brata nie będzie miał na to czasu. 

Do padania ryjkiem co wieczór już się przyzwyczaiłam, więc co to dla mnie jakiś tam lęk separacyjny?!


{haha, sama sobie nie wierzę w to co piszę ;) } 




Powodzenia jeśli wiecie o czym pisałam i przechodzicie przez to samo aktualnie. 

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger