czerwca 22, 2018

Kompendium wiedzy - KOLKA NIEMOWLĘCA. Jak pomóc Maluszkowi?

Kompendium wiedzy - KOLKA NIEMOWLĘCA. Jak pomóc Maluszkowi?
Kiedy zwróciłam się do Was o pomoc w sprawie porady na bolesne kolki naszego Kacperka, ilość Waszych odpowiedzi przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Dodatkowo potwierdza to fakt tego, jak częstym zjawiskiem (uprzykrzającym życie i dzieciom i rodzicom) jest ta okropna kolka.
Postanowiłam zebrać w całość Wasze odpowiedzi i rady, mając nadzieję, że przydadzą się też innym rodzicom. Prawda jest taka, że na każde maleństwo działa co innego. Mamy co najmniej trzy miesiące na to, aby przetestować wszelkie specyfiki dostępne na rynku. Jest tego naprawdę sporo, choć różnią się bardzo niewiele.

Po pierwsze, na ludzki rozum.


Czym jest KOLKA?
Jest to występujący u niemowląt ostry atak bólów brzuszka, wywołujący płacz i niepokój. Powoduje go skurcz mięśni gładkich przewodu pokarmowego, połknięte w czasie karmienia powietrze, czasem przekarmienie lub alergia. Kolkę powodują tworzące się w żołądku dziecka pęcherzyki powietrza. Z powodu wypełnienia powietrzem mięśnie brzuszka napinają się nadmiernie w następstwie czego dziecko zaczyna płakać. Organizm dziecka reaguje na wypełniony powietrzem żołądek tak jak w przypadku wypełnienia pokarmem, zaczyna niepotrzebnie produkować kwas, który drażni ściany żołądka powodując dodatkowy niepokój i jeszcze bardziej nasila płacz dziecka. Typowym objawem kolki jest również podciąganie do góry nóżek. Kolka przeważnie ustępuje po 8-12 tygodniach, ale czasem może trwać aż dziewięć miesięcy.

POMOC Z APTEKI {czyli kropelki, czopki itp.}
  1. Bardzo popularny niemiecki Sab Simplex, o którym wspominała bardzo duża liczba z Was. Jeden z ponoć najbardziej skutecznych. Prawda jest taka, że ma on identyczny skład jak Espumisan, choć jest dużo droższy i niedostępny w polskich aptekach (w teorii).
  2. Rurki Windi. Używaliśmy je sporadycznie przy problemach brzuszkowych u Bartusia. To taki cewnik, który ma za zadanie “udrożnić” drogę i przepuścić zatrzymane bączki. Jak używać?  Końcówkę kateteru powinno się natłuścić. Do tego celu można użyć zwykłej oliwki do ciała przeznaczonej dla niemowląt. Nogi maluszka należy unieść ku górze, jak przy zmianie pieluszki. Kateter delikatnie umieść w odbycie dziecka. Po kilkudziesięciu sekundach wyraźnie słychać uchodzące z jelit gazy. Może temu towarzyszyć wypróżnienie. Po zakończonym zabiegu trzeba usunąć przyrząd i wyrzucić go. Kateter jest przeznaczony do jednorazowego użytku. Nigdy nie należy pozostawiać go w ciele dziecka na dłużej. Zabiegu nie powinno się powtarzać częściej niż 3 razy dziennie. Ja polecam używać już w ostateczności bo ponoć “rozleniwia” to może się zdarzyć, że dziecko będzie potrzebować pomocy rurki przy każdym zagazowaniu.
  3. Bobotic Forte - 1 ml płynu zawiera 135 mg symetykonu, 3 krople zawierają 20 mg symetykonu. Zawarty w wyrobie symetykon skutecznie obniża napięcie powierzchniowe ścian pęcherzyków gazu znajdujących się w jelitach, ułatwia ich łączenie i pękanie. Usprawnia to wydalanie gazów i zmniejsza napięcie jelit, które jest przyczyną bólu. Symetykon po podaniu doustnym nie wchłania się z przewodu pokarmowego i jest całkowicie wydalany z kałem w postaci niezmienionej. Również polecany od 1 msc życia.
  4. Espumisan - Substancją czynną leku Espumisan jest symetykon. 1 ml (25 kropli) kropli doustnych, emulsji zawiera 40 mg symetykonu. Jedna dawka z pompki dozującej (2 ml kropli doustnych, emulsji) zawiera 80 mg symetykonu.
  5. Esputicon - Esputicon jest lekiem zawierającym dimetycon. Łagodzi wzdęcia i ułatwia usuwanie nadmiaru gazu z przewodu pokarmowego. Jedna kropla zawiera ok. 20 mg dimetykonu. Dimetykon zmniejsza napięcie powierzchniowe pęcherzyków powietrza, które dostają się do przewodu pokarmowego głównie z połykanym powietrzem. We wzmożonym nagromadzeniu się gazów w jelitach dimetykon rozbija pecherzyki powietrza, co ułatwia dalsze przesuwanie się powietrza w jelitach i likwiduje uczucie napięcia oraz związanego z nim bólu. Małe dzieci i niemowlęta w wieku od 1 miesiąca: we wzdęciach brzucha 1 do 2 kropli, 2 razy na dobę.
  6. Infacol - Łagodzi dolegliwości związane z nadmiernym gromadzeniem się gazów w przewodzie pokarmowym (wzdęcia, bóle kolkowe spowodowane gromadzeniem się gazów). Polecany u niemowląt od 1 miesiąca życia i u dzieci. 40 mg symetykonu na 1ml
  7. Debridat - Preparat muskulotropowy, przeciwskurczowy. Działa w przewodzie pokarmowym na motorykę jelit. Zawiesina na receptę.
  8. Delicol - Delicol w postaci kropli jest przeznaczony do postępowania dietetycznego w stanach przejściowych dolegliwości trawiennych spowodowanych nietolerancją laktozy w pożywieniu u niemowląt. Niedobór laktazy może skutkować przejściowymi dolegliwościami trawiennymi spowodowanymi nietolerancją laktozy w pożywieniu u niemowląt. Składniki Delicolu rozkładają laktozę zawartą w mleku i sprawiają, że staje się ono lepiej przyswajalne. dzięki temu eliminuje dolegliwości kolkowe.
  9. Viburcol - Czopki doodbytnicze. Polecane u niemowląt i małych dzieci związanych z: bolesnym ząbkowaniem, kolką niemowlęcą, dyskomfortem jelitowym – bóle brzucha, wzdęcia i zaparcia, infekcją, alergią, szczepieniem. Maksymalnie 1 na dobę.
  10. Gripe Water - w delikatny sposób usuwa gazy trawienne u niemowląt, przynosząc szybką ulgę, nie zawiera alkoholu.Podwójna formuła - Dual Action - Olejek koperkowy rozgrzewa i rozluźnia brzuch co powoduje uwolnienie uwięzionych pęcherzyków powietrza, wodorowęglan sodu neutralizuje kwas w brzuszku dziecka. Wynikiem działania GRIPE WATER są głośne beknięcia. Możliwe skutki uboczne: Stosowanie większych dawek niż zalecane może powodować odurzenie, podrażnienie błon śluzowych żołądka i jelit. Nie używaj tego produktu, jeśli wystepuja zaburzenia czynności nerek lub nadwrażliwość na konserwanty: E215, E217, E219

PRIOBIOTYKI.
U maluszków przyjmujących probiotyki zaobserwowano złagodzenie objawów kolki.  W łagodzeniu dolegliwości kolkowych potwierdzono skuteczność szczepu Lactobacillus reuteri Protectis.



ŚRODKI NIE-APTECZNE
  1. Masaż brzuszka na przemienny z podnoszeniem (delikatnym!) nóżek jak przy przewijaniu.
  2. Ciepła kąpiel
  3. Okłady z ciepłej pieluszki lub termoforku z pestkami wiśni
  4. Uspakajające dźwięki szumu. U nas działa z youtube dźwięk koszenia trawnika, u innych może to być dźwięk suszarki, odkurzacza albo pralki. Próbujcie!
  5. Spanie i leżenie na brzuszku.
  6. Noszenie w chuście
  7. Jeśli karmisz mlekiem modyfikowanym - spróbuj zmienić je na inne. Możesz też podawać herbatkę koperkową (zwróć uwagę aby była bez cukru)
  8. Noszenie na “leniwca” czyli na ręku - brzuszkiem do dołu.

Nim zaczniesz cokolwiek robić, stosować.. Uświadom sobie, że bardzo dużo dzieci i rodziców przechodziło lub przechodzi przez ten etap razem z Tobą. Ja cierpiałam z Bartkiem, teraz cierpię z Kacprem. Ich przejmujący krzyk i płacz, kiedy tak niewiele możesz zrobić bardzo rani rodzicielskie serce. Uzbrój się w ogromną dozę cierpliwości, bo maluszek wyczuje Twój niepokój a to dodatkowo Mu nie pomoże.

My od dwóch dni mamy wieczorny spokój. Stosujemy się do wypróbowanej zasady. Ciepła kąpiel, a po niej owijamy się szczelnie kocykiem, aby nie wychładzać brzuszka i ciałka. Stosujemy trzy razy dziennie Espumisan i zasypiamy w rytmie koszenia trawnika WYPRÓBUJ TEŻ !

Oby nasz sposób był trafiony i kolka już nie wróciła! I wam życzę odnalezienia Waszego sposobu i jak najmniej przepłakanych wieczorów.

czerwca 17, 2018

Wielorazowe pieluszki Pupus - Hit czy kit? Nasza opinia.

Wielorazowe pieluszki Pupus - Hit czy kit? Nasza opinia.
To było nasze drugie podejście do wielorazowego pieluchowania. Wielorazowe pieluszki zachwycały mnie już pięć lat temu, kiedy tak niewiele osób o nich słyszało, a jeszcze mniej umiało z nich korzystać. U nas niestety się nie sprawdziły. Bartosz miał odparzony od nich zadek, więc szybko się pożegnaliśmy. Przy Kacperku otrzymałam drugą szansę. Właściwie to ja dałam drugą szansę pieluszkom. Na testy przyjechały do nas piękne pieluszki od producenta PUPUS 




Jak pewnie czas z Was się orientuje mamy różne rodzaje pieluszek wielorazowych :  

1. Pieluszki "z kieszonką"

- staranne wykonanie
- szybko schnie po praniu
- ma uniwersalny rozmiar - wielkość regulujemy za pomocą napów z przodu (pasuje na dzieci o wadze od 4-16 kg.)
- ma przystępną cenę.
- piękne wzornictwo (ogromny wybór)

2. Otulacze

- nie trzeba wymieniać go przy każdym przewijaniu dziecka, wystarczy zrobić to przy jego zabrudzeniu 
- kieszonka wewnątrz odpowiednio trzyma wkład
- starannie wykonany
- rozmiar również uniwersalny (od 4-16kg)
- przystępna cena



Tak samo różne mamy wkłady : 

Bambusowe:

  • są wykonane z 4 warstw bambusa z dodatkiem bawełny;
  • max. chłonność 180ml;
  • do jednej pieluszki możesz włożyć dwie wkładki, np. na noc;
  • są antybakteryjne i mają działanie przeciwzapalne – świetnie sprawdzi się przy dzieciach z problemami skórnymi;
  • pierzemy je w proszku do pieluszek;
  • schną nieco dłużej niż wkładki z mikrofibry.

Z mikrofibry i mikropolaru:

  • to bambus połączony z włóknami węglowymi – tkanina (jeszcze) mało popularna,  ale w 100% naturalna;
  • wkładka uszyta jest z dwóch warstw mikropolaru z bambusem i włóknami węglowymi oraz trzech warstw mikrofibry (wewnątrz);
  • mikropolar sprawia, że powierzchnia wkładki niemal zawsze jest sucha – szybko i skutecznie odprowadza wilgoć do wnętrza wkładki;
  • bambus to materiał o naturalnym działaniu antybakteryjnym i antygrzybiczym;
  • max. chłonność to aż ok. 250ml;
  • szybko schnie;
  • są wyjątkowo duże, dlatego polecane są zwłaszcza na noc.

Nasza opinia niestety nie będzie w pełni pochlebna. Cieszyłam się jak głupek na te testy, bo miałam nadzieję, że pieluszki zagoszczą u nas na dłużej. A tu pSIKUS! 
Dokładnie, z naciskiem na sikus ;) 


Już przy pierwszej pieluszce pojawił się problem, bo chociaż na naszej małej pupci wyglądała idealnie, była super dopasowana i Kacperek wyraźnie czuł się w niej komfortowo - po 10 minutach aktywności - siuśki wyleciały bokiem, co ukazało się na boczkach bodziaka. I w tym momencie moja teoria, o tym, że wielorazówki nie przeciekają RUNĘŁA. 
Sama nie wiem co mam o tym myśleć. Napisałam więc do Pani ze sklepu i czekam, bo już kilka dni nie otrzymałam odpowiedzi. 



W ofercie sklepu znajdziecie nie tylko wielorazowe pieluszki, ale też woreczki na pieluszki, pieluszki tetrowe, flanelowe, majteczki treningowe, nosidła ergonomiczne, olejki eteryczne i inne przydatne akcesoria dla mamy i dziecka. 



czerwca 10, 2018

Pomocnik wieczornych rytuałów. Kosmetyki dla dzieci Bebble.

Pomocnik wieczornych rytuałów. Kosmetyki dla dzieci Bebble.
Są takie produkty, po które można sięgnąć bez głębszego zastanawiania się nad tym czy warto. Zwłaszcza jeśli chodzi o delikatną skórkę niemowlęcia, która potrzebuje szczególnej uwagi i pielęgnacji. 
Na rynku jest multum kosmetyków, które podrażniają, powodują wysypki, szczypią w oczka i mimo, że ich cena jest wysoka a producent poleca twierdząc, że to najlepszy wybór dla zdrowej skóry Twojego maleństwa - kończy się to nie najlepiej.



Kiedy zobaczyłam na Instagramie profil Bebble zagłębiłam się w ich ofertę. I szczerze zachwyciłam. Kompletując wyprawkę kosmetyczną dla Kacpra zdecydowaliśmy, że warto spróbować Bebblowego żelu do mycia główki i ciała. 



Dlaczego
Możemy sięgnąć po niego już od pierwszej kąpieli naszego maluszka i mieć pewność, że nie podrażni mu oczek. Spokojnie możemy umyć Go od stóp do głów :) 
Żel jest delikatny, zawiera dodatek naturalnego ekstraktu z lawendy, który działa kojąco i antyseptycznie a jednocześnie nie zawiera parabenów, SLS i SLES czy sztucznych barwników, które mogą drażnić delikatną skórę naszych Maluszków. Co mnie zachwyciło? Zapach!
Długo utrzymujący się, delikatny zapach umytej główki Kacpra. Uwielbiam go wąchać ;) 

Używamy żelu już miesiąc. 
Nie pojawiły się żadne zaczerwienienia, podrażnienia czy krostki. Kacperek relaksuje się przy kąpieli, która jest naszym wstępem do wieczornego wyciszania. Bebble towarzyszy nam przy każdej kąpieli i zdecydowanie zapowiada się, że zostanie z nami na dłużej zwłaszcza że cena za 400 ml opakowanie jest bardzo przystępna - 13,99 zł. 

Nasza opinia końcowa wychodzi zdecydowanie na duży plus. Cieszę się, że pojawiły się kosmetyki dla maluszków, którym mogę bez obawy powierzyć pielęgnację mojego Maluszka.  

Zapraszam Was do zapoznania się z ofertą Bebble. Znajdziecie tam nie tylko żele do mycia ale i m.in kremy na słońce, ząbkowanie, chusteczki i płyn do mycia smoczków i butelek. 

-> TUTAJ


Polecam Wam też obserwację prężnie działającego Instagrama Bebble, dzięki czemu będziecie na bieżąco z informacjami o ich nowych produktach. 

czerwca 09, 2018

Od noworodka do niemowlaka. Czyli minął miesiąc, nie wiem kiedy ...

Od noworodka do niemowlaka. Czyli minął miesiąc, nie wiem kiedy ...
Minął miesiąc. Mamy w domu niemowlę.  



Ostatnie 3 tygodnie cierpimy na niedoczas. Mimo, że właściwie każdy dzień wygląda podobnie i wypracowaliśmy sobie już jako - taki rytm i harmonogram, ciągle brakuje na coś czasu. Kacper pochłania bardzo dużo mojej energii i czasu. Padam zwykle razem z Nim o 20:00 bo nie mam już sił ani na książkę, ani na film w towarzystwie męża. 

Jaki jest nasz miesięczniak? 



Bardzo absorbujący. 
Nie lubi samotności. Jeśli ktoś przy nim siedzi i do niego rozmawia - jest szczęśliwy. Jeśli
oddalam się choćby do toalety - już słyszę miauczenie przemieniające się w szybkim tempie w głośny krzyk i płacz. 
- Pan rączkowski. 
Ciężko zrobić cokolwiek w domu, bo najlepiej spędza się czas z mamą i na mamie. Ostatnio miałam problem z ugotowaniem obiadu, więc na dniach kupuję chustę, liczę, że to ułatwi nam trochę funkcjonowanie. 
- Silny. 
Podnosi wysoko główkę, bo lubi leżeć na brzuszku. Często śpi w takiej pozycji. I dobrze, bo zdarzały się bóle brzuszka (ciężko nazwać je kolką, bo gazy ładnie odchodzą). 
- Dziecko wózkowe.
Póki co - uwielbia spacery. Potrafi ciągiem pospać 3h, obudzić się na jedzonko i spać dalej. W tej kwestii jest przeciwieństwem Bartka, a mi to bardzo odpowiada, bo lubię spacerować i dla zdrowia i dla urody (opaleniznę już niezłą mam ;P) 



Powoli wyrastamy z rozmiaru 56, odłożyłam już kilka bodziaków. Nocki jakie są, takie są. Nie budzi się co godzinę, więc nie mogę narzekać, ale zdarza się że śpi 2-3h ciągiem. 
Dziś mieliśmy pierwszą noc w kołysce, bo wcześniej jakoś nie mógł się do niej przekonać i musiał czuć mój (a może mleka? :P) zapach. 



Kontakty z bratem kształtują się bardzo pozytywnie. Mam obawy o zagłaskanie i zacałowanie na śmierć, ale prawda jest taka, ze uwielbiam na nich patrzeć i słuchać jak Bartek do Niego mówi, jak Mu opowiada o różnych rzeczach. 



Mówią, że najtrudniejszy jest pierwszy miesiąc. Może teraz troszkę się uspokoi u nas i znajdzie się siła i czas na inne rzeczy. 
Dobrze, że pogoda dopisuje. Bardzo dużo czasu spędzamy na dworze, więc Barti sobie korzysta z placów zabaw. 


maja 31, 2018

Naturalnie po cesarce, czyli VBAC w moim odczuciu.

Naturalnie po cesarce, czyli VBAC w moim odczuciu.
Bartka urodziłam 5 lat temu przez cesarskie cięcie. Było ono bolesne z wielu względów. Po pierwsze miałam 26 lat, była to moja pierwsza ciąża, którą przeżywałam bardzo nieświadomie. Odbywane zajęcia w szkole rodzenia nastawiły mój umysł na rozwiązanie porodu siłami natury. Nie przyjmowałam innego wyjścia. Wydawało się to tak proste, jak wstawienie prania czy ugotowanie obiadu. Kiedy po 6 godzinach bolesnych prób zapadła decyzja o cesarce (brak postępu porodu, synek się cofał po skurczu, bo był źle wstawiony w kanał) przeżyłam pierwszą traumę. Nie byłam na to zupełnie gotowa. Mój idealny plan runął. 
Cewnik, znieczulenie w kręgosłup. Stół operacyjny, drażniące światło lampy nad moją twarzą, w której odbijało się rozcinane podbrzusze. Krótka chwila w której zdążyłam tylko przytulić swoją twarz do twarzy nowonarodzonego synka, którego zabrano od razu na mierzenie, ważenie. To nie był poród marzeń. 
Kiedy dowieziono mnie na salę pooperacyjną mijały długie minuty, nim znów go zobaczyłam. Nieudolnie przystawiono mi go do piersi, wcześniej informując, że "tu mleka nie będzie" (cudowne wsparcie na starcie pani położnej, po ściśnięciu sutka). Koszmarny ból podbrzusza po ustąpieniu znieczulenia. Leki przeciwbólowe pomagały doraźnie. Najgorsze było ograniczenie ruchów przy zmianie pozycji. Najlepiej było stać. Siedzenie, leżenie, przewracanie się z boku na bok na wysokich łóżkach, korzystanie z toalety było możliwe tylko w pozycji "na Małysza". Ciężka, ale uwieńczona 18 miesięcznym sukcesem droga po laktację. Dłużej dochodziłam do siebie w domu, miałam (a właściwie mam do dziś) wyrzuty sumienia względem siebie, że mi się nie udało, mimo że Bartek to okaz zdrowia i nie ja jedyna wydałam w ten sposób na świat syna. 


Do drugiej ciąży, porodu i okresu po nim podeszłam i podchodzę z większym spokojem. Mam 31 lat, nie muszę uczyć się na nowo pielęgnacji i opieki nad noworodkiem. Jedyną nowością dla mnie był poród. VBAC - czyli z angielskiego wyrażenia Vaginal Birth After Cesarean - poród pochwowy po przebytej cesarce
Podczas ciąży usłyszałam kilka razy (między innymi od męża), że mój drugi poród także zakończy się cesarskim cięciem. Odpowiadałam wtedy : "Jeśli tak - trudno. Po cc wiem już czego się spodziewać (mega bólu podbrzusza), po porodzie naturalnym - nie wiem. Jeśli mi się nie uda, trudno. Najważniejsze aby dziecko było zdrowe i wyjść szybko do domu, do Bartka czekającego w nim". 
Nie wiem jak jest w innych szpitalach, ale Kliniczna w Gdańsku jest bardzo nastawiona na porody naturalne. Od tak, z widzimisia nie wykonuje się cesarek na żądanie. Muszą być ku temu niepodważalne powody. 
Oczywiście, że chciałam naturalnie urodzić. Pamiętałam jak po pierwszym porodzie dziewczyny z sali, którym się udało siedziały i na nic nie narzekały. Zazdrościłam!
Marzyłam o szybkim porodzie. Trzech skurczach partych i nieśpiesznym kangurowaniu na piersi swojego Maluszka. Udało się. 
Mimo, że podczas samego porodu, który zaczął się o 18:00 (sączenie wód po wyjęciu cewnika), a skończył o 21:55 z moich ust padło, a właściwie zostało wykrzyczane 20 razy "CHCĘ CESARKĘ!" - udało nam się. 
Różnice? 
Obecność męża (co prawda na samą końcówkę, ale jakże istotną) i przecinanie pępowiny przez Niego, te łzy i spojrzenie dumy. 
Zostałam nacięta i pękłam. Miałam 5 szwów, zewnętrznych. Które mogę określić jako upierdliwe, bo przeciwbólowe przyjmowałam tylko przez pierwszą dobę. Urodziłam o 21:55, rano mimo zawrotów głowy wstałam do toalety. Nie miałam cewnika, ani znieczulenia (skorzystałam tylko z gazu rozweselającego i to dosłownie kilka wdechów, bo nie smakował mi :P). Kiedy Kacper pojawił się po tej stronie, położono mi Go na piersiach i zabrano po długiej chwili i to dosłownie na kilka minut. Spędziliśmy potem 2h na sali obserwacyjnej, gdzie towarzyszył nam tatuś. Przystawienie do piersi było nieśpieszne, Mały pięknie złapał, a pokarm pojawił się dokładnie w trzeciej dobie (bez męki z laktatorem i bez pobudzania tak jak musiałam robić to po cc). 
Oczyszczanie z odchodów poporodowych jest podobne do tego po cesarce, jednak możliwość bezbolesnego chodzenia, siadania, samodzielnej obsługi swojego dziecka to największe dostrzegalne przeze mnie plusy. 

Po porodzie naturalnym dochodzisz do siebie szybciej, jedyny ból to właściwie ten podczas samego porodu. Po cesarce dochodzisz dłużej, nie czujesz nacięcia, wyjmowania dziecka, ale boli Cię po niej. 
Nigdy świadomie nie zdecydowałabym się na cesarkę, wiedząc to, co wiem teraz. Jasne, niespodziewałam sie, że poród naturalny to TAKI ból. Ale dziś, trzy tygodnie po nim nie mam traumy. Pamiętam wszystko, minuta po minucie. Ale siedzę przy laptopie i nic mnie nie boli. A gdybym była po cc pewnie miałabym wciąż problem. 

Kilka istotnych informacji STĄD :

Według  ACOG (American Congress of Obstetricians and Gynecologists) próbę porodu siłami natury po przebytym cięciu cesarskim należy podjąć, gdy:
  • U ciężarnej nie występują powtarzalne wskazania do cięcia cesarskiego, np. nieprawidłowa budowa kanału rodnego itp. oraz nie wystąpiły nowe, np. łożysko przodujące.
  • Poprzednie cięcie było poprzeczne, w dolnym odcinku.
  • Poród dotyczy pojedynczego płodu w położeniu podłużnym główkowym.
  • Szacowana masa płodu <4000g.
  • Blizna w dolnym odcinku macicy, oceniana w USG>3,5mm.
  • Jest dostępna sala operacyjna i personel.
  • Pacjentka wyraża zgodę na ten sposób ukończenia ciąży.

Zdaniem PTG:
  • U kobiety z przebytym więcej niż jednym cięciem cesarskim można podejmować próbę porodu drogą pochwową.
  • Ciąża wielopłodowa nie stanowi bezwzględnego przeciwwskazania do porodu drogami rodnymi po cięciu cesarskim.
  • Cukrzyca nie jest przeciwwskazaniem do podjęcia próby porodu drogami rodnymi u kobiet po przebytym cięciu cesarskim.
  • Podejrzenie makrosomii płodu nie stanowi przeciwwskazania do porodu drogami rodnymi u kobiet po przebytym cięciu cesarskim, jednak należy rozważyć rozwiązanie przez cięcie cesarskie.
  • Kobiety rodzące w okresie 18-24 miesięcy po przebytym cięciu cesarskim powinny być poinformowane o zwiększonym ryzyku pęknięcia macicy podczas porodu.
  • Poród po 40. tygodniu ciąży nie stanowi przeciwwskazania do podjęcia próby porodu drogami rodnymi u kobiet po przebytym cięciu cesarskim.

Moja rada?
Nie nastawiaj się na nic. Nigdy nie wiadomo co przyniesie los. Jeśli masz możliwość (pozwolenie od lekarza na poród sn - PRÓBUJ. Robisz to dla siebie i swojego dziecka. Cesarka do zabieg operacyjny, niosący ze sobą więcej powikłań dla Was obu. Jeśli się nie uda - nie miej do siebie pretensji. Widocznie tak musiało być, abyście oboje byli zdrowi i nic nie zagroziło Waszemu życiu. Nie ważne czy sn czy cc. Ważne są te chwile już po. Te chwile RAZEM. 


maja 21, 2018

12 dni razem. Wspomnienie porodu i moja ocena szpitala Klinicznego w Gdańsku.

12 dni razem. Wspomnienie porodu i moja ocena szpitala Klinicznego w Gdańsku.
W końcu po wielu, wielu dniach znalazłam chwilę aby usiąść i spisać te jakże świeże wciąż wspomnienia mojego pobytu na Klinicznej. Bałam się go jak wiecie. Odliczaliśmy wszyscy dni do 7.05 kiedy to otrzymałam termin stawiennictwa ze względu na cukrzycę ciążową. Bałam się ze względu na odległość od domu, tęsknotę za Bartkiem. Bałam się powtórki z pierwszej ciąży, kiedy to musiałam spędzić dwa długie tygodnie na patologii ciąży nim doznałam zaszczytu poznania swojego pierwszego synka. 

Tym razem było inaczej. I to właściwie wszystko. Zaczynając od tego, że ta ciąża była bardzo inna od pierwszej, skończywszy na tym, że dziś po 12 dniach widzimy ogrom różnic w zachowaniu naszego drugiego potomka w stosunku do Bartusia. Ale od początku... 

Stawiennictwo na poniedziałek, 7.05, a tymczasem już 6.05 w okolicach godziny 17 dostaje telefon, że są akurat wolne łóżka na patologii i czy nie chciałabym przyjechać, bo jutro może już nie być. Pierwsza myśl "Nie, bo nie mam jak dojechać...", a w drugiej już z teściową siedziałam w samochodzie z torbami i jechałam do Gdańska. 

Po krótkim pobycie na IP położniczej, zeszła po mnie z patologii bardzo miła i młodziutka położna (pierwsza osoba, którą będę bardzo mile wspominać z tego pobytu) i zaprowadziła mnie na oddział. W sali przyjęć tysiąc pytań, badanie ciśnienia, wagi (kończyłam z +4kg). Kiedy już się rozgościłam na swojej sali zaproszono mnie na ktg. Na wieczór zaplanowano jeszcze dla mnie atrakcję w postaci USG dopplerowskiego, które odmieniło nasze dotychczasowe życie, kolejny raz o 360 stopni :) 


Podczas badania rozmawiałam z Panią doktor mówiąc o dziecku w brzuszku "Ona", "córka", "czy z nią...?" Tymczasem Pani doktor w pewnym momencie do mnie "Ale to na pewno ona?, przecież ja tu widzę jądra". W pierwszym momencie pomyślałam sobie, że żartuje. Takie heheszki na rozruszanie nowoprzyjętej pacjentki. 
Ale nie. Oto proszę Państwa na ekranie monitora maluje się mi przed oczami piękne, dorodne męskie przyrodzenie. W tym momencie moja córka stała się moim drugim synkiem. Szok, niedowierzanie, strach i w głowie pytania : "Co ja zrobię z pięcioma kartonami sukienek, tunik i różowych śpioszków?" i "Jak na tą zmianę zareaguje Bartek?". Tego bałam się najbardziej. Było już późno, ale zaraz po badaniu zadzwoniłam z nowiną do męża. Myślał, że żartuje. Nasz drugi syn spłatał nam takiego psikusa, że w przedbiegach strollował wszystkie żarciki dotychczasowe swojego taty :) 
Najlepsze jest to, że badało mnie trzech lekarzy (prowadzący i dwóch z lux medu) i wszyscy zgodnie twierdzili, że będzie córka. XXI wiek pokazuje, że mimo rozwoju technologii takie cuda potrafią wyjść. 

7.05. Na ten dzień zaplanowano dla mnie pierwsze próby wywoływania porodu, na sali pojawiła się także koleżanka z forum na Facebooku :) Razem spędziłyśmy tylko dwa dni.. 
Miałam test OCT, który miał sprawdzić jak czuje się Malutki i moje łożysko. Skurcze pojawiały się w okolicach maksymalnie 60-ciu. Po teście panie położne powiedziały, że może, ale nie musi rozpocząć się akcja porodowa. Nie rozpoczęła się. Więc kulałam się dalej. 

8.05 był dniem bezproduktywnym. 

9.05 około godziny 12:00 
Wsadzono mi cewnik Foleya, czyli taki silikonowy wężyk, który wypełniono solą fizjologiczną. Jego zadaniem jest zwiększyć o 2 cm rozwarcie. W internetach wyczytałam, że polecają aby z nim dużo chodzić, bo podczas chodzenia szybciej dochodzi do zamierzonego efektu. U mnie efekt był taki, że po 30 minutach dostałam mega zawrotów głowy i zaczęły pojawiać się skurcze. Co więcej były one silne i dość regularne. Cewnik nie wypadł (a miał), ale rozwarcie się zwiększyło, więc skutek jego działania był pozytywny. Na badaniu ginekologicznym pani doktor sama mi go usunęła, informując, że albo się zatrzymają skurcze, albo rozbuja się na całego. 
Marzyłam o tym drugim. 
Wróciłam na salę, skurcze nie ustawały. O 19 poczułam, że zaczęły sączyć mi się wody, a skurcze przybierały na sile. Dzwoniłam do męża, że może się szykować, bo jadę na porodówkę i prawdopodobnie będziemy rodzić. Logistyka zadziałała w miarę sprawnie. Teściowa śmignęła do Bartusia, a mąż pociągiem do mnie. Gdyby nie zdążył na pociąg, którym przyjechał - nie zdążyłby na końcówkę porodu. 

Na sali porodowej miałam dość młodą, średnio przyjemną położną. Skurcze były bardzo silne, krzyżowe. Kiedy wjechałam na porodówkę miałam 4 cm rozwarcia. Przy 6-ciu miałam iść pod prysznic i na piłkę. Nie zdążyłam.O 20:45 usłyszałam "pyk" a potem chlusnęły wody płodowe, których jak się dowiedziałam było bardzo dużo. Młoda położna okazała się średnio pomocna i dołączyła do niej starsza, około 50-letnia, której przypisuje zasługę tego, że dałam radę urodzić naturalnie. Podczas skurczy wielokrotnie krzyczałam, że "chcę cesarki, że nie dam rady", a Pani położna uparcie twierdziła, że dam radę, że jestem silna, że muszę się skupić i skumulować całą swoją siłę na parciu i oddechu. 
Jestem jej niezmiernie wdzięczna, że tak mnie dopingowała, bo właśnie głównie dzięki temu uwinęliśmy się właściwie w dwie godziny. Mąż wleciał na salę jak już była prawie główka po naszej stronie :) 
Przeciął pępowinę, popłynęły łzy. A ja cieszyłam się, że mam to za sobą, Kacper zaczął tracić tętno, lekarka która pojawiła się na sali ucisnęła mi brzuch, aby szybciej wyskoczył, przez co dość silnie pękłam, prócz tego że zostałam nacięta (i w tym miejscu przestrzegam przed panią ginekolog położnik "P" pracującą w szpitalu na Klinicznej i prowadzącą własną praktykę lekarską również w Gdańsku). Łożysko i zszywanie - to było pikuś. Na prawdę nie wspominam dobrze całego porodu, mimo, że był szybki i sam finał cudowny (Kacper urodził się o 21:55, 3440 gram, 57 cm) i dostał ostatecznie 10 pkt. Spędziliśmy dwie godziny na sali poporodowej we trójkę. 

Na oddziale noworodkowym pojawiła się żółtaczka. Powtórka z rozrywki sprzed pięciu lat. Na szczęście Kacper po naświetlaniu uporał się z nią szybciej niż Bartuś i tak 14.05 w rocznicę ślubu rodziców o 17:30 zawitaliśmy już w domku. Starszy braciszek zachwycony od pierwszego spotkania w szpitalu (na drugi dzień już przyjechał), ale w domu to czyste szaleństwo. Co chwile buziaczki, chce trzymać na rączkach. Miłość nie z tej ziemi. 

My uczymy się funkcjonować w nowym trybie dostosowanym do naszej prawie dwutygodniowej Kruszynki. Póki co nocki są w miarę - śpi z nami, bo kołyskę toleruje tylko w dzień. Karmimy się tylko piersią (od początku), pięknie śpimy na spacerku (różnie od Bartka, który mega płakał w wózku). Jest fajnie. Fajnie jest być mamą dwóch łobuziaków. 

Tylko nie fajne są te siatki i kartony z różowymi ciuszkami, więc serdecznie zapraszamy na wielką wyprzedaż w cenach do 20 zł maksymalnie :) TUTAJ WYPRZEDAŻ

Opinia końcowa o szpitalu Klinicznym w Gdańsku. 
Opieka lekarzy i położnych : 5/6 
Większość bardzo pomocna, można porozmawiać, zapytać, rozwiewają wątpliwości. Nie spotkałam się z jakimiś głupimi odzywkami. Położne młode, widać, że póki co nie zmęczone pracą, delikatne, kompetentne. 
Jedzenie : 5/6 
Dużo, mało warzyw, ale szło się najeść, więc naprawdę jeśli idziesz rodzić to nie idź z nastawieniem na bufet hotelowy. To jest szpital. Ja nie narzekałam, jedyne co to mąż donosił mi pomidora, ogorka do kanapek. 
Oddział noworodkowy : neonatolodzy - super! 6+/6 
Bardzo kompetentni, chętnie tłumaczą i odpowiadają na pytania. Naprawdę w porównaniu z opieką w szpitalu w Redłowie z Bartkiem - niebo do ziemi! 
Położne na noworodkowym - też bardzo pomocne. Kilkakrotnie otrzymałam pomoc w związku z karmieniem piersią. Dopingują, pomagają, wspierają. 

I to by było tyle wspominek :) Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca. 

kwietnia 18, 2018

Zostań Młodym weterynarzem w towarzystwie Misi i jej przyjaciół z Lipowej Kliniki. Nowość wydawnicza Zielonej Sowy.

Zostań Młodym weterynarzem w towarzystwie Misi i jej przyjaciół z Lipowej Kliniki. Nowość wydawnicza Zielonej Sowy.
O Misi, małej pani weterynarz opowiadałam Wam już dwa razy : TUTAJ i TUTAJ .

Dziś chciałabym Wam przedstawić nie książkę, ale grę właśnie z udziałem bohaterów tej pięknej serii dla dzieci. 



Autorką gry jest Anna Sobich-Kamińska, a ilustratorką Agnieszka Filipowska.

Bohaterami gry są zwierzęta, które dotychczas pojawiły się we wszystkich książkach serii. Gra ma proste zasady gry. Gracze podczas gry ćwiczą pamięć, spryt i logiczne myślenie, a do tego zdrową rywalizację.

Gra przeznaczona jest dla 2 - 4 graczy, wiek 4+, czas rozgrywki ok. 10-15 minut.


W pudełku znajdziemy:
- 30 dużych kart ze zwierzętami
- 2 duże karty ze sprzętem weterynaryjnym
- 4 żetony startowe z kliniką na drzewie
- instrukcję

Mamy do wyboru dwa warianty gry. 


Pierwszy wariant: 
,,Klinika Młodego Weterynarza", to prosta gra do której wykorzystujemy wszystkie elementy z pudełka.


Celem jest wyleczenie zwierząt, które pojawiły się w klinikach.

Gracze wybierają swoje kliniki i kładą je przed sobą. Potasowane karty układają na stole - 16 kart (4 sztuki w 4 rzędach). Pozostałe karty układamy w stosik zakryty.
Grę rozpoczyna najmłodszy gracz. Odkrywa dowolną kartę z tych rozłożonych na stole i dokłada do swojej kliniki. Następne tury, to już zbieranie pasujących kart. Pasująca karta, to taka, która ma albo takie samo zwierzątko jak to na ostatniej położonej przy klinice karcie, albo ilość zwierząt ta sama.

Na miejsce ,,zabranej" karty na stół kładzie kartę z zakrytego stosika (bez podglądania).
Gdy karta odkryta nie ma tego samego zwierzaka lub tej samej ilości, to karta na stole zostaje na powrót zakryta i kolej na kolejnego gracza.
W grze są karty specjalne ,,sprzęt weterynaryjny", to stetoskop i plaster. Karta umożliwia dołożenie dowolnej karty do kliniki (nawet jeśli nie pasuje).

Zakończenie gry:
Gra kończy się, gdy jeden z graczy zdobędzie 10 punktów. 

Gra jest wciągająca, prosta i emocjonująca, ćwiczy liczenie, pamięć, cierpliwość. Mechanika zbliżona jest do znanych wszystkim memorów. 


Drugi wariant: Gracze próbują jak najszybciej pozbyć się swoich kart. Wygrywa gracz, który zrobi to jako pierwszy.

W tej grze wykorzystujemy tylko karty ze zwierzętami (karty ze sprzętem weterynaryjnym i żetony nie biorą udziału w grze).
Tasujemy karty. Każdy z graczy otrzymuje 8 kart. Pozostałe karty trafiają na stos zakryty.
Gracze rozkładają przed sobą karty w takiej kolejności w jakiej je otrzymali.
Jeden z graczy odsłania kartę ze stosu zakrytego. Gracze jednocześnie próbują pozbyć się swoich kart, czyli położyć je na stosie odkrytym. Jednak karty muszą pasować do wcześniej położonych. Musi być takie samo zwierzę albo liczba zwierząt.
Gra kończy się, gdy jeden z graczy pozbędzie się wszystkich kart. Ten gracz zostaje zwycięzcą.

Gra jest świetnym dopełnieniem książeczek. Bartek bardzo lubi słuchać przygód Misi, więc gra również bardzo przypadła Mu do gustu. Pudełko jest małe, więc zdecydowanie nadaje się na zabranie w podróż i grę w plenerze podczas wiosennego lub letniego pikniku. 

Polecamy wszystkim fanom sympatycznej, małej pani weterynarz tą pozycję od Wydawnictwa Zielona Sowa. 
Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger