listopada 15, 2018

Moje dziecko to nie ekran telewizora, więc nie zaglądaj mi do wózka dziadzie!

Moje dziecko to nie ekran telewizora, więc nie zaglądaj mi do wózka dziadzie!
Moja agresja wobec tego postępowania rosła falowo z miesiąca na miesiąc. Przyzwyczaiłam i pogodziłam się z tym zachowaniem naszych pań sąsiadek, które piskliwym głosikiem i miliardem zdrobniałych słów atakują moje dziecko niemal każdego dnia. Każde nasze wyjście na spacer to spotkanie z bakteriami z ich dłoni. Nie chce wiedzieć, gdzie wcześniej je trzymały.

Nie mam na tym punkcie fioła. Mamy w domu psa, mam w domu starsze dziecko, które każdego dnia całuje młodszego, dotyka Jego rąk, ust, zabawek. Kacper bierze wszystko do buzi. Swoje zabawki, metki, matę na której się bawi. Nie trzęsę się nad nim kiedy to robi. Pozwalam Mu. Buduje jego system odpornościowy. 

Ale są granice! 
Moment, w którym obca osoba (dziwnym trafem najczęściej jest to osoba w podeszłym wieku - mentalność taka czy bezmyślność?) pochyla się nad wózkiem, gada coś do Kacpra a jeszcze nie daj Boże chwyta go za rękę. Ostatnio spotkała mnie sytuacja, gdzie obcy starszy facet, chwilę po tym jak skończył palić papierosa pochylił się do mojego półroczniaka. Dodatkowo podparł się bokiem wózka, ponieważ był wyraźnie w stanie upojenia alkoholowego. Przy wózku stał Bartek, którego poprosiłam o popilnowanie brata, a sama chciałam wejść na trzy minuty do osiedlowego sklepu po makaron. 
Trzy kroki od wózka mówię donośnym tonem do facia : "Proszę odejść od tego wózka", a On na to, że nie rozumie o co mi chodzi, przecież nic nie robi. Ciśnie mi się na usta wiele brzydkich słów, bo wciąż targają mną negatywne emocje związane z tą sytuacją. Nigdy nie zaglądałam do obcych wózków. Nigdy nie dotykałam bez pozwolenia dziecięcej ręki, a już nie daj Boże całowałam pucołowate policzki. 

Najgorzej było, pamiętam, jak mieliśmy ciężkie dni i Kacper płakał na każdym spacerze. Właściwie to nie płakał, tylko wydzierał się na pół osiedla. Wtedy też wszystkie "mądre" kobiety patrzyły na mnie z politowaniem (a może z wyrzutem, że krzywdzę moje dziecko?). Nie rozumiały, że on nie lubi wózka, nie lubi leżeć i patrzeć w niebo. Dopiero dziś, po pół roku sytuacja w miarę się uspokoiła. Nie boję się już wychodzić z domu, wypracowaliśmy swój system, który póki co się sprawdza. 

Ale! Wracając do zaglądania i wkładania łap do wózka. Ludzie! Kobiety! Babcie Drogie! Opamietajcie się proszę! Zwróćcie uwagę na to, że takie małe dzieci mają różną odporność. Wystarczy, że macie katar, że przed momentem kaszlałaś i zatkałaś usta ręką, którą właśnie pogłaszczesz moje dziecko po łapce, które ono potem wsadzi do buzi. Albo byłaś w toalecie i jak ogromna część społeczeństwa po podtarciu tyłka - nie umyłaś rąk. Albo dotykałaś osiedlowego kota, który łasił się do ciebie i sprzedał Ci parę pcheł. Albo paliłaś papierosa i śmierdzi Ci z buzi. Moje dziecko nie ma ochoty tego wąchać. 

Nie życzę sobie zaglądania, bez mojego pozwolenia, obcym ludziom do MOJEGO wózka! Nie życzę sobie pochylania się i gadania mojemu dziecku w twarz odorem alkoholowym albo papierosowym! Nie życzę sobie dotykania jego rąk i twarzy. Nie! Nie i koniec! Przykleje sobie na wózek plakietkę "Telewizor masz w domu, tam idź sobie pooglądać" o!

listopada 13, 2018

Dlaczego Koty boją się ogórków? Odkryj tajemnice domowych zwierząt razem z Wydawnictwem Wilga.

Dlaczego Koty boją się ogórków? Odkryj tajemnice domowych zwierząt razem z Wydawnictwem Wilga.
Sekrety domowych zwierząt (kotów, chomików, psów i kucyków!) w końcu odkryte. Publikacja "Zabawne życie zwierząt domowych" rozbawi Cię do łez od pierwszych stron. Odnajdziesz odpowiedzi na wiele pytań, dowcipne spojrzenie na zwierzęta z nutką autentycznych faktów naukowych. Dowiesz się m.in : 
  • O czym tak naprawdę myśli jamnik patrząc na długą kiełbaskę?
  • Dlaczego kot czasami omija kuwetę?
  • Dlaczego psy zjadają kupy na spacerze?
  • Z jakim zwierzakiem najlepiej się bawić?
  • Dlaczego zwierzęta są ze schroniska są znacznie lepsze niż te „nowe”?
Książka ta, to humorystyczna porcja wiedzy o zwierzętach z ogromna ilością zabawnych grafik. Dedykowana dzieciom w wieku 6-9 lat lub starszym (nawet dla dorosłych miłośników zwierząt). Czarno-białe grafiki są autorstwa wielokrotnego laureata konkursów graficznych Roba Jonesa. Autor książki James Campbell zadbał również o solidną dawkę empatii i edukacji w zakresie dbania o zwierzęta. Już 6-latek i starszy czytelnik jest na tyle, że opieka nad zwierzęciem domowym może stać się jego najważniejszym obowiązkiem oraz wielką przyjemnością. Dowcipne historyjki rozwiewają nasze wątpliwości, odkrywają nieznany i niezrozumiały świat naszych pupili. "Zabawne życie zwierząt" to taka troszkę encyklopedia, którą należy traktować z przymrużeniem oka. 

Książkę czytaliśmy systemem : Ja - Bartek, oraz Tata - Bartek. 
Mi - jako mamie - szczerze podobała się średnio, jakoś nie bardzo bawi mnie temat psich kup, zwłaszcza kiedy ostatnio notorycznie wjeżdżam w nie, spacerując po chodniku z wózkiem. Ciekawił mnie temat kota i ogórka :) Nareszcie wiem o co chodzi w tej teorii ;) 

Tacie i Bartkowi książka bardzo przypadła do gustu. Oboje zaśmiewali się do łez. Bardzo fajne jest to, że nie trzeba czytać jej strona po stronie. Jest to typ książki paragrafowej. Możesz uzupełniać wiedzę na dany temat, wrócić na początek, lub rozpocząć zupełnie nowe zagadnienie. 



W sumie fajnie, że na rynku pojawiają się takie książki. Jest to coś nowego, świeżego, co wprowadza dzieci w tematykę zwierząt i odsłania ich sekrety w tak przystępny sposób. 

Polecamy :) 

listopada 09, 2018

Kacperkowa szóstka! Czyli pół roczku za nami!

Kacperkowa szóstka! Czyli pół roczku za nami!
Ten miesiąc w przeciwieństwie do poprzedniego obfitował w nowości w rozwoju fizycznym naszego Młodszego. 



Zaczęło się zaraz po świętowaniu skończonej piątki. Kacper zaczął chwytać zabawki, które kładliśmy przed nim, kiedy leżał na brzuszku. Zaczął manipulować nimi w łapkach, przekładać, przesuwać i oczywiście wkładać do pysiaka. Normalka ;) 

Niedługo po tym doczekałam się kolejnego kroku milowego w rozwoju naszego Leniuszka. Kacper odkrył, że ma stopy. Z kolankami zapoznał się już jakiś czas temu - pukał w nie łapkami, chwytał się za nie, ale stopy ! To dopiero coś! Można się samemu połaskotać - a On to uwielbia :) 

Kolejna nowość, z którą wyrobiliśmy się w ramach czasowych dla rozdziału "przed końcem szóstego miesiąca" to samodzielny przewrót z plecków na brzuszek. Ale radość. Już się martwiłam - serio. 
Kiedy odwiedziliśmy Ośrodek Wczesnej Interwencji, Pani która prowadziła wstępne oględziny fizycznego rozwoju Kacpra stwierdziła, że On doskonale wie jak to się robi i już niewiele Mu brakuje, że to kwestia kilku dni. Miała 100% rację. W OWI byliśmy 23.10 a pierwszy samodzielny obrót dokonał się w Jego wykonaniu  5.11 Co do OWI mamy też skierowanie na dwie sesje rehabilitacji, gdyż Pani fizjoterapeutka stwierdziła, że warto wzmocnić Kacperkowe mięśnie brzuszka. Będzie też spotkanie z logopedą (apropo kryzysu z jedzeniem, który póki co został zażegnany). 

Totalnie nieprzewidywalne to nasze dziecko. Kompletnie nie da się zaplanować nic w sztywne ramy, bo każdy dzień ciągle jest inny od poprzedniego. Jednego dnia śpi pięknie, zgodnie ze swoim standardem. Cztery razy po 30 minut i wystarcza Mu to, bo ogólnie jest radosny i naładowany energią. Innego dnia śpi godzinę na cały dzień i buczy i miauczy bo nic Mu nie pasuje... Jeszcze innego postanawia niespodziewanie zrobić nam niespodziankę i śpi pierwszy raz w wózku bite 2h. No szok totalny. Miało to miejsce 4.11. Wsadziłam tego dnia w naszą spacerówkę spód od śpiworka. Miękki, cieplutki, z wełny owczej. No i nastawiłam się na standardowe 30 minut spacerowania. A tu taka niespodzianka, że śmieje się, że gdybym wiedziała, że Kacper do takich cudów potrzebuje mieć wyłożony wózek śpiworkiem - wsadziłabym Mu go już w lipcu ! Serio! Pierdzioch jeden :) 

Ten miesiąc to także pierwszy problem skórny, oraz przerwa w rozszerzaniu diety. 

Problem skórny pojawił się na brzuszku. Podejrzany został zmieniony proszek do prania. Przeszłam z Vizir Sensitive na Surf. Ale najwyraźniej skóra naszego Pampuszka jest jeszcze za delikatna (Bartek nie miał nigdy żadnych problemów skórnych, stąd moje zaniepokojenie, kiedy pojawiły się czerwone plamki). Byliśmy skonsutltować je u pediatry, ale na szczęście jest już znaczna poprawa. Wróciliśmy do Lovelli i póki co pojedziemy na niej przynajmniej do roczku. 

Zauwazyłam też na nóżce i rączce Kacpra, małą, suchą plamkę. Jest bezbarwna i nie chropowata - raczej sucha. Troche mnie martwi, ale poczekamy na rozwój wypadków. Przez te plamy na brzuszku (i kaszel Bartka) mieliśmy przełożone też szczepienie, ale zostało już dokonane i co więcej nasz dzielny pacjent pierwszy raz zupełnie nic nie zapłakał! Jedynie jęknął. Nawet łezka nie poleciała! 

Przerwa w rozszerzaniu diety była spowodowana tym, że Młody zjadał dwie łyżki i pluł. Próbowaliśmy marchew, dynię, cukinię, ziemniaczka i póki co - szaleństwa nie ma. Kompletnie nie pamiętam jak te początki szły u Bartka. Niby zainteresowanie jedzeniem z Jego strony jest ogromne, ale z pasją posmakuje czubek trzech łyżek i zaczyna pluć i wypluwać. Mam nadzieję, że się rozkręci w temacie chłopaczyna nasz ;) 

Sen to taka nasza pięta Achillesowa. Kacper w tym temacie jest jota w jotę odwzorowaniem Bartka. Spanie to dla Niego kara. Po co spać, jak świat taki piękny, a tyle rzeczy jest do zrobienia. Ogólnie zasypia na noc nadal między 18 a 19. Śpi te 2-3h u siebie w łóżeczku, potem zjada cycusia i albo uda mi się Go ponownie odłożyć, albo przy odkładaniu się obudzi i wraca do nas. Ostatnio mieliśmy ciężkie nocki, bo budził się co godzinę. Potem naprzemiennie pojawia się kilka tych lepszych i śpi znów po 3h. Tyle, że głównie z nami. Nie mam serca i sił walczyć z Nim w nocy, bo wyssysa ze mnie tyle energii w ciągu dnia, że coraz częściej padam równo z dziećmi o 20 i marzę chociaż o tych 3h nieprzerywanego snu. Dlatego dla własnej wygody wciąż pozwalam Mu na to spanie z nami. Kiedy budzi się co godzine łatwiej mi go uspokoić, kiedy czuje mój zapach. No i ta mała rączka, która szuka mnie i chwyta mój palec a potem spokojniej zasypia. Widocznie nasz hajnidek jeszcze tego potrzebuje. Póki co, nie kręci się, nie kładzie nam stóp na twarz i nie zajmuje aż tak okropnie dużo miejsca. Więc niech korzysta ;) 

 

Zostało pół roku. Jesteśmy 167 (na 208) osób na liście rezerwowej kandydatów oczekujących na miejsce w państwowym żłobku. Nie widzę tego. Żłobek do którego startowaliśmy jest dla dzieci do roku, zatem nie wydaje mi się, abyśmy w pół roku skoczyli 167. Zatem powstaje pytanie.. Co potem? Do pracy bede musiała wrócić, żłobek prywatny to koszt wyższy niż standardowa pensja, a niania skosi z nas całą jedną wypłatę - więc wyjdziemy na zero. Póki co ten drażliwy temat leży. Na pewno trzeba po nowym roku do niego wrócić. 



listopada 03, 2018

Niezawodny przyjaciel i Zimowa Przygoda. Czyli przygody psiaka, którego wszyscy doskonale znają.

Niezawodny przyjaciel i Zimowa Przygoda. Czyli przygody psiaka, którego wszyscy doskonale znają.
Czekaliśmy na te premiery przebierając nóżkami. Oboje. I ja i Bartek, który jako psiarz pokochał Reksia jak "swojego" :) 
Reksio to nie tylko figle, psoty i zabawa. To też opowieści, które swoją treścią namawiają do słusznego i rozważnego postępowania.







To opowieść o tym, jak nasz mały kundelek (pod czujnym okiem swojego Pana - Adasia) podejmuje się uszczęśliwienia mieszkańców schroniska dla zwierząt. Wybierają się tam autobusem. Droga jest daleka i dość niebezpieczna biorąc pod uwagę fakt, że oboje większość czasu spędzają na swoim przedmieściu, gdzie życie płynie nieco wolniej. 
Adaś zajęty doglądaniem drogi na mapie nie dopilnowuje swojego towarzysza i staje się nieszczęście. Reksio wysiada sam z autobusu! Czy zdoła odnaleźć swojego Pana? Czy misja podarowania zwierzętom w schronisku karmy, nowych legowisk się powiedzie? 




Ta historia uczy małego czytelnika nie tylko zwracania uwagi na to co dzieje się dookoła, w nowym, nieznanym otoczeniu. Stawiając Adasia i Reksia w trudnej sytuacji ukazuje więź, która łączy tych dwoje. Oboje robią wszystko, by wzajemnie się odnaleźć. 
Dodatkowym plusem historyjki jest zwrócenie uwagi na problem niedostatku w schroniskach. Adaś ochoczo organizuje zbiórkę dla potrzebujących zwierząt, po czym samodzielnie odwozi otrzymane dla nich podarunki. Liczy też, na wsparcie kolegów i koleżanek z klasy namawiając ich do adopcji psa lub kotka.



Kolejny "dowód" na to, że "Bez Reksia, ani rusz!". W poprzednich częściach serii niejednokrotnie zarówno mieszkańcy podwórka jak i Adaś udowadniali, że bez Reksia zawsze dzieje sie coś złego, że Reksio często ratuje ich z różnorakich opresji. A to wyłowi dzwonek, a to rozwiąże spór w kurniku. Jest po prostu niezastąpiony!
W Zimowej przygodzie przeczytamy nie tylko o Igrzyskach, które zostaną zorganizowane pod czujnym okiem najlepszego sędziego i trenera (Reksia). Przeczytamy też mrożący w żyłach wątek nieco bezmyślnego Adasia, który postanawia wybrać się na łyżwy na pobliską sadzawkę. Lód okaże się za cienki, a z opresji wyciągnie Go niezawodny przyjaciel o który marzy każdy z nas. 
























Reksio to psi Bohater. Bohater nie tylko książkowy, ale i taki który jest wzorem do naśladowania. Radosny, pomysłowy, przyjacielski i pomocny. Nikomu nie odmówi pomocnej łapki ;) 
Za swoim panem skoczyłby w ogień (albo i w tym wypadku w zamarźnięte jezioro), a dla swoich podwórkowych przyjaciół jest w stanie zrobić wiele.



Serdecznie polecamy Wam kolejne części serii Reksia. My na pewno wrócimy do nich jeszcze nie raz, podobnie jak i do poprzednich, które przeczytaliśmy już wielokrotnie. 



października 23, 2018

Misia i kalendarz na 2019 rok, czyli JESIENNE NOWOŚCI od Wydawnictwa Zielona Sowa.

Misia i kalendarz na 2019 rok, czyli JESIENNE NOWOŚCI od Wydawnictwa Zielona Sowa.

Pasieka bardzo pożytecznych i pracowitych pszczół jest w dużym niebezpieczeństwie – pszczoły mogą stracić ukochany dom. Misia i Popik mają pomysł, jak je uratować – jest to jednak bardzo ryzykowne, a pszczoły wcale nie chcą opuszczać swojego ula. W parku Popik spotyka osłabionego, samotnego psa. W czasie wycieczki do lasu przyjaciele znajdują małego liska uwięzionego na dryfującym pniu. Czy przyjaciele uratują pszczoły? Czy bezdomny pies z parku wyzdrowieje i znajdzie nowy dom i kochającego opiekuna? Czy mały lisek odnajdzie swoją rodzinę?

Kolejne przygody naszej ulubionej Małej Pani weterynarz, które jak zawsze kończą się szczęśliwie, choć śledzimy pełni obaw czy wszystko będzie dobrze?!
Lisi szczeniaczek potrzebujący pomocy i jego przeciwieństwo - ogromny pies - Kudłacz, który okazuje się bezdomny. Historia z pszczółkami, która uczy nasze dzieciaki, że warto dbać o każdą istotę, zwłaszcza tak pożyteczną! 

Mnie osobiście niezmiennie zachwycają ilustracje. Chętnie powiększyłabym je i zawiesiła na ścianie w pokoju dzieci. Przyjemne dla oczu, doskonałe, ciepłe. 

Polecamy Wam kolejną część przygód Misi i Jej małych pacjentów.

Już za kilka dni listopad. A za nim, za moment koniec roku. Dlatego warto pomyśleć o nowym kalendarzu. Wydawnictwo Zielona Sowa ma w ofercie taki, który idealnie nadaje się na przykład na prezent pod choinkę. I nie jest on szaro-bury czy bordowy. Nie ma zwykłych - białych stron i nudnych przegródek do zapisywania ważnych spotkań. Nie znajdziecie w nim przepisów na upieczenie idealnego biszkoptu czy sposobu na przypalony garnek!





To ładny, elegancki kalendarz, idealny dla dla fanów książki Lewisa Carrolla (i nie tylko). Wzbogacony o klasyczne, doskonale rozpoznawalne ilustracje Johna Tenniela, a także o liczne cytaty z bajki. Miesiąc podzielony został na tygodnie, obok każdego dnia jest miejsce na drobne notatki, natomiast cała strona obok została przygotowana na szerze zapiski (coś idealnego dla blogera! :D). Na początku kalendarza umieszczono dodatkowo mini-słowniczek polsko-niemiecki, polsko-angielski, polsko-włoski oraz polsko-hiszpański. Kalendarz jest przyjemnych rozmiarów, w sam raz do kobiecej torebki, chociaż powiem Wam, że mój mąż też się nim zauroczył ! Nawet próbował mi już kilka razy go ukraść! 

Dzięki takiemu kalendarzowi, mam pewność, że przede mną magiczny, 2019 rok!

października 20, 2018

Pierwsza zastawa. Jakże ważna sprawa! Początki rozszerzania diety.

Pierwsza zastawa. Jakże ważna sprawa! Początki rozszerzania diety.

Rozpoczęliśmy rozszerzanie diety. Około dwa tygodnie przed skończeniem szóstego miesiąca. Kacper bardzo był zainteresowany tym co jemy, wyciągał rączki więc postanowiłam spróbować. Zdecydowanie nie jest to jedzenie - zastępowanie cycusia jakimkolwiek pokarmem, bo nie możliwością jest najedzenie się pięcioma łyżeczkami :) Chodzi nam w początkowej fazie o pokazanie Mu, zapoznanie go z nowością, aby wiedział, że prócz cycusia są też inne smakowite rzeczy :) 


Z pomocą przy naszych początkach przyszła nam pierwsza zastawa od Canpol Babies. Co zabawniejsze, Bartuś ma dokładnie taką samą miseczkę i używa jej do dziś :) 


Jaka musi być pierwsza zastawa? 
- poręczna (aby dobrze trzymać ją w ręku)
- praktyczna (miseczka od Canpol'a posiada pod spodem gumeczkę, która przysysa się do gładkiego podłoża). 
- nowoczesna z możliwością mycia w zmywarce
- łyżeczki dopasowane do małej buźki 
- ładna :) 



Specjalnie umieściłam punkt "ładna" na końcu, bo choć ta od Canpol'a jest super, dla mnie ważniejsze są te punkty wyżej. 

Canpol wyszedł na przeciw naszym potrzebom i sprawuje się na piątkę z plusem :) 

W naszym zestawie znalazły się też śliniaczki, które pod materiałem mają nieprzeciekające ceratki, więc nawet jeśli coś wypadnie z buziaka nie pobrudzimy sobie ubranka. Dodatkowo mają bardzo ładne wzory, które aż żal zabrudzić ;) Mam nadzieję, że proszek poradzi sobie z plamami po jedzonku i będą nam długo służyć. 




Mamy też kubeczek niekapek, ale jego testy zaczniemy troszkę później, bo póki co Kacper pije jeszcze dużo z cycusia i nie wprowadzam jeszcze ani wody, ani tym bardziej soczków, bo nie widzę takiej potrzeby. 
Pierwsze co już teraz rzuciło mi się w oczy, to bardzo poręczne uchwyty, więc zapewne będzie łatwo trzymać je w małych łapkach. 

Obiecałam Wam też wspomnieć o smoczku, który uratował nam życie. Przetestowaliśmy kilka. Ładnych, znanych, polecanych, modnych. I dopiero właśnie ten od Canpol'a okazał się trafiony! Kacper używa go do spania i do podróży wózkiem. Dzięki niemu nie boję się już wychodzić z nim na dwór, a proces usypiania w domu skrócił się z (często) 30 minut do 10-15. Także ozłocę Canpola! :) 



Zdecydowanie jesteśmy zadowoleni z  zestawu BUNNY&COMPANY marki Canpol babies i polecamy Wam ten, oraz inne produkty tej znanej wszystkim firmy. 


października 19, 2018

Pierwsze spotkania z książką Kacperka. Zabawne historie Misia Koralika.

Pierwsze spotkania z książką Kacperka. Zabawne historie Misia Koralika.
Jesteśmy rodziną "Czytaczy". Książki były w naszym domu od zawsze i od zawsze bardzo szybko poznajemy z nimi nasze dzieci. Bartek uwielbia nasze wieczorne seanse z książkami, liczę, że i Kacper będzie sięgał po nie równie chętnie. 

W Jego małe rączki wpadła seria o pewnym Misiu. Nie Puchatku i nie Koralgolu, choć zdecydowanie coś ich wszystkich łączy ;) 





Miś Koralik to seria stworzona z myślą o najmłodszych. Każda z książeczek opowiada nieskomplikowane i zabawne historyjki, których doświadcza nasz Mały bohater. Książeczki przyciągają wzrok Maluszka, gdyż są przepięknie i wyraziście ilustrowane. 

Opowiastki, z którymi możecie zapoznać się wyjaśniają wątpliwości małego czytelnika. Np. "Okulary" to historia o poszukiwaniu zagubionych okularów. Dziadek Misia tłumaczy w jakim celu się je nosi. Koralik poczynia spostrzeżenia, które wyjaśniają wiele wątpliwości, które mogą pojawiać się w małych, dziecięcych główkach. 

Seria książeczek "Miś Koralik" to nowości Wydawnictwa Wilga. Seria zawiera cztery kolorowe książeczki - "Miś Koralik Skarpetki", "Miś Koralik Rysa", "Miś Koralik Bulbul" i "Miś Koralik Okulary". Na końcu każdej z książeczek znajdziecie propozycję zabawy powiązanej z głównym tematem opowieści, a także pytania do dziecka, które pozwolą sprawdzić na ile dziecko zapamiętało historię opowiedzianą w książeczce oraz jakie wnioski z niej wyciągnęło, gdyż celem całej serii jest również przekazanie dziecku wiedzy, takiej jak np. przechodzenie na światłach czy oszczędzanie wody.

Autorką tekstów jest Grażyna Nowak-Balcer, a autorką ilustracji Anna Zboina.


"Miś Koralik" to świetna propozycja dla maluchów. Zwracają uwagę barwnymi ilustracjami oraz przyjaźnie nastawionym bohaterem. Dziecko chociaż małe, już teraz może utożsamiać się z misiem i tak jak on poznawać nowe rzeczy, uczyć się i bawić. Umieszczenie na końcu każdej książeczki zagadek oraz szablonu do wycięcia, dodatkowo podnosi jej atrakcyjność.



Kacper choć niewiele zrozumiał bardzo przyglądał się obrazkom, natomiast Bartek który równiez został zapoznany z treścią książeczek stwierdził, że są "super!". Któregoś popołudnia, kiedy poprosiłam Go, aby zabawił chwilę Kacpra bo miałam coś do zrobienia, pobiegł do pokoju i wrócił do brata z "Misiem Koralikiem". Opowiadał Mu swoimi słowami przeczytane wcześniej historyjki. Widok - bezcenny :) 




Seria o Misiu warta jest uwagi. Polecam ją na zbliżające się np. Mikołajki. Zapewniam Was, że spodoba się Waszym maluszkom :)
Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger